piątek, 29 grudnia 2017

Zamknięcie roku 2017.

Postanowiłam zamknąć ten rok i wyjść na czysto z opiniami. Tak więc dzisiaj krótkie notki o ostatnich lekturach tego roku i małe podsumowanie.
 W ciągu ostatnich dni udało mi się przeczytać:

Powiem szczerze, że liczyłam na znacznie lepszą lekturę. Początkowo zanosiło się, że będzie to klimatyczna książka grozy, w rezultacie jednak okazała się dla mnie kiepska. Motyw z kotem przesyłającym myśli  głównej bohaterce zupełnie nie pasował i zmienił nastrój na komiczny. Poza tym Natalia, ponad trzydziestoletnia dziennikarka, zachowywała się jak nastolatka i nie wzbudziła mojej sympatii. Potencjał małego miasteczka otoczonego lasami, ze starym cmentarzyskiem i historią nawiedzeń przez obcych, nie został wykorzystany. Mogło być straszno a było śmieszno.






Nie wiem czego spodziewałam się po tej książce, chyba miałam nadzieję na trochę szybszą akcję. Jednak to, co otrzymałam przez większą część książki nie zaspokajało moich oczekiwań. Dopiero w drugiej połowie powieść mnie wciągnęła i muszę przyznać, że autorce udało się mnie zaskoczyć. To zakręcona książka psychologiczna, w której praktycznie do końca nie jest się pewnym tego, co się naprawdę wydarzyło. Niezła.










Powieść obyczajowa, która opowiada historię dojrzałej kobiety i pokazuje, jak trudne jest macierzyństwo. Urodzenie dziecka nie gwarantuje instynktownej miłości, czasami musimy się jej nauczyć. Bywa i tak, że nam się to do końca nie udaje. A nawet kochając swoje dziecko nie zawsze jesteśmy gotowi na to, by poświęcić siebie całkowicie. Dobra powieść, nad którą trzeba się pochylić.










Złożony thriller psychologiczny, który udowodnił mi, że po książki autorki mogę sięgać w ciemno. Może nie podobała mi się aż tak jak "Margo", jednak autorka stworzyła tu świetną postać kobiecą, niejednoznaczną, skomplikowaną i trudną do polubienia. Po zakończeniu doszłam do wniosku, że właściwie jest to powieść o miłości i strachu przed odrzuceniem. Świetna.











Małe holenderskie miasteczko, zaniedbany niegdysiejszy ośrodek wczasowy, imigranci ze Śląska i tajemnicze zaginięcie jednej z pracownic. Może nie jest to rasowy thriller ale książka ma dobry klimat, autorka serwuje plastyczne opisy a bohaterowie są różnorodni i nietuzinkowi. Dobra.












I to tyle. W 2017 roku przeczytałam 162 książki. Jestem w sumie zaskoczona tą liczbą, gdyż wydawało mi się, iż nie mam zbyt dużo czasu na czytanie.  Wyszło 64.186 stron, przeciętnie 182 strony dziennie. Nie jestem w stanie wskazać najlepszej książki, ani też najgorszej. Kilka książek wyróżniłam w tym wpisie.  Natomiast na pewno mogę stwierdzić, iż w tym roku królowali u mnie polscy autorzy. Z wielką radością stwierdzam, że nasza literatura jest znakomita, niczym nie ustępuje zagranicznym autorom.  Coraz więcej świetnych kryminałów, coraz mroczniejsze thrillery. Mam nadzieję, że następny rok również stanie pod znakiem Polaków.

Planów czytelniczych nie robię, gdyż nigdy mi z nich nic nie wychodzi. Zastanawiam się nad udziałem w wyzwaniach. Na pewno pozostanę przy miniczelendżu u ejotka, do którego już zgłosiłam książki, i pewnie pod hasłem również dalej pociągnę. Chętnie pozostałabym przy W 200 książek dookoła świata, ale podejrzewam, że Karolka go nie wznowi z powodu braku chętnych. A szkoda, bo motywowało mnie to do sięgnięcia po autorów z różnych krajów. Mam wrażenie, że Grunt to okładka również się zakończy. Jeśli Sylwia będzie je ciągnęła, to przy nim pozostanę. W styczniu zapewne będzie wysyp nowych wyzwań i jak znam siebie, to któreś mnie skuszą:)

W 2017 roku prześladowała mnie myśl o zamknięciu bloga i zrezygnowaniu z pisania. Wiem, moje opinie nie są idealne i nigdy do takich nie aspirowałam, właściwie zawsze zależało mi głównie na przekazaniu wrażeń po lekturze a nie pisaniu recenzji. Zabolało mnie, kiedy ktoś mi powiedział, że zwykła sprzedawczyni nie powinna się brać za pisanie o książkach. Nie wdaję się z takimi ludźmi w dyskusję ale to jest naprawdę przykre. Szczerze mówiąc znam niejedną sprzątaczkę lepiej znającą kulturę i bardziej oczytaną od niejednego wykształciucha. Bez urazy dla ludzi wykształconych, bo sama mam wykształcenie wyższe a to, że pracuję w sklepie o niczym nie świadczy. Dobra, kończę, bo się nakręcę;p
Niestety coraz mniej podoba mi się blogosfera. Coraz większy w niej wyścig o lajki na FB czy IG. Mam wrażenie, że straciła swojego ducha, że nie chodzi o to, by czytać i pisać o książkach, które chce się przeczytać, lecz o tych, które są na topie, które przyciągną więcej czytelników. Oczywiście nie mówię, że wszystkie blogi takie są, bo znam wielu fajnych, wiernych sobie blogerów, którzy robią to, co chcą robić i chwała im za to, że są. Niestety duża ich część rezygnuje albo myśli o rezygnacji, co bardzo mnie martwi. Co do mnie, to na razie chcę tu zostać, chcę dalej czytać blogi moich ulubieńców i od czasu do czasu wymienić się wrażeniami o danej pozycji. Mam nadzieję, że w przyszłym roku pozytywne wrażenia z blogowania przeważą nad negatywnymi i znowu z chęcią będę odpalała komputer.

Przeczytamy się zapewne dopiero w przyszłym roku, więc chciałabym Wam życzyć w Nowym Roku wielu pozytywnych wrażeń, samych dobrych ludzi wokół Was, szczęścia w życiu prywatnym oraz zadowolenia i satysfakcji z wybranych lektur. Do siego roku:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz