wtorek, 22 kwietnia 2014

"On wrócił" - Vermes Timur

"Usiadłem. Udało mi się to bez problemu, poruszyłem nogami, rękami, palcami, wyglądało na to, że nie mam żadnych obrażeń, stan fizyczny zadowalający, byłem też chyba całkowicie zdrów, pomijając ból głowy, nawet drżenie ręki jakby niemal całkowicie ustąpiło. Spojrzałem po sobie. Byłem ubrany, miałem na sobie uniform, żołnierski mundur. Nieco brudny, aczkolwiek nie zanadto, co oznacza, że nie byłem zasypany."
No cóż....będę w mniejszości i powiem, że książka kompletnie mi się nie podobała. Szczerze mówiąc z ledwością przez nią przebrnęłam. O czym jest, chyba już każdy wie. Otóż pewnego sierpniowego dnia 2011 roku, gdzieś na trawniku w Berlinie budzi się pewien człowiek. Ubrany w mundur, lekko skołowany, stwierdza, że nie ma pojęcia gdzie się znajduje i co się z nim stało. Oczywiście owym człowiekiem jest Adolf Hitler. Zdumiony, że nikt go nie rozpoznaje i nie traktuje poważnie, snuje dywagacje nad upadkiem narodu niemieckiego. Jako, że swoją rolę odgrywa wyśmienicie, nie może być zresztą inaczej, skoro jest samym sobą, zostaje wzięty za świetnego aktora i zatrudniony w talk show.

Książka ma dla mnie jeden zasadniczy plus. Pokazuje z jaką łatwością, byle wariat, nawet w naszych czasach, a może właśnie w naszych czasach zwłaszcza, może porwać tłum i wzbudzić wielkie emocje. Siła mediów, znudzenie, brak wzorców, wszystko to sprawia, że łakniemy czegoś innego, nowego, nawet niebezpiecznego. Jednak ten plus jest chyba jedynym, jaki mogę zaprezentować.
Nie mogę odmówić autorowi zdolności przekazu. Język jest plastyczny i sugestywny. Natomiast całość jako powieść mnie nie przekonała. Nudziły mnie przemyślenia Hitlera, sam pomysł przeniesienia Hitlera do naszych czasów jakoś mnie nie rozbawił. Facet leży w ziemi i niech tam już pozostanie. Dla ludzkości zrobił już i tak zbyt wiele, więc zniesmaczyła mnie wizja uczynienia z niego bohatera pozytywnego. Zdaję sobie sprawę, że w literaturze wszystko jest dopuszczalne, jednak pod tym względem jestem niereformowalna. Próbowałam. Lecz po przeczytaniu, z wielkim mozołem zresztą, nadal mówię: nie.
Wszyscy, którzy mnie znają w realu wiedzą, że jestem osobą z ogromnym poczuciem humoru. Lubię humor zwyczajny, lubię czarny humor, humor zjadliwy. Jednak w tej książce, o której większość czytelników pisze, iż jest zabawna, nie dopatrzyłam się niczego zabawnego. Wręcz przeraża mnie, że ludzie się zachwycają nieporadnością Adolfa.
Książki nie polecam, ale i nie odradzam. Każdy niech sam zdecyduje, czy chce poznać historię współczesnego Hitlera.

Europa da się lubić
Wyzwanie biblioteczne
Grunt to okładka
Czytamy powieści obyczajowe