wtorek, 4 czerwca 2013

"Granice"- Liza Marklund

Granice...ludzkiej wytrzymałości...ludzkiego okrucieństwa...przyzwoitości...między państwami...W książce Lizy Marklund mamy właśnie doczynienia z tymi granicami. Ile może wytrzymać człowiek poddawany torturom, łamany psychicznie, przetrzymywany w nieludzkich warunkach i widzący rzeczy o jakich nawet mu się w najgorszych koszmarach nie śniło? W takim położeniu znajduje się Thomas, były mąż Anniki, który wraz z całą delegacją zostaje porwany i przetrzymywany dla okupu. Granice między niektórymi afrykańskimi państwami są ledwo widoczne, niestrzeżone albo strzeżone bardzo słabo. Nic więc dziwnego, że grupa terrorystyczna zajmująca się porwaniami działa bezkarnie a ludzie próbujący  odzyskać zakładników nie wiedzą nawet, w którym państwie ich szukać. To co przeżywa Thomas to istny horror i pomimo tego, że nigdy go nie lubiłam, wzbudził we mnie współczucie. Ludzkie okrucieństwo i pomysłowość na zadawanie śmierci nie znają granic.
Annika z kolei przeżywa koszmar, próbując zebrać pieniądze na okup. Targają nią silne emocje, pomimo tego, iż Thomas wiele razy ją zawiódł, ma nadzieję na uwolnienie byłego męża, z którym zresztą ponownie się zeszła. Akcja książki dzieje się kilka lat po "Dożywociu", Annika wraz z Thomasem zdążyli w tym czasie żyć razem w Waszyngtonie i powrócić do Szwecji. Jednak uczucia Anniki nie są już takie jak kiedyś, o czym dobitnie się dowiadujemy, gdy na scenę wchodzi Halenius, szef Thomasa, w tym wypadku negocjator. Więcej nie powiem:)
Wątek kryminalny, dotyczący seryjnego mordercy jest tylko wątkiem pobocznym, właściwie bez znaczenia. Cała historia opiera się bardziej na wątku obyczajowym, porwaniu i działaniach Anniki. Fajnie, że tym razem mamy możliwość poznać lepiej Thomasa, gdyż część dotycząca  porwania jest opisywana właśnie przez niego.Resztę poznajemy od strony głównej bohaterki, która w tej części, podobnie jak w "Dożywociu" pokazuje się od mocniejszej, silniejszej strony.
Jak zwykle książkę Marklund czyta się błyskawicznie. Obfituje w fajne dialogi,ciekawe opisy i wiadomości ze świata terroru. Nie jest to książka posiadająca szybką akcję, nie ma w niej wnikliwych dochodzeń. Jest natomiast całkiem sporo różnych emocji. Fajnie mi się ją czytało i mogę chyba powiedzieć, że podobała mi się najbardziej z całej serii.


Baza recenzji Syndykatu ZwB
Przeczytam tyle,ile mam wzrostu:3,2 cm

5 komentarzy:

  1. Po "Miejscu w słońcu" miałam nadzieję, że Annika będzie miała romans z Haleniusem, szkoda, że zeszła się z Tomasem - nie lubię go od początku serii. Przede mną niestety jeszcze bardzo długa kolejka w bibliotece i przyjdzie mi jeszcze na "Granice" sporo poczekać...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to warto poczekać, być może Twoje nadzieje się ziszczą:)

      Usuń
  2. Brzmi nie źle, chociaż do lekkiej literatury to chyba nie należy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba wolałabym zacząć od pierwszej części...i tak już czytam serie książkowe od środka;)

    OdpowiedzUsuń