wtorek, 19 maja 2015

"Kości zdrady" - Bill Bass, Jon Jefferson

"W pobliżu głębokiego końca basenu w brudnym lodzie zakute były leżące twarzą w dół ludzkie zwłoki z rozłożonymi szeroko ramionami i nogami. Mimo, że kształt ciała ukryty za grubymi warstwami zimowej odzieży nie zdradzał płci ofiary, głowa była goła i łysa, więc założyłem, że to zwłoki mężczyzny."
Tytuł oryginału: The Bones of Betrayal.
Wydawnictwo: Dolnośląskie
 Cykl:  Trupia farma (tom 4)
    Rok wyd:2014
Stron:315
Kraj:Stany Zjednoczone
Główny bohater książki, Bill Brockton, antropolog sądowy, dostaje wezwanie do pewnego hotelu. Tam, zamarznięte w lodzie tkwią zwłoki starszego mężczyzny. Jak się okazuje, ciało należy do Leonarda Novaka, naukowca, który brał udział w konstruowaniu reaktora plutonowego podczas II wojny światowej. Ciało nieboszczyka kryje w sobie niespodziankę, która niemile zaskoczy ludzi przeprowadzających sekcję zwłok starca. Bill wraz z asystentką Beatrice próbują rozwikłać zagadkę tej śmierci, lecz by to zrobić, muszą cofnąć się w czasie do okresu, w którym powstawało miasteczko Oak Ridge, zwane niegdyś "Atomowym Miasteczkiem". To tam bowiem powstały bomby atomowe zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki.

Fabuła książki kręci się wokół tematu promieniowania, dzięki czemu można lepiej zgłębić ten temat. Ciekawa jest sama historia powstawania miasteczka, gdzie przybywali głównie młodzi ludzie, nie zdający sobie w pełni sprawy nad czym pracują. Sam wątek kryminalny nie jest zbyt absorbujący a akcja powieści jest powolna i mało dynamiczna. Bohaterowie są dobrze wykreowani, chociaż nie dostajemy pełni informacji na ich temat. Niestety czwarta część została u nas wydana jako pierwsza, więc coś tam z przeszłości Billa i Beatrice nam umyka. Nie jest to mocno odczuwalne, książka jest samodzielną historią nie nawiązującą do poprzednich części. Co do bohaterów to polubiłam Beatrice, która ma swój charakterek i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Podobały mi się także rozdziały, w których była żona Leonarda opowiada historię ich związku i miasteczka. Bill nie wzbudził we mnie ani uczuć negatywnych, ani też wielkiej sympatii. 

"Kości zdrady" to książka ciekawa i jednocześnie nudna. Ciekawa jest historia Oak Ridge, wiadomości na temat skutków promieniowania i pracy antropologa. Natomiast jak dla mnie akcja jest zbyt powolna, nie dzieje się za wiele, śledztwo toczy się powolnym rytmem. Brakowało mi napięcia.


Wyzwanie biblioteczne
W 200 książek dookoła świata
Czytam opasłe tomiska


 PS. Dziękuję wszystkim, którzy byli tak mili i udzielili mi serialowych porad:) Mam teraz w czym wybierać. Zastój czytelniczy trwa, jak widać pisarski też stanął;p Mam nadzieję, że w końcu się pozbieram.

8 komentarzy:

  1. Lubię, gdy w książkach występuje antropolog sądowy - to taki ciekawy zawód :) Szkoda, że pod względem kryminalnym i wartkiej akcji książka trochę kuleje, ale gdy będę miała okazję to chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam kilka miesięcy temu. I o ile Kości... w sumie podobały mi się (chociaż akcja fakt trochę powolna), tak 2. część serii w ogóle mi do gustu nie przypadła. Teraz ukazała się 3. część. I tak się zastanawiam, czy czytać czy darować sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tej serii i chyba się na nią na tą chwilę nie pokuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama teraz nie wiem. Coś mnie jednak do tej książki ciągnie :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  5. mam problem z tym autorem, bo czytałam jedną jego książkę i mimo ciekawej tematyki bardzo mnie nudziła

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam "Trupią Farmę" i nie wiem, czy to kwestia tego, że nie nastawiałam się na typowy kryminał z zabójczym tempem akcji, lecz bardziej na narrację koncentrującą się wokół kwestii antropologicznych - książka zupełnie mnie usatysfakcjonowała, chętnie przeczytam pozostałe powieści tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przede mną jeszcze "Trupia farma". :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja lubię twórczość Jeffersona i Bassa. "Kości zdrady" jednak bardziej podobały mi się od "Złodzieja kości" - wielowątkowe, inne niż w typowych kryminałach śledztwo, urozmaicane akcentami antropologicznymi i przede wszystkim jednym z najbardziej niechlubnych czynów Amerykanów. Taka proza mnie bierze, choć rozumiem, że nie każdemu leży takie podejście do tego gatunku literackiego.

    OdpowiedzUsuń