sobota, 29 listopada 2014

"Wstyd" - Sarbjit Kaur Athwal

" - A więc postanowione - oświadczyła nobliwa pani. - Musimy się jej pozbyć.
Zrozumiałam, że moja szwagierka ma umrzeć."
Tytuł oryginału:Shamed
Wydawnictwo:Świat Książki
  Rok wyd:2014
Stron:333
Kraj:Wielka Brytania




Dobra, sikhijska dziewczyna powinna mieć tylko trzy cele w życiu: być dobrą córką, dobrą żoną i dobrą matką. Już samo to, że urodziła się córką sprawiło, że okryła swoich rodziców wstydem. Sarbjit Kaur urodziła się w Londynie, w hinduskiej rodzinie, jako pierwsza córka. Już w wieku pięciu lat dziewczynka miała mnóstwo obowiązków domowych a wieku dziesięciu lat musiała gotować dla całej rodziny. Jej życie składało się z obowiązków szkolnych i domowych. Żadnych przyjaciół. Żadnych rozrywek. Żadnych przyjemności. Sikhijskiej dziewczynie nie wolno było rozmawiać z kolegami ze szkoły, odwiedzać przyjaciółek po szkole, przyjmować znajomych w domu. Choć czasami Sarbjit uważała, że to niesprawiedliwe, nie mogła okryć wstydem rodziny zachowując się niegodnie. Społeczność sikhijska to wielka rodzina, w której ludzie spoza rodziny mogą decydować o twoim życiu. Od dziecka uczono ją, że nie wolno sprzeciwiać się starszym od siebie, słowo ojca jest święte a honor najważniejszy. Życie płynęło Sarbjit na nauce, gotowaniu i opieką nad młodszym rodzeństwem. W wieku jedenastu lat ojciec wywiózł ją do Indii, by nauczyła się, jak być dobrą żoną. Nauka ta trwała trzy długie lata. Po powrocie  rodzina zaczęła poszukiwania kandydata na męża.Sikhijska dziewczyna nie zna swojego przyszłego męża. Jeśli ma szczęście, to dostanie wcześniej jego zdjęcie. Inaczej poznaje go dopiero przed ołtarzem. Ojciec Sarbjit był wobec niej i tak cierpliwy. Pozwolił jej bowiem na odrzucenie pierwszego kandydata, Jednakże z drugim już tak dobrze nie poszło. Tym sposobem w wieku dziewiętnastu lat Sarbjit weszła do rodziny Athallów, a matka jej męża od tej pory stała się jej matką. Była to największa katastrofa w życiu dziewczyny, bowiem rodzina okazała się okrutna.
Dla nas, ludzi żyjących "normalnie" takie życie wydaje się koszmarem. Dla Sarbjit, chociaż czasami się w duchu buntowała, takie życie było oczywistością. Nie myślcie, że rodzice jej nie kochali. Kochali i to bardzo, co później dobitnie udowodnili. Taki jest po prostu ich świat. Chcieli, by córka wiodła godne sikhijskiej społeczności życie.
Życie w nowej rodzinie nie jest dla Sarbjit lekkie, zwłaszcza po tym, jak umiera jej teść a władzę w domu przejmuje teściowa. Atmosfery nie polepszają wieczne scysje pomiędzy Surjit - szwagierką Sarbjit, a jej mężem oraz teściową. Taka sytuacja trwa aż do momentu,w którym rodzina postanawia się uciążliwej kobiety pozbyć. I tak Sarbjit staje się świadkiem planowania honorowego morderstwa. Od tej pory żyje w strachu. Pogróżki, podteksty, ciągłe zastraszanie ze wszystkich stron, Strach o życie, o dzieci, o splamienie honoru rodziny. Wyrzuty sumienia zagłusza strach przed ujawnieniem prawdy. Dopiero dziewięć lat po morderstwie Sarbjit zbiera w sobie na tyle odwagi, by dać świadectwo prawdzie.

Historia opisana w książce jest poruszająca, zwłaszcza, że opiera się na faktach. Autorka wprowadza nas w swój świat, pozwala poznać sekrety życia sikhijskiej społeczności oraz próbuje wyjaśnić swój sposób postrzegania świata. Udaje jej się to znakomicie. W trakcie lektury niejeden raz nóż mi się otwierał w kieszeni. XXi wiek i takie życie! Koszmar.Zdaję sobie jednak sprawę, że tak było, jest i będzie. Niektóre rzeczy się nie zmieniają.
Sarbjit w bardzo przystępny sposób opowiada nam swoją historię, która wciąga, wkurza, wzrusza, doprowadza do szału. Nie można przejść obojętnie obok takiej historii. Zapada w pamięć.
W przedmowie wypowiada się inspektor prowadzący sprawę zaginięcia Surjit, Clive Driscoll, który składa podziękowania Sarbjit za odwagę. W środku książki znajdujemy zdjęcia autorki wraz ze szwagierką oraz inspektorem, co nadaje książce bardzo prywatnego charakteru.

Książkę polecam osobom lubiącym historie oparte na faktach oraz wielbicielom smutnych, życiowych opowieści. Po lekturze moja wiedza na temat sikhijskiej społeczności znacznie się poszerzyła:)

Czytamy powieści obyczajowe
Europa da się lubić

czwartek, 27 listopada 2014

"Przebudzenie" - Stephen King

"Zatrzymał się i spuścił głowę. Kiedy ją podniósł, zobaczyłem, że spokój i normalność - a może ich pozory - pierzchły bez śladu. Na jego twarzy malowała się furia tak głęboka, tak mroczna, że odruchowo cofnąłem się o krok."
Tytuł oryginału:Revival
Wydawnictwo:Prószyński Media
  Rok wyd:2014
Stron:536
Kraj:Stany Zjednoczone


Znacie to uczucie, kiedy czekacie z niesamowitą niecierpliwością na jakąś książkę, nastawieni na super lekturę, na wielkie wow, na totalny odlot od rzeczywistości, a już po przeczytaniu owej książki nie wiecie co o niej napisać? Jestem fanką Kinga od wielu, wielu lat. Przeczytałam większość jego książek. Czasami nie mogłam się od nich oderwać. Czasami lektura nie przynosiła satysfakcji. Normalne. Zawsze jednak uwielbiałam jego styl, kreację bohaterów, budowanie atmosfery. Tym razem jednak czuję się totalnie rozczarowana. I jest mi z tego powodu źle. To oczywiście nie wina pisarza, gdyż napisał dobrą książkę, w stylu, jaki mu odpowiadał. Napisał to, co chciał. Tyle, że ja chciałam zupełnie co innego przeczytać:) Nastawienie i oczekiwania wobec książki mogą przynieść wiele smutnych konsekwencji. I tak stało się ze mną. Nad czym ubolewam, bo mogłam wynieść z tej książki więcej, gdybym się nie nastawiła, jak gdzieś wyczytałam, na wielki powrót króla. Przewracałam strona za stroną, w oczekiwaniu, aż coś się zacznie wreszcie dziać. Działo się. Jasne, że się działo. Tyle, że ja czekałam na dreszcze strachu, które mnie ogarną.  Dostałam jedynie, gdzieś tam w tle, lekki niepokój. Słyszałam, że najlepsza jest końcówka książki, że King przeszedł samego siebie. Może dla kogoś, kto rzadko czyta takie książki istotnie tak jest. Dla mnie nie było tam nic, czego już wcześniej bym nie czytała. Nie bałam się. Ciągle czekałam. I nic.

Fabuła książki jest dość prosta. Opowiada głównie o życiu głównego bohatera, którego poznajemy, gdy ma sześć lat i w jego życiu po raz pierwszy pojawia się Charles Jacobs. Historię poznajemy dzięki opowieści Jami'ego, który prowadzi nas przez całe swoje życie. Poznajemy zatem jego rodzinę, sielskie życie w Nowej Anglii, powoli rozwijającą się karierę gitarzysty i staczanie się na dno. Kiedy Charles Jacobs ponownie pojawia się w jego życiu, Jamie jest wrakiem człowieka.
Kim jest Charles Jacobs? Kiedy mamy z nim styczność po raz pierwszy, Charles jest młodym pastorem, który zostaje skierowany na posługę do wsi zamieszkałej przez Jamie'go. Sympatyczny pastor ma piękną żonę i małego synka. Oraz pasję, jaką jest zabawa energią. Charles wierzy, że energia elektryczna posiada niezwykłą moc , która jest nieodkryta i nienazwana. Jego życie toczyłoby się zapewne utartym szlakiem, gdyby nie nagła śmierć najbliższych. Pastor, ogarnięty rozpaczą, traci wiarę i daje upust swym uczuciom w trakcie odprawianego kazania. Po czym zostaje wydalony ze stanowiska. I znika nam i Jamie'mu z oczu na wiele lat. Spotykamy go ponownie, gdy jest kuglarzem na jarmarku i tworzy elektryczne portrety. To wtedy ratuje życie Jamie'mu i związuje go ze sobą na zawsze. Choć właściwie ich losy związały się ze sobą już przed laty.
Główne postaci, jak to u Kinga, są wykreowane bardzo dobrze. Najciekawszą postacią jest oczywiście Charles Jacobs, który przechodzi drastyczną przemianę. Co do Jamie'go, to zabrakło mi trochę głębi, może dlatego, że autor próbując streścić nam jego życie, siłą rzeczy musiał robić skoki w czasie. Ubolewałam zwłaszcza nad wątkiem jego siostry, o którym tylko napomknięto. Chętnie poznałabym szczegóły. Obserwując życie Jamie'go sporo się dowiadujemy o muzyce ówczesnych czasów, wokół której kręci się życie chłopaka, a później dorosłego mężczyzny.

Swoją opowieść King snuje jak zwykle ciekawie, dzięki czemu książka się nie dłuży. Powoli wprowadza elementy budzące niepokój, cudowne uzdrowienia i ich koszmarne następstwa. Cel, do jakiego dąży Jacobs był dla mnie oczywisty niemal od początku, więc końcówka nie była dla mnie zaskoczeniem. Rozwiązanie również. King, jak sam pisze we wstępie, tą powieścią składa hołd kilku pisarzom, którzy byli dla niego inspiracją od lat. Dlatego też w "Przebudzeniu" mamy wiele odniesień do książek owych pisarzy, które dość łatwo wychwycić pod warunkiem, że się czytało ich książki. King nawiązuje także do kilku swoich książek. Ja znalazłam między innymi elementy "Zielonej mili", "Joyland", "Mrocznej wieży", "Bastionu". Może kilka mi umknęło:)
Atmosfera książki jest zmienna. Początkowo sielski obrazek wsi zostaje zbrukany gwałtowną śmiercią żony i synka pastora. Niewinne zabawy elektrycznością, jakie pokazywał dzieciom pastor, wzbudzają lekki niepokój, czytelnik spodziewa się, że coś jest na rzeczy. Zwłaszcza po cudownym uzdrowieniu brata Jamie'go. Przez środkową część książki, kiedy poznajemy losy głównego bohatera, atmosfera jest spokojna, bardziej dramatyczna. Z czasem staje się coraz bardziej niepokojąca, by na koniec wybuchnąć grozą.
No i właśnie mnie ta groza nie ogarnęła, nad czym ubolewam do tej pory.

Nie chcę absolutnie nikomu odradzać tej książki, bo jest to książka dobra. Przypadnie do gustu zwłaszcza tym osobom, które nie czytują zbyt wiele książek grozy.Fani Kinga z kolei mogą mieć frajdę z odnajdywania śladów jego wcześniejszej twórczości. Jednak zagorzali zwolennicy horrorów na pewno się rozczarują. Przez większość czasu książka jest bardziej powieścią obyczajową, z lekką domieszką elementów grozy. Jeśli nie podejdzie się do książki z nastawieniem na ekstremalne wrażenia, to lektura będzie bardzo przyjemna.
Czytam fantastykę
Gra w kolory
Grunt to okładka
Czytam literaturę amerykańską
Czytam Kinga
Czytam opasłe tomiska

wtorek, 25 listopada 2014

"Ballada Lili K" - Blandine Le Callet

" W życiu zawsze jest jakieś "przedtem", jakieś "potem", zauważyłeś? I między jednym a drugim istnieje wyraźne, równe pęknięcie pomyślności albo niepomyślności - to kwestia szczęścia. Bo ono nie może się oczywiście uśmiechać do wszystkich. Jestem natomiast pewna, że nikt przed nim nie umyka."
Tytuł oryginału: La Ballade de Lilia K.
Wydawnictwo:Sonia Draga
  Rok wyd:2012
Stron:368
Kraj:Francja



Niepozorna okładka sugerująca tragiczną opowieść. Poniekąd to prawda. Jednak nie do końca:)

Jest rok 2095. Życie ludzi jest pod pełną kontrolą Zarządu, który decyduje praktycznie o wszystkim.  Kamery w domu, na ulicy, wszędzie. Odgórnie zaplanowana dieta, implanty antykoncepcyjne wszczepiane młodym dziewczynom, czas, kiedy trzeba zacząć redukować zmarszczki, pozwolenie na posiadanie dziecka, zwierzęcia domowego, pracę. Rzeczy, które można powiedzieć, zachowanie, które jest do przyjęcia. Odbieganie od normy może skutkować zamknięciem w Ośrodku, aresztowaniem, leczeniem psychiatrycznym. Książki są uważane za trujące i zakazane w codziennym użytkowaniu. Wszystkie papierowe nośniki są cyfryzowane, przy zachowaniu odpowiedniej cenzury. Opisany świat dzieli się na dystrykty. Im dalszy numer dystryktu, tym gorsze warunki bytowe. Świat poza murami Centrum nazywany Zoną, to świat, gdzie żyje się gorzej, je mniej, ale za to nie jest się kontrolowanym. Tyle o świecie.

Wspomnianego roku, 2095, do zrujnowanego mieszkania w jednym z gorszych dystryktów, wchodzi kilku mężczyzn, unieruchamia szalejącą kobietę i wynosi małe, brudne, przerażone dziecko. Tym dzieckiem jest sześcioletnia Lili. Dziewczynka trafia do Centrum, gdzie pozostaje do siedemnastego roku życia. W tym czasie musi nauczyć się życia w społeczeństwie, co jest dla niej ogromnie trudne ze względu na traumatyczne przeżycia. Jest nadzwyczaj bystra, inteligentna i wrażliwa. Jedynym motorem jej działania jest nadzieja na odnalezienie matki. To ją trzyma przy życiu i daje powód, by w ogóle się starać. 

Główna bohaterka jest postacią niezwykle skrupulatnie wykreowaną. Podczas czytania odnosi się wręcz wrażenie, że dziewczynka stoi tuż obok i szepce nam swoją historię na ucho. Na początku nie wiemy komu Lili opowiada swoją historię, z czasem poznajemy adresata jej słów i od tego momentu nie można się już doczekać zakończenia.

Pomimo fantastycznej otoczki "Ballada Lili K" jest książką zdecydowanie obyczajową. Tak naprawdę jest to opowieść o wielkiej miłości dziecka do matki. Miłość Lili, pomimo tego, co zaznała od rodzicielki, jest przejmująca, wzruszająca i jednocześnie przerażająca. Bo bardzo prawdziwa. Ile razy słyszymy o maltretowanych dzieciach, które rozpaczają przy rozłączeniu z rodziną. Czego byśmy dziecku nie zrobili, ono kocha bezgranicznie, bezwarunkowo. I tak kochała Lili. 

Styl, jaki zaprezentowała tu nieznana mi zupełnie autorka, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Książka jest napisana wprost rewelacyjnie. Zaczniesz czytać i nie dasz rady przestać. Wszystkie szczegóły, świat, reakcje, cała historia, wszystko jest dopracowane i podane wzruszająco, lecz nie ckliwie. Czytając wspomnienia Lili z dzieciństwa miałam wielką gulę w gardle, miotała mną wściekłość i litość. Zwyczajnie pokochałam tą bohaterkę.

Polecam absolutnie każdemu. Moim zdaniem to kawał dobrej literatury.


sobota, 22 listopada 2014

"Stojąc w cudzym grobie" - Ian Rankin

"Zdjęto mu torbę z głowy. Kilka razy oberwał, piekły go oczy. Zamrugał i świat znowu nabrał ostrości. Zobaczył zamglone niebo, księżyc prawie w pełni, poczuł zapach mchu.Oddychał przez nos, bo zaklejono mu taśmą usta. Ręce miał związane z tyłu. Trzech otaczających go mężczyzn tworzyło coś w rodzaju trójkąta. Wydawali się bardzo wysocy, dopóki nie stwierdził, że stoi w płytkim grobie."
Tytuł oryginału: Standing in another man's grave
Wydawnictwo:Albatros
Cykl: John Rebus (tom 7)
  Rok wyd:2014
Stron:447
Kraj:Szkocja
John Rebus jest emerytowanym policjantem i nie jest z tego powodu szczęśliwym człowiekiem. Na szczęście dostał się do Wydziału Spraw Otwartych i Niewyjaśnionych, gdzie próbuje rozwiązywać sprawy sprzed lat. Nie jest to szczyt marzeń, zwłaszcza, że jest zatrudniony jako cywil, lecz Rebus nie potrafi żyć bez pracy. Pewnego dnia do jego wydziału zgłasza się kobieta, której dwanaście lat wcześniej zaginęła osiemnastoletnia córka. Ma ona teorię, że jej córka była pierwszą z serii dziewczyn porwanych przy autostradzie A9. Policja nie łączy zaginięć, które zdarzyły się przy tej autostradzie w dość dużych odstępach czasu. Nikt nie traktuje zrozpaczonej matki poważnie. Rebus jednak coś w jej opowieści dostrzega. I zaczyna działać, rozgrzebując stare sprawy, narażając się swojemu szefowi, wzbudzając niechęć policjantów. Jego jedynym sprzymierzeńcem okazuje się przyjaciółka z Wydziału Śledczego, Siobhan Clarke.

Książka Rankina to rasowy kryminał, z dobrze prowadzonym śledztwem, odpowiednią ilością policyjnych błędów i piętrzących się przeszkód. Akcja co prawda nie porywa szybkością, fabuła nie jest jakaś nowatorska, natomiast ogromnym plusem powieści jest idealnie wykreowany, bardzo ciekawy główny bohater. John Rebus to rozwodnik, ojciec dorosłej córki, z którą łączą go dość skomplikowane stosunki. John lubi porównywać sytuacje i ludzi znanymi tytułami piosenek, wieczorem nie odmawia sobie alkoholu, czasami nawet w nadmiarze. Jest gliniarzem starej daty, komputery to dla niego zagadka, lubi stare, wypróbowane metody śledcze, które w jego przypadku sprawdzają się znakomicie. Często nagina zasady, przez co na karku siedzi mu Wydział Wewnętrzny. Jest zgryźliwy, niesubordynowany, czasami wredny. Zaprzątnięty prowadzoną sprawą dogłębnie. Ciągle analizujący sytuację, inteligentny, podstępny. Lubię go:)

W książce jest kilka odniesień do poprzednich części, jednak ich nieznajomość nie ma wpływu na odbiór tego tomu. Styl Rankina jest płynny, lekki, wciągający, lekko ironiczny. Akcja rozkręca się dość powolnie, czasami autor zbyt wdaje się w szczegóły, jednak całość odebrałam bardzo dobrze. Realistyczny, dobrze skonstruowany kryminał.

Pod hasłem
Gra w kolory
Grunt to okładka
Czytam opasłe tomiska
Europa da się lubić

czwartek, 20 listopada 2014

"Anioł Śmierci" - Lucía Puenzo

"Wierzył, że jest w stanie genetycznie zaprogramować, stworzyć mieszkańców całego narodu. Wierzył, nawet jeśli to, co zostało, to okaleczone skóry, amputacja i gangrena. Nie na próżno zainwestowano w niego miliony. Zainwestowano w czystą krew i wyjątkowe geny.Wojna bowiem toczyła się właśnie między czystością a mieszanką."
Tytuł oryginału: Wakolda
Wydawnictwo:Replika
  Rok wyd:2014
Stron:288
Kraj:Argentyna
Josef Mengele. Postać chyba każdemu znana. Budząca trwogę i obrzydzenie. Człowiek, który swoją bezwzględnością wzbudzał grozę. I nadal wzbudza, pomimo swojej śmierci. To człowiek, który dowiódł, że do celu można brnąć po wielu trupach. Udowodnił, że tacy ludzie jak on mogą istnieć naprawdę i bezkarnie mordować w imię nauki. Ten właśnie człowiek jest bohaterem fikcyjnej historii, w której Josef ma się całkiem dobrze, pomimo tego, że agenci Mosadu depczą mu po piętach.

Akcja książki rozgrywa się w 1960 roku w Argentynie, gdzie postanowił się ukryć Josef Mengele. Lekarz ciągle musi zmieniać miejsce zamieszkania i poznajemy go w momencie, kiedy planuje przeprawić się przez Pustynię Patagońską. W tym samym czasie do przejechania pustyni przygotowuje się pięcioosobowa rodzina, którą już wcześniej upatrzył sobie Josef, zwłaszcza zaintrygowała go dwunastoletnia dziewczynka, która cierpi na karłowatość. Pełna radości, rezolutna i bystra Lilith zaznajamia się ze starszym mężczyzną jeszcze przed wyjazdem, nie jest więc mu trudno zagadnąć rodzinę tuż przed wyjazdem, prosząc, by mógł jechać z nimi w konwoju. Zgadzają się. Od tej pory Josef nie opuści rodziny ani na chwilę.

Josef czuje ożywienie. Wreszcie, po latach, ma okazję do wznowienia swoich badań. Nie patrzy na członków rodziny jak na ludzi, tylko jak na obiekty badań. Lilith szybko poddaje się urokowi starszego Niemca i choć w pewnym momencie odkrywa jego tajemnice, nie jest w stanie go wydać. Jest zbyt uzależniona psychicznie. Najdłużej opiera się doktorowi Ewa, która przekonuje się do niego dopiero w momencie, gdy potrzebuje jego pomocy. Josef oplata ich mackami uzależnienia, żerując na ich pragnieniu, by dzieci były normalne i zdrowe. Ojca dzieci, Enza, mami spełnieniem marzeń o produkcji lalek. Nawet z tego czerpie korzyści, by rozprzestrzeniać swoją chorą wizję świata.

Historia, chociaż fikcyjna, moim zdaniem całkiem spokojnie mogłaby się wydarzyć. W końcu Mengele nigdy nie został złapany. Ile zła zdążył wyrządzić do swojej śmierci? Książka napisana jest genialnie. Prosto, uderzając w najczulsze struny, bez zbędnych opisów, pozwalając czytelnikowi na użycie wyobraźni. Wciąga od samego początku, kiedy zaczynamy śledzić fascynację Josefa małą dziewczynką. Atmosfera, jaką wytworzyła autorka przy opisywaniu zdarzeń w pensjonacie przejmuje dreszczami. Jak łatwo wedrzeć się do czyjegoś życia i uzależnić ludzi od siebie. Jak łatwo dać się zwieść pozorom. Jak łatwo przymknąć oko na fakty, gdy mamy z tego korzyść.
Książka naprawdę warta poznania.

Czytamy powieści obyczajowe
Pod hasłem
W 200 książek dookoła świata