piątek, 26 sierpnia 2016

"Piętno von Becków" - Joanna Jax

"Dziedzictwo von Becków" mnie zachwyciło. Styl, język, cała fabuła, przedstawienie bohaterów, wszystko mi w niej pasowało. Dlatego trochę się obawiałam kontynuacji. I początkowo rzeczywiście nie mogłam się wciągnąć. "Piętno von Becków" bowiem ma trochę inny styl niż poprzedniczka. Autorka pokusiła się o dodanie do całej historii wątków sensacyjnych oraz wprowadzenie zupełnie nowych, równie ciekawych bohaterów. Powieść jest przepełniona tajemnicami, namiętnością i przerażającymi opisami z obozu zagłady. Historia przeplata się z teraźniejszością, ukazując, jak ogromny wpływ na nasze zachowanie mają przeżyte tragedie, i jak swoimi dobrymi chęciami możemy zniszczyć komuś życie. Nowi bohaterowie są pełnokrwiści, intrygujący i rewelacyjnie przedstawieni. Pióro autorki chyba nigdy nie przestanie mnie zachwycać. Trzy książki, które miałam okazję przeczytać, sprawiły, że na długie godziny zupełnie odpłynęłam. Pani Jax ma bardzo plastyczny język, cudownie potrafi snuć swoje opowieści a przede wszystkim jej proza jest poruszająca i wzbudzająca skrajne emocje. Dopracowana fabuła, wyraziste postaci, mieszanka miłości, nienawiści, dramatu i szczęścia a w tle opowieść o poszukiwaniu skarbów, intryga mająca swój początek w czasie II wojny światowej, izraelski szpieg i poszukiwanie własnej drogi życiowej oraz kilka naprawdę zabawnych scen. Nie zabrakło również momentów, w których ściskało mi się serce. Cóż mogę powiedzieć. Jestem pod ogromnym wrażeniem twórczości pani Jax i jest pewne, iż przeczytam każdą książkę spod jej pióra. Niezwykła wrażliwość oraz doskonały styl autorki czynią ze mnie jej dożywotnią fankę:)
Wydawnictwo:Videograf SA
    Rok wyd:2016
Stron:384
Kraj: Polska


czwartek, 18 sierpnia 2016

"Sanatorium pod Zegarem" - Liliana Fabisińska

Dwie skrajnie różne kobiety. Jedna młoda, ze staroświeckim imieniem, pracoholiczka, zamknięta w sobie i pruderyjna, o dość skonkretyzowanych poglądach. Początkowo niezbyt przypadła mi do gustu, jednak z czasem zaczęłam lepiej ją rozumieć, co uwolniło spore pokłady sympatii. Nic jednak nie przebije sympatii, jaką poczułam do drugiej bohaterki powieści. Stara kobieta z nowoczesnym imieniem i bardzo młodą duszą. Pełna pozytywnej energii, zapalona botaniczka z niespełnionym marzeniem, które ma szansę się ziścić. Chciałabym być taka w jej wieku. Niesamowicie optymistyczna osoba. Obie kobiety spotykają się w sanatorium, gdzie muszą dzielić pokój. Znajomość ta wpłynie przede wszystkim na młodą Ninę, która diametralnie zmieni sposób patrzenia na starsze osoby. Sporo się będzie działo, będzie smutno, wesoło i strasznie, ale przede wszystkim interesująco i pouczająco. Autorka bowiem postanowiła złamać stereotyp starego człowieka, robiąc z Natalii osobę, która mogłaby zmęczyć niejedną młodą istotę:) Wiele razy  zachowanie Natalii i reakcje Niny na nie, wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Nie jest to powieść przy której można śmieć się w głos, jest zabawna lecz nie śmieszna, jeśli wiecie, co mam na myśli. Bardzo pozytywna pozycja, przy której świetnie się bawiłam, popadałam w chwilę refleksji oraz czułam się naładowana energią. Przy tym sieje w czytelniku nadzieję, że starość niekoniecznie musi być smutna, samotna i pozbawiona wrażeń. Przekonuje także, iż nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń. Przyznam, że byłam niemile zaskoczona, gdy powieść dobiegła końca a ja nie uzyskałam odpowiedzi na kilka pytań. Na szczęście teraz już wiem, że to nie koniec opowieści o ich losach, po którą na pewno sięgnę, przede wszystkim, by znów spotkać niesamowitą Natalię.

Bardzo, bardzo fajna historia obyczajowa z lekkim wątkiem kryminalnym, świetnymi, nieszablonowymi postaciami i wciągającą fabułą. Styl powieści jest lekki, zabawny i płynny. Czytanie było dla mnie czystą przyjemnością.
Wydawnictwo:Filia
    Rok wyd:2016
Stron:440
Kraj: Polska
Pod hasłem

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"Trawers" - Remigiusz Mróz

O twórczości Remigiusza Mroza krążą różne opinie. Jedni się zachwycają, inni krytykują. Ja jestem gdzieś po środku, chociaż może nie powinnam się wypowiadać, gdyż nie przeczytałam wszystkiego, co autor zaproponował. Do tej pory mam za sobą pierwszą część z Chyłką w roli głównej, książkę wojenną "Turkusowe szale" oraz całą trylogię o Forście. Każda z tych powieści w jakiś sposób mi się podobała i w każdej znalazłam trochę mankamentów. Jak było z "Trawersem"?

Podobało mi się kilka rzeczy. Przede wszystkim Forst pozbawiony został wszelkich cech nadczłowieka. Tym razem jest człowiekiem złamanym, uzależnionym i zdanym na innych. Ma bardzo ograniczone pole manewru, co zresztą nie powstrzymuje go przed próbą znalezienia odpowiedzi na nurtujące go pytania. Podobało mi się wprowadzenie do fabuły postaci Chyłki, która jest wprawdzie epizodyczna, jednak od razu zachęciła mnie do sięgnięcia po następne przygody prawniczki. Postać Bestii totalnie mnie zaskoczyła, co uważam za ogromny plus powieści. Plus również za zakończenie a także za opisy Tatr.
Mało wiarygodne wydało mi natomiast to, że człowiek oskarżony o morderstwo, wypuszczony za wolność, zostaje dopuszczony do uczestniczenia w czynnościach śledczych. Autor porusza tutaj także temat uchodźców. Temat na czasie, temat dynamit, który potrafi poróżnić nawet zaprzyjaźnione osoby. Dywagacje na temat przyjmować czy nie przyjmować wydają mi się lekko stronnicze ze strony autora, choć nie wiem, czy było to zamierzone.
Z trzech części trylogii, przeczytanie tej ostatniej zajęło mi najwięcej czasu. Nie mogłam się w nią wgryźć, nie udzielał mi się nastrój i szczerze mówiąc, to przeczytałam głównie dlatego, że bardzo ciekawiło mnie zakończenie. Nie wiem dlaczego tak ciężko mi szło, bo w powieści nie brakuje akcji, styl pozostał bez zmian, więc powinno pójść szybko.

"Trawers" to dobre zakończenie trylogii, bez przesłodzeń, bez przesady i bez szaleństwa. Najspokojniejsza z części, nie pozbawiona nutek nostalgii, trochę zmuszająca do zastanowienia się nad swoim podejściem do niektórych spraw.

Wydawnictwo:Filia
 Cykl: Trylogia z komisarzem Forstem (tom 3)
    Rok wyd:2016
Stron:600
Kraj: Polska