niedziela, 15 maja 2016

Kompletny brak czasu:(

Ponieważ rozpoczął się dla mnie trudny okres w pracy, kiedy to nie mam praktycznie na nic czasu, zastanawiałam się nad zawieszeniem bloga. Szkoda mi jednak, bo czasami troszkę czasu gdzieś tam wykroję, by zerknąć na Wasze blogi i coś tu krótkiego wrzucić. Zatem do września moja aktywność na blogu znacznie się zmniejszy a co za tym idzie, nie będę wrzucała pełnych recenzji. Postanowiłam co jakiś czas publikować zbiorcze posty, w których pokrótce opiszę kilka przeczytanych książek.
Żałuję, że tak to się musi odbywać, tym bardziej, że pewnie nie wywiążę się z wyzwaniowych zobowiązań, no ale cóż, siła wyższa:)

Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam wrażenia po przeczytaniu trzech książek.
"Ostatnia noc w Tremore Beach"  - Mikel Santiago
Tytuł oryginału:La última noche en Tremore Beach.
Wydawnictwo:Czarna Owca
Tłumaczenie:Maria Mróz
    Rok wyd:2016
Stron:392
Kraj: Hiszpania

Klimatyczna okładka, ciekawy opis, porównanie autora do Kinga, wszystko to sprawiło, że ciągnęło mnie do tej książki.
A jakie były wrażenia?
Spodziewałam się czegoś innego, bardziej mrocznego, jeżącego włos na głowie. Nie można odmówić utworowi nastrojowości, bo klimat książka ma ciężkawy, w miarę rozwoju sytuacji coraz bardziej atmosfera się zagęszcza i czytelnik w napięciu oczekuje na rozwój wydarzeń.Efektu wow! jednak u mnie nie było, chociaż czytałam z zainteresowaniem. Polubiłam głównego bohatera, zagubionego, samotnego, kochającego swoje dzieci ponad wszystko. Fabuła mnie nie zaskoczyła, rozwiązanie sprawy sąsiadów krążyło mi po głowie. Końcowe sceny mogłyby być mocniejsze, przypuszczam jednak, że to ja jestem zbyt wymagająca. Myślałam również, że w powieści jest sporo elementów nadprzyrodzonych a tutaj mamy do czynienia jedynie z wyjątkową wrażliwością Petera, który dostał w spadku po matce umiejętność spojrzenia w przyszłość. Peter ma tak zwany szósty zmysł, ostrzegający go przed niebezpieczeństwem. Zmysł ten uzewnętrznia się u niego w postaci koszmarnych snów, przechodzących w jawę. W pewnym momencie mężczyzna sam już nie wie, czy śni, czy wydarzenia dzieją się naprawdę. I ten aspekt powieści podobał mi się najbardziej, gdyż sama w pewnym momencie czułam się skołowana. Mikel Santiago ma bardzo lekkie pióro i swój specyficzny styl, jego opisy są plastyczne i obrazowe, dialogi nie rażą sztucznością a fabuła, pomimo, iż nie jest nowatorska, wciągnęła mnie dość intensywnie.
"Ostatnia noc w Tremore Beach" to powieść ciekawa, klimatyczna, z lekkimi elementami grozy. Nie brakuje w niej kilku mocnych scen oprawionych krwią, narastającego poczucia zagrożenia, coraz bardziej zagęszczającej się atmosfery. Nie porównywałabym autora do Kinga. Santiago ma inny styl, chociaż trzeba przyznać, że potrafi malować słowami podobnie jak King. Tworzy jednak zupełnie inny nastrój.

Opis z LC:
Kompozytor Peter Harper bardzo przeżywa rozwód. W poszukiwaniu wyjścia z życiowego impasu wynajmuje dom na odludnej plaży w Irlandii i w samotności próbuje odzyskać siły twórcze i kontrolę nad własnym życiem. Niespodziewanie zostaje rażony piorunem. Przeżywa, ale w jego głowie pojawiają się niepokojące myśli. Ich bohaterami są najbliższe mu osoby: dzieci, przyjaciele, a także niezwykła kobieta, Judie, która osiedliła się w sąsiedniej wsi. Makabryczne wizje stają się jeszcze bardziej niepokojące, kiedy Peter odkrywa, że zarówno przyjazne małżeństwo Leo i Marie, jak i Judie mają swoje tajemnice… 

Pod hasłem (Farba "Ostatnia noc")
W 200 książek dookoła świata

"Władca much" - William Golding
Tytuł oryginału:Lord of the Flies.
Wydawnictwo:Literackie
Tłumaczenie:Maciej Świerkocki, Wacław Niepokólczycki
    Rok wyd:2012
Stron:256
Kraj: Wielka Brytania

Mała książeczka niosąca wielkie przesłanie. Już dawno miałam ochotę na zmierzenie się z tym konkretnym klasykiem. Czy mi się podobał? Szczerze mówiąc nie byłam zachwycona. Nie bardzo mi pasował styl autora, chociaż trzeba przyznać, że minimalistycznym sposobem udaje mu się stworzyć narastające poczucie grozy i oczekiwania na najgorsze. Od początku miałam problem z bohaterami. Nie polubiłam praktycznie żadnego. Miałam wrażenie, że czytam o rozpuszczonych dzieciakach z dobrych rodzin, które z walki o przetrwanie zrobiły sobie zabawę. I chyba tak było.O genezie ich pobytu na wyspie nie dowiedziałam się praktycznie nic, chyba nie było to istotne dla autora. Przekaz książki jest jasny. Nie da się stworzyć demokracji w małej, zamkniętej społeczności a przywódca musi być twardy, agresywny i budzący strach. Natura bestii bierze w nas górę w obliczu strachu i chęci przeżycia. Golding znakomicie ukazuje powolną przemianę zachodzącą w bohaterach, kiedy niewinne dzieci stają się agresywne a zwykła zazdrość przeradza się w chęć mordu. A tłum zawsze podąża za silniejszym.
Pomimo tego, że książka nie wzbudziła we mnie takiego entuzjazmu, jak u niektórych czytelników, przyznaję, że powieść ma coś w sobie. Nie da się ukryć, że autor stworzył coś, co żyje własnym życiem, wręcz pulsuje narastającym napięciem. Prosta historia, z której każdy wyniesie coś innego.

Opis z LC:
Opowieść paraboliczna o grupie młodych chłopców, którzy ocaleli z katatastrofy lotniczej w okresie nieoznaczonego konfliktu nuklearnego. Rozbitkowie znajdują schronienie na nieznanej, egzotycznej wyspie. Pomimo różnic charakterologicznych, podjęta zostaje przez nich próba rekonstrukcji cywilizacji w obcym zakątku świata. Niestety rozsądne i roztropne wysiłki części chłopców obracane są w niwecz, gdy grupa stopniowo upada w barbarzyństwo i dzikość.
Książka opatrzona wstępem autorstwa Stephena Kinga, nagrodzona literackim Noblem w 1983 roku.


Czytam literaturę sprzed XXI wieku - I wyd.Polska 1967;świat 1954
Gra w kolory II

 "Wielki chłód" - Katarzyna Rygiel
Wydawnictwo:Zysk i S-ka
    Rok wyd:2015
Stron:384
Kraj:Polska


W wypadku tej książki przeżyłam spore rozczarowanie. Kompletnie mi nie przypadła do gustu i miałam problem z jej ukończeniem. Niby powinno być ciekawie. Wokół autora kryminałów zaczynają się dziać dziwne rzeczy. W jego mieszkaniu pojawiają się przedmioty, których nie zakupił a on sam odnosi wrażenie, że jest obserwowany. Jego była żona znika w tajemniczych okolicznościach. Janusz pracuje nad nową powieścią a wydarzenia w realu zaczynają przypominać te z jego powieści.Obserwujemy nie tylko zmagania głównego bohatera, lecz także postaci stworzonej przez niego. I co ciekawsze, bardziej polubiłam bohatera książki stworzonej przez bohatera, niż samego bohatera:) Ale namieszałam:D W każdym razie Janusz nie przypadł mi do gustu, facet zupełnie pozbawiony kręgosłupa, egoista i pozbawiony empatii ojciec.Pomysł z książką w książce nie jest nowy, czytałam już kilka powieści, w których na jawie zaczynają rozgrywać się wydarzenia wymyślone przez bohatera. nie wiem co mi nie zagrało akurat w tej historii ale zupełnie nie mogłam się wciągnąć. Chyba za sprawą Janusza, który zupełnie pozbawiony jest charyzmy. Książka ciągnęła mi się bardzo i niestety nie wciągnęła mnie w swoją fabułę.

Opis z LC:
Czy łatwo pomylić fikcję z rzeczywistością? Janusz Krzyżanowski, autor kryminałów cieszących się umiarkowaną popularnością, jest przekonany, że bezbłędnie odróżnia realne od wymyślonego. Jednak gdy rozpoczyna prace nad nową powieścią i nagle staje się uczestnikiem niezwykłych zdarzeń, dochodzi do wniosku, że był w błędzie. Niepokój pisarza zmienia się w strach, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach znika jego była żona, a on sam stwierdza, że ktoś go prześladuje. Zdesperowany, przytłoczony odpowiedzialnością za syna, który znalazł się pod jego opieką, nie umie odpowiedzieć na pytania o przyczynę i cel działań tajemniczego dręczyciela. Motywy sprawcy próbuje poznać także nadkomisarz Krzysztof Sobolewski, prowadzący śledztwo w sprawie zaginionej kobiety. Który z nich pierwszy dostrzeże granicę oddzielającą fabułę od prawdziwego życia? 

Kiedyś przeczytam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz