poniedziałek, 13 listopada 2017

"Lot 7A" - Sebastian Fitzek

Wyobraź sobie, że jesteś w ciąży. Wyobraź sobie, że nadszedł już Twój czas,  taksówka mająca zawieźć Cię do szpitala ma zaraz nadjechać. Jesteś samotną młodą kobietą, przestraszoną nowym doświadczeniem, lecz przede wszystkim martwiącą się o zdrowie swojego dziecka, które musi przyjść na świat poprzez cesarskie cięcie. Jesteś chora na AIDS, którym zaraziłaś się, gdy robiłaś tatuaż w Tajlandii. Głupi młodzieńczy błąd. No więc czekasz niecierpliwie na taksówkę, sprawdzasz czy wszystko spakowałaś, poprawiasz narzutę na kanapie i nagle czujesz silny ból. Skaleczyłaś się w palec, szukasz przyczyny i znajdujesz przymocowaną do oparcia żyletkę. Burza myśli, przyspieszony oddech, próba logicznego wyjaśnienia sytuacji. I nagle odchodzą Ci wody. Panika. Wychodzisz z domu w nadziei, iż taksówka przyjedzie trochę wcześniej. I jest. Szczęśliwa wsiadasz, podajesz adres, lecz po kilku minutach jazdy już wiesz, że coś jest nie tak. Upewniają Cię słowa taksówkarza: Chcę Twojego mleka. Wyobraziłaś sobie? Zastopuj wyobraźnię, bo nie jesteś w stanie się domyślić przez co przeszła bohaterka tej powieści, lecz jeśli Cię to ciekawi, zapraszam do lektury "Lotu 7A".

Wydawnictwo: Amber
Rok wyd: 2017
Stron: 352
Kraj:Niemcy
 Mats stanął przed ogromnym wyzwaniem, jednak nie dopuścił do tego, by przeraźliwy strach przed lataniem powstrzymał go przed wielogodzinnym lotem do córki. Jako psychiatra zna doskonale wszelkie symptomy towarzyszące fobiom i teoretycznie potrafi sobie z nimi poradzić. W praktyce nie wychodzi mu to najlepiej. Przewertował dostępne statystyki, przeanalizował przebieg katastrof, wytypował najbezpieczniejsze miejsca w samolocie. I wykupił cztery miejsca, by w trakcie lotu się przesiadać. Teraz, będąc już wewnątrz tej potwornej maszyny, koncentruje się jedynie na tym, by jakoś przeżyć ten lot. I pewnie wszystko skończyłoby się jedynie na kontrolowanym lęku, gdyby nie pewien telefon. Telefon, który przeniósł jego strach na zupełnie inny poziom.
Na pokładzie samolotu znajduje się jego były pacjent. Osoba, która wiele lat temu miała zamiar popełnić zbrodnię na terenie szkoły. Osoba, którą przez długi czas leczył, stabilizował, i której wyleczenie mógł sobie zapisać jako sukces. Teraz, nieznany mu rozmówca żąda od niego, by zdestabilizował psychikę pacjenta i skłonił go do wywołania katastrofy samolotu. Stawką jest życie jego córki, która właśnie zaczęła rodzić. Przerażony, przepełniony wyrzutami sumienia, Mats zaczyna realizację żądań szantażysty, jednocześnie prosząc o pomoc w odnalezieniu córki swoją byłą przyjaciółkę. 


Sebastian Fitzek jak zwykle użył swoich wszystkich sztuczek, by tak zagmatwać akcję, tak zwodzić czytelnika, by ten kilkakrotnie przeżył osłupienie. Od początku do końca nie ma czasu na nudę. Bohaterowie są pełnokrwiści i świetnie scharakteryzowani. Sporo można się dowiedzieć na temat objawów fobii, w tym wypadku awiofobii, chociaż odnoszą się one do większości lęków. Po zapoznaniu się z analizami katastrof stwierdziłam, że chyba nie będę się spieszyła z lataniem:) Że już nie wspomnę o piciu mleka. Naprawdę, po tej książce można się nabawić mlekowstrętu.
Akcja powieści rozgrywa się dwutorowo i jest przedstawiona z punktu widzenia kilku postaci. Przeplatające się ze sobą rozdziały przenoszą nas na pokład samolotu, gdzie toczy swój bój pan psychiatra, oraz do pozostałości dawnych mleczarni, gdzie Nela próbuje uratować siebie i rodzące się właśnie dziecko. Towarzyszymy także Tesli, która na prośbę Matsa zgodziła się sprawdzić czy jego córkę rzeczywiście spotkało coś złego. 
"Lot 7A" nie jest najlepszą powieścią autora. Szczerze mówiąc czegoś tej książce brakuje, choć w kategorii thrillera nadal plasuje się wysoko. Brakuje w niej więcej Fitzka. Niby jest mocno, zaskakująco i jak zwykle lekko przesadnie, jednak nie szokująco. Czyta się naprawdę świetnie, czasami trzeba przymrużyć oko na fantazję autora, wiele razy byłam mocno zdziwiona zwrotem akcji, jednak nie odczuwałam takiego napięcia, jakie często towarzyszy mi przy lekturze książek tego pisarza. Co nie znaczy, że książka nie trzyma w napięciu. Brakowało mi zwiększonej ilości scen dotyczących Neli i opisu jej przeżyć. Jej ojciec jest bardzo dobrze nakreślony i śledzimy jego uczucia praktycznie przez cały czas. Niestety wątek dotyczący porwania jest mocno pocięty a szkoda, bo obserwowanie myśli kobiety znajdującej się w tak ekstremalnej sytuacji, mogłoby zrobić z tej powieści rzecz jeszcze mocniejszą. Oczywiście mamy wgląd w uczucia Neli, jednak sceny jej dotyczące są trochę zaniedbane. Mimo wszystko "Lot 7A" jest dobrą książką w swoim gatunku i podejrzewam, iż osoby nie znające zbyt wielu książek autora, będą zadowolone z lektury. Ja też w sumie jestem, bo to Fitzek przecież:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz