sobota, 12 kwietnia 2014

"Piąta fala" - Rick Yancey

"- Naprawdę chcesz się porównywać z jakimiś owadami? Na twoim miejscu wybrałbym jętkę. Tym właśnie jesteś. Masz jeden dzień życia i tyle. I nie ma to nic wspólnego z Przybyszami. Tak jest od zawsze. Jesteśmy, a potem nas nie ma. Ważne jest nie to, ile mamy czasu, ale to, co z nim zrobimy."
Skończyłam. I dopiero teraz poczytałam sobie inne recenzje. W zasadzie są pełne zachwytu, zaledwie kilka osób wyraziło niezadowolenie. A jak było ze mną? Różnie.
O czym książka jest, zapewne każdy już wie. Przybysze postanawiają zagarnąć Ziemię tylko dla siebie, w związku z czym, falami, pozbywają się ludności. Potrzebna im czysta Ziemia, bez "insektów", którymi jesteśmy my. Sporo racji mają:) Ale mniejsza z tym.
Pierwsza fala, w której Przybysze pozbawili nas tego, bez czego wielu już nie potrafi żyć, czyli całej technologii, wprawiła ludzi w panikę. Wielu zaczęło robić zapasy, wielu zaczęło kraść, napadać i mordować. Spora część pod naporem stresu i niewiadomej przyszłości, odebrała sobie życie. Ci. co pozostali, zostali narażeni na falę drugą - tsunami. Ta fala zabrała naprawdę wiele ofiar. Dla tych, którzy ocaleli, Przybysze przyszykowali niespodziankę w postaci zarazy. Pochłonęła miliony. Niedobitki rozpierzchły się na wszystkie strony, zaczęli gromadzić się w małe obozowiska poza terenami miasta. I tu odnajdują ich uciszacze. Fala czwarta bowiem to czystki. Nikt nie zna swego wroga. Nikomu nie można zaufać. Paranoja. A fala piąta? W przygotowaniu.

Wszystkie etapy najazdu Przybyszy poznajemy dzięki opowieści Cassie - szesnastoletniej dziewczyny ukrywającej się w lesie. Jeszcze niedawno jej największym zmartwieniem było to, czy Ben ją zauważy na przerwie w szkole. Dziś śpi w namiocie z bronią przy boku. Zabija. by żyć. I ma jeden jedyny cel - odnaleźć brata, którego zabrało wojsko.
Cassie to twarda dziewczyna. Uparta, odważna, lojalna. Ale też przepełniona strachem, wątpliwościami i bólem. Polubiłam ją, bo ma cięty język i potrafi się śmiać z siebie. Żadnych ciepłych kluch. I choć popełnia błedy, całkiem sporo zresztą, to brnie do celu dosłownie po trupach.

Bardzo spodobała mi się narracja w książce. Opowieść podana z punktu widzenia kilku kluczowych osób sprawiła, że łatwiej wejść do stworzonego tu świata. Każda osoba ma swoją historię i swój punkt widzenia. Polubiłam Zoombiego i jego opowieść o szkoleniu wojskowym, jakiemu został poddany. Polubiłam brata Cassie, Sama, który przyjmie też ksywę Nugget. I co ciekawe polubiłam negatywną, choć nie do końca, postać Evana. Chyba nawet bardziej niż Bena. Uciszacz, który chciałby być człowiekiem. No i mamy w związku z tym wątek miłosny, choć na szczęście zupełnie nie wysuwający się na plan pierwszy.

Świat stworzony przez autora jest przerażający i bardzo dokładnie opisany. Bohaterowie ciekawi i różnorodni. Akcja wciąga dość mocno, zwłaszcza w drugiej połowie książki. Rzeczywiście widać w niej inspirację kilkoma innymi książkami. Jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Czytałam z zainteresowaniem i było mi ciężko się od niej odrywać. Świetna lektura rozrywkowa.

Z literąw tle
Czytam fantastykę
Grunt to okładka
Czytam literaturę amerykańską
Wyzwanie biblioteczne
Czytam opasłe tomiska - 503 strony