niedziela, 2 września 2018

"Runa" - Vera Buck

"Tajemnicą jest strach. To on sprawia, że stajemy się mali i słabi w chwili, w której moglibyśmy być wielcy i waleczni."

 Wydawnictwo: Initium
Tłumaczenie:  Emilia Skowrońska
Rok wydania: 2018
Ilość stron:592
Kraj: Stany Zjednoczone

"-Strach zaczyna się tam, gdzie jesteśmy nieświadomi i bezradni - Charcot zacytował samego siebie. - Nieświadomość zasila strach."

Paryż. 1884 rok. Jori Hell już od kilku lat odbywa staż w szpitalu La Sarpetriere, pragnąc uzyskać tytuł doktora. Jego guru staje się doktor Charcot, specjalizujący się w leczeniu kobiet ogarniętych histerią. Spektakle prowadzone przez Charcota cieszą się ogromną popularnością, a on sam ma niekwestionowaną władzę na terenie całego szpitala. Jest Bogiem władającym swoim małym światem. Jego słowo może zmienić czyjeś życie w koszmar albo wynieść na piedestał. Koledzy pławią się w jego blasku, studenci przed nim drżą, pacjentki napawa przerażeniem. Wszystko zmienia się w momencie pojawienia się na scenie Runy, małej dziewczynki, która nie poddaje się woli doktora. To dziwne dziecko zaczyna budzić strach pośród personelu. Sprawia jednak także, że Jori wreszcie postanawia ruszyć z miejsca. I choć jego decyzja o podjęciu się przeprowadzenia  pierwszej na świecie operacji na mózgu nie była przemyślana, wkrótce otworzy oczy młodego chłopaka na potworności dziejące się w uwielbianym dotąd przez niego świecie psychiatrii.

Frederic ma dziesięć lat i młodszą siostrę, która ciągle wymusza na nim niebezpieczne wyprawy. Jedna z nich prawie kończy się tragedią, kiedy to chłopak cudem uniknął złapania przez woźnicę powozu, który śledzili. Chłopiec zdążył jednak zajrzeć do środka powozu i odkryć w środku jakieś dziwne znaki, które na dłuższy czas zaprzątną jego umysł.

Maxime ma czternaście lat, mieszka z ojcem, który nie radzi sobie po śmierci żony, i jest nieszczęśliwy. Ojciec zmusza go do śpiewania w chórze, chociaż chłopiec przechodzi mutację i staje się pośmiewiskiem kolegów. Jego marzeniem jest tworzenie poezji. Kiedy w kościelnym śpiewniku znajduje dziwne zapiski, inspirują go one do napisania wiersza. Podczas jednego z występów chóru, postanawia wreszcie pochwalić się swoją twórczością. Efekty tego występu przerosną jego oczekiwania.

Lecoq był kiedyś jednym z najlepszych śledczych. Odszedł jednak z policji, by wieść życie przestępcy. Jego zdaniem przestępcy wyróżniają się konkretnymi cechami uwidaczniającymi się na ich twarzy. Na swojej również widzi cechy przestępcy, dlatego porzucił pracę w policji i czeka na moment, w którym wreszcie dopełni się jego przeznaczenie. W między czasie podejmuje się drobnych zleceń detektywistycznych. Pewnego dnia przychodzi do niego mężczyzna, by prosić o odszukanie zaginionej kilka miesięcy wcześniej żony. Pozornie niezainteresowany, Lecoq odrzuca zlecenie, jednak śledczy nos zaczyna szukać śladów.

W małym mieszkanku zostają znalezione zwłoki kobiety. Na jej ciele krwią wypisano dziwne znaki.
W podparyskim domu ginie mężczyzna. Ściany pomieszczeń pokreślone są literami, które pozornie nie mają znaczenia. Powoli zaczyna wybuchać panika. Kto pozostawia znaki i jaki jest ich przekaz?


"Runa" ma dość nietypową narrację. Część napisana jest w trzeciej osobie, z punktu widzenia kilku różnych postaci. Część natomiast jest pierwszoosobową opowieścią Maxime'a. Dzięki temu zabiegowi czytelnik ma wgląd w poczynania kilku osób i widzi wszystko z szerszej perspektywy. Do tego mamy również retrospekcje z wcześniejszego życia głównego bohatera, pozwalające poznać powód jego poczynań. Przyznam, że dość długo nie mogłam znaleźć związku pomiędzy postaciami, wręcz wydawało mi się, że niektóre wątki są niepotrzebne. Myliłam się. Wprawdzie wprowadza to lekki chaos, jednak buduje odpowiedni klimat. A klimatu powieści odmówić nie można. XIX - sto wieczny Paryż aż wypływa ze stron. Większość akcji toczy się na terenie szpitala dla obłąkanych kobiet, i to właśnie atmosfera tam panująca sprawia, że czytelnik może poczuć dreszczyk grozy. Zwłaszcza czytając opisy terapii ówcześnie stosowanych. Masakra goni masakrę. Masz lekkiego doła? Na pewno jesteś histeryczką. Wystarczy poddać cię terapii biczami wodnymi a w mig wyzdrowiejesz. Jesteś melancholijna, a może masz zmienne nastroje? Jesteś histeryczką! Trzeba ci za pomącą śruby ustawić jajniki w odpowiedniej pozycji, bo na pewno się przesunęły. A może lubisz seks? Ty histeryczko, założymy ci specjalne majtki, zagipsujemy ręce, a jak to nie pomoże, wytniemy łechtaczkę. Wszystko da się wyleczyć. Masz ochotę krzyczeć na widok swojego oprawcy zwanego lekarzem? Czysty obłęd, spróbujemy wyciąć ci kawałek mózgu, byś stała się spokojniejsza.
Kiedy zgłębiałam tajniki ówczesnych terapii, mając świadomość, że część z nich jest prawdziwa, przeżywałam prawdziwe chwile grozy. To się w głowie nie mieści, do czego zdolni są ludzie, mając władzę, poczucie własnej idealności oraz możliwości. Tutaj zdecydowanie przekroczono granice etyki lekarskiej, prowadząc w "imię nauki" eksperymenty na ludziach, nie różniące się niczym od bezwzględnych tortur. Tworzenie klimatu przez autorkę w tym wypadku zakrawa na mistrzostwo.
Nie inaczej jest z kreacją bohaterów. Każda postać jest inna, wyróżniająca się i budząca konkretne emocje. Główny bohater często mnie drażnił, gdyż są to zwyczajnie ciepłe kluchy. Niby chce osiągnąć konkretny cel ale nic w tym kierunku nie robi. Kiedy zaczyna coś robić, miota się nie wiedząc co, jak i dlaczego. Niby widzi zło, niby otwierają mu się oczy ale nic to nie zmienia. Człowiek z gatunku "chciałabym a boję się". Zupełnie inaczej ma się sprawa z moim ulubionym bohaterem,  Lecoq'em, który jest postacią nietuzinkową i zabawną. Naprawdę żałowałam, że to nie on jest postacią główną. Ten facet wyczuwa przestępstwo na kilometr, spojrzy na twoją twarz i powie ci, czy jesteś złodziejem, mordercą, czy może oszustem. W swojej twarzy widzi przestępcę, choć wszystkie jego poprzednie działania świadczą o tym, iż jest świetnym, uczciwym śledczym. Teraz detektyw czeka na sposobność, by stać się przestępcą. W między czasie zostaje zaintrygowany tajemniczymi napisami, zniknięciem kobiety oraz pogłoskami o dziwnej dziewczynce z dwukolorowymi oczami. Sama Runa to postać iście horrorowa. Mała, niepozorna, wychudzona, budzi swoją fizjonomią współczucie. Kiedy otwiera oczy, każdy w jej pobliżu wykonuje znak krzyża. Przeważnie wygląda jakby spała. Nie znasz momentu, w którym odgryzie ci palec. Genialna postać.

"Runa" zdecydowanie jest powieścią, o której szybko się nie zapomina. Podczas lektury wielokrotnie ogarniało mnie przerażenie i zgroza. Wyraźnie odczuwałam klimat panujący w szpitalu, strach i bezradność pacjentek, które niejednokrotnie trafiły tam z woli swojej rodziny. Zagadka kryminalna jest tu w sumie tłem pozwalającym wejrzeć w bezmiar okrucieństwa, jakim odznaczali się tamtejsi lekarze. Świadomość tego, że część przedstawionych postaci istniała naprawdę, stosując swoje praktyki bezkarnie, bo w imię dobra ludzkości i rozwoju nauki wszystko było im wolno, sprawiała, że opowieść działała na mnie znacznie mocniej. Autorka bardzo umiejętnie połączyła historię z fikcją literacką, tworząc bardzo sugestywne obrazy tamtejszego środowiska lekarskiego. I choć czasami byłam lekko znużona opisami a końcówka nie wbiła mnie w fotel, to jestem bardzo zadowolona z tej dość wymagającej lektury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz