wtorek, 12 grudnia 2017

"Arsen" - Mia Asher

"Kilku rzeczy jestem w życiu pewien...że umrę, że muszę ciężko pracować na życie, bawić się dobrze, by je docenić, i kochać najmocniej, by prawdziwie żyć."

Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Rok wyd: 2017
Tłumaczenie: Iga Wiśniewska
Stron: 450
Kraj: Stany Zjednoczone
 Cathy i Ben są małżeństwem od sześciu lat, a parą od jedenastu. Połączyła ich czysta, szczera i pełna pożądania miłość, która wydawała się czymś oczywistym, czymś na wieki. Z czasem jednak na ich wspólnym życiu pojawiły się rysy. Trzykrotne poronienie sprawiło, iż Cathy nie czuje się już prawdziwą kobietą. Zżera ją rozgoryczenie, czuje się niespełniona a przede wszystkim, pomimo ogromnych starań męża, nie jest w stanie czerpać z niego pociechę. Nie potrafi mu wyjaśnić swoich uczuć, głębi swojego dramatu i rozpaczy. Gdy w jej życiu pojawia się kilka lat młodszy Arsen, Cathy jest na tym etapie swojego życia, kiedy zastanawia się nad celowością ciągnięcia swojego małżeństwa. Przystojny, seksowny pożeracz damskich serc szybko zwraca na siebie uwagę kobiety, która jednak mimo wszystkich jego starań próbuje oprzeć się pokusie zdrady. Pomaga jej w tym wiadomość o następnej ciąży. Budzi się nadzieja i strach. Niestety, macierzyństwo nie jest jej pisane. Co się stanie z tą pełną oczekiwań kobietą, kiedy straci następne dziecko? Czy małżeństwo Cathy i Bena przetrwa? Czy miłość Bena wystarczy, by ukoić ból żony? I jaką rolę odegra tu Arsen?

Takie historie zupełnie nie są w moim typie. Nie przepadam za romansami, a literatura erotyczna to coś, od czego staram się trzymać z daleka. I nie, nie dlatego, że jestem pruderyjna. Zwyczajnie mnie to nie bawi. Dlaczego więc sięgnęłam po taką książkę?  Ano chciałam się przekonać co teraz czytają młode kobiety, czym się tak zachwycają. A że miałam taką sposobność, to skorzystałam:) I w sumie się cieszę.



Przede wszystkim "Arsen" to książka mocno grająca na emocjach. Nie da się jej chyba przeczytać bez uczuciowo. Główna bohaterka, pomimo tego, iż jestem w stanie ją zrozumieć, działała mi na nerwy do tego stopnia, że czasami musiałam na chwilę przerwać lekturę, by nie zacząć bluzgać. Autorce świetnie udało się oddać głębię rozpaczy kobiety, której marzenia raz po raz zostają roztrzaskane. Zwątpienie w swoją kobiecość, utrata poczucia wartości, bezcelowość życia bez dziecka, brak zrozumienia u partnera. To nie mogło się skończyć dobrze, zwłaszcza, gdy na horyzoncie pojawił się ktoś, przy kim kobieta może być zwyczajnie sobą. Zrozpaczoną, załamaną, pragnącą pocieszenia istotą, marzącą o zapomnieniu. I Cathy znajduje zapomnienie w Arsenie.

Ben to ideał każdej kobiety, facet, o którym marzymy w szczenięcych latach, snując wizję świetlanej przyszłości z mężczyzną do końca życia noszącym nas na rękach i całującym ślady naszych stóp. Przystojny, troskliwy, kochający i uważający. Świetny kochanek. Zapatrzony w żonę aż do bólu. Każda z nas chciałaby mieć mężczyznę, dla którego byłaby całym światem. Nic więc dziwnego, że zachowanie Cathy, która depcze nasz ideał, budzi w nas nienawiść.

Arsen. Młody, bogaty, rozpuszczony piękniś, który nie zwraca uwagi na to, kogo po drodze zniszczy. Dziewczyny same pchają się do jego łóżka, a on traktuje je instrumentalnie. Bo i czemu nie miałby korzystać, skoro ma okazję. Ten ogierek, sprawiający bardzo zniechęcające wrażenie, z czasem pokazuje swoje inne oblicze. Powiem szczerze, że było mi go mocno żal. Jak zresztą każdej postaci w tej książce. Cała trójka budziła we mnie pod koniec współczucie.

Powieść napisana jest w pierwszej osobie. Większość poznajemy z punktu widzenia Cathy, chociaż jest też kilka rozdziałów, w których możemy zajrzeć w uczucia zarówno Bena, jak i Arsena. Zabieg ten sprawił, że nie byłam w stanie nikogo tu potępić a moje uczucia wahały się pomiędzy niechęcią, zniesmaczeniem a współczuciem i zrozumieniem.

Nic nie można zarzucić kreacji bohaterów. Są żywi, prawdziwi i budzą wiele emocji. Fabuła jest w sumie prosta - ona jedna i ich dwóch. Łatwo się domyślić, jak potoczy się akcja. A mimo tej przewidywalności książka niezmiernie wciąga, dzięki temu, iż autorka świetnie operuje słowem, umiejętnie gra na emocjach i mimo wszystko potrafi zaskoczyć.

Jak nietrudno się domyślić, w powieści znajduje się masa scen erotycznych. Seks wylewa się z kartek i nie jest tylko seksem grzecznym. Niektóre rozdziały buzują dosłownie od soków. Jest delikatnie, spokojnie i czule, lecz przede wszystkim jest porywczo, namiętnie i czasami wręcz niesmacznie. Sporo tu wulgaryzmów, które nie każdemu mogą przypaść do gustu, chociaż są one tak wplecione w fabułę, że nie rażą, wydają się wręcz naturalne.

Jedyne zastrzeżenie jakie przyszło mi do głowy to fakt, iż wszystkie występujące tu postaci są postaciami idealnie pięknymi. Tak, jakby na świecie istniały tylko kobiety zachwycające urodą i budzące natychmiastowe pożądanie, a mężczyźni byli bogami seksu i uosobieniem marzeń kobiety. Dosłownie żadna z postaci nie jest zwyczajną osobą.

"Arsen" mnie zaskoczył, gdyż sądziłam, że będę się przy nim nudziła. Zdecydowanie wiele mogę powiedzieć o towarzyszących mi uczuciach, ale na pewno nie była to nuda. Uważam, że to naprawdę dobra książka w swoim gatunku. To literatura typowo kobieca, nastawiona na emocje, dająca kilka godzin rozrywki. Polecam kobietom, które lubią w trakcie lektury przeżywać emocjonalne burze połączone z dużą dawką dobrze napisanej erotyki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz