niedziela, 10 czerwca 2018

"Mała baletnica" - Wiktor Mrok

"Urodziła się tuż po południu...
Nikt nie oczekiwał z niecierpliwością jej przyjścia na świat.
Nikt się z tego nie cieszył.
Nikt się nie zachwycił, gdy po raz pierwszy otworzyła oczy. 
Nikt nie zwrócił uwagi, gdy po raz pierwszy się uśmiechnęła.
Nikt jej nie chciał."

Wydawnictwo: Initium
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 587
Kraj: Polska
Mała baletnica - Anastazja, dziewczynka, której nikt nie chciał. Przez krótką chwilę zerkamy na jej przeszłość, by poznać motyw, jakim się kierowała w dorosłym życiu. Kiedy następnym razem się z nią spotykamy, leży martwa na łóżku w swojej willi, a w tajemnym pokoiku policja znajduje młodą dziewczynkę uwięzioną w perwersyjnej pozie. Kim była Anastazja, dlaczego zginęła i co sprawiło, że stała się kobietą wykorzystującą małe dzieci zarówno do swych wypaczonych potrzeb, jak i w celach zarobkowych? Na te pytania będzie próbowała odpowiedzieć ekipa major Alony Nikisziny. 

Temat molestowania dzieci, wykorzystywania ich w pornografii, zawsze budzi silne emocje i nie pozostawia obojętnym. Nie inaczej jest z książką Pana Mroka, która w sposób chłodny i bezstronny ukazuje kulisy pornobiznesu prowadzonego przez byłych pracowników KGB. To, co przeraża najbardziej to łatwość, z jaką można małe dziecko namówić do zrobienia złych rzeczy. Duże wrażenie robiły na mnie również momenty, w których ukazywani byli właściciele agencji. To nie byli żadni zboczeńcy, widok nagiej małej dziewczynki, która się przy nich masturbuje, nie robił na nich wrażenia. Na zimno kalkulowali ile zarobią na filmach, kompletnie mając w poważaniu fakt, iż rujnują życie niewinnych dzieci. A już to, że małe dziewczynki robiły to wszystko z własnej woli, z uśmiechem na ustach, wywoływało we mnie ciarki.

"Na ciałach dziewczynek nie ma śladów przemocy fizycznej, Na wielu zdjęciach widać, że ktoś nimi steruje, mówi im, co mają robić. Na wielu widać, że dobrze się bawią; są roześmiane, zadowolone. Na części zdjęć, ale tylko przy dokładniejszym przyjrzeniu się, można dostrzec w ich oczach wstyd czy zażenowanie, ale na pewno nie ma w nich strachu.”



"Mała baletnica" nie jest lekturą dla każdego. I chociaż autor nie epatuje drastycznymi opisami, na pewno mniej wrażliwe osoby nie będą mogły przez nią przebrnąć. Dla mnie lektura okazała się wyśmienita, nie z powodu tematu, lecz z powodu stylu, w jakim Wiktor Mrok przedstawił tę historię. Jego postaci są pełnowymiarowe, bardzo wiarygodne i w większości budzące sympatię. Ekipa dochodzeniowa przedstawia wachlarz indywidualności, stosunki panujące pomiędzy nimi oparte są na szacunku, szczerości i pełnej współpracy. Atmosferę rozładowują dialogi zabarwione lekką ironią i humorem. Autor nie ulega stereotypom. Szefowa nie jest mała, brzydka i złośliwa. Lesbijka nie jest zimną suką. Nikt tu nałogowo nie ćpa, nie pije i nie puka wszystkiego, co się rusza. Bohaterami są zwyczajni ludzie, którzy mają swoje życie poza pracą. Niemniej właśnie pracy są najbardziej oddani i zrobią wszystko, by zapobiec dalszemu funkcjonowaniu pornobiznesu. Niespodziewanie dostają pomoc od osoby, po której zupełnie by się tego nie spodziewali. Powiem szczerze, że postać Rudolfa mnie zafascynowała, i chętnie bym poczytała o jego historii.

Akcja rozpoczyna się od przedstawienia kawałka historii Anastazji. Dalsza część powieści jest prowadzona dwutorowo, ukazując ludzi prowadzących swój nikczemny biznes oraz pracę ekipy policyjnej, próbującej dociec prawdy. W większości przeważa część dotycząca policji, gdzie czytelnik ma możliwość przyglądania się skrupulatnie prowadzonemu śledztwu.  Kilka rozdziałów pokazuje również działalność tajemniczego Rudolfa, który dba o to, by policja miała co robić.

Opowieść napisana przez Wiktora Mroka oparta jest na faktach, przez co wzbudza wiele emocji. Dzieci, które rodzice powierzali nauczycielce baletu, podstępem wykorzystywano do kręcenia zdjęć porno, oraz do molestowania seksualnego. Małe dziewczynki, najmłodsza miała niecałe pięć lat, z własnej woli robiły rzeczy, o których nie chce się myśleć. Nie powiedziały o niczym rodzicom. Trzeba być naprawdę dobrym psychologiem, by tego dokonać. I to właśnie przesłuchania tych dziewczynek, które prowadzone są pod koniec książki przez policyjną psycholog Ninę, są najtrudniejszą częścią powieści. 

"Mała baletnica" to powieść mocna, świetnie napisana, budząca emocje. Rozpoczynając lekturę wchodzisz do świata, o którym większość z nas nie chce nic wiedzieć. I wchodzisz na własną odpowiedzialność, bowiem jeżeli jesteś osobą wrażliwą, powieść na pewno pozostawi w Tobie jakiś ślad. Przy okazji zapoznasz się zarówno z metodami pracy rosyjskich policjantów, jak i poznasz metody werbowania dzieci do pornobiznesu. Mam nadzieję, że pomimo tematu będziesz się dobrze bawił towarzysząc Alonie, Sewie, Saszy, Ninie i innym zaangażowanym w sprawę osobom. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, nie będziesz żałowała czasu poświęconemu tej lekturze. Bo warto ten czas jej poświęcić. Polecam.

Ps. Jedyną wadą, jaką zauważyłam podczas lektury, był komfort jej czytania. Książka ma trochę mniejszy format niż normalnie, do tego jest dość gruba, ubita i ciężka, przez co trudno się ją trzyma. 
No ale ta okładka! Boska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz