czwartek, 5 czerwca 2014

"Dom kości" - Graham Masterton

" John stał i wpatrywał się w Liama z przerażeniem. Po chwili podbiegł do niego, ukląkł obok i zawołał:
- Liam! Co się dzieje? Jak ci pomóc?
Liam wyciągnął drżące palce ku dłoni Johna.
-Pomóż mi....- wychrypiał. -  Pomóż mi, John, na miłość boską....Coś mnie wciąga do środka."




Tytuł oryginalny: House of Bones.
Wydawnictwo: Replika
Rok wyd: 2011
Stron:285
Kraj:Wielka Brytania
Opisałam też: "Niewinna krew"





John to młody mężczyzna, który marzy o tym, by występować na scenie grając rocka. Jednak życie nie jest lekkie, jego mam miała wylew, tata zapracowuje się jeżdżąc taksówką a młodsza siostra ma wszystko gdzieś. Jako odpowiedzialny człowiek, John, zamiast jak większość jego kolegów, spędzać wakacje na nic nie robieniu, postanawia zatrudnić się na czas wakacji w agencji nieruchomości. I już pierwszego dnia naraża się właścicielowi, wydając klucze od jednego z domów pewnemu mężczyźnie. Gdy w wiadomościach słyszy, że ów mężczyzna od klucza zaginął, postanawia sprawdzić odwiedzany przez niego dom. I tak zaczyna się Johna koszmar.
Inspektor detektyw Carter z londyńskiej policji zostaje wezwany na przedmieścia Londynu, gdzie w pewnym domu robotnicy dokonujący rozbiórki znajdują ludzkie szkielety. Żeby było ciekawiej, szkielety znajdują się w zamurowanym pomieszczeniu, do którego nikt nie miał dostępu. Co przerażające, część szkieletów jest jakby wmurowana w cegły.

Jak łatwo się domyślić, oba wątki są ze sobą ściśle powiązane. John w trakcie przeglądania domów z listy właściciela agencji, dochodzi do etapu, z którym nijak nie może sobie poradzić. Ściany wciągające ludzi, tropiący go dziwny prześladowca, starodawna magia druidów.

Czytając książkę, z przewróceniem każdej strony, obiecywałam sobie, że to jest moja ostatnia książka pana Mastertona. Nie mam pojęcia czemu w końcu ją doczytałam. Czytałam już słabe powieści tego pana, ale ta przeszła samą siebie. Jest nudna, rozłazi się w szwach, niewiarygodna, postaci są płaskie a akcja zamiast straszyć, śmieszyła. Jedyne co mnie przeraziło, to fakt, że praca w agencji nieruchomości może być taka niebezpieczna:) Dobrnęłam do końca z mocnym postanowieniem, że nigdy więcej. A tam czekały na mnie trzy opowiadania. No i znowu zwątpiłam. Jak to możliwe, że ten sam autor w jednej chwili pisze niesamowity chłam, a w następnej tworzy taką historię, która wręcz wciąga na strony kartek?

"Domu kości" nie będę polecała nikomu, bo nie mogę tego zrobić z czystym sumieniem. Dla mnie to była totalna pomyłka, ale może dla kogoś, kto nie czytuje zbyt często horrorów, książka okaże się ciekawa. Natomiast polecam trzy opowiadania zamieszczone na końcu książki, a zwłaszcza "Kształt bestii".

Czytam fantastykę
Wyzwanie biblioteczne
Europa da się lubić
Z literą w tle
Grunt to okładka