czwartek, 18 września 2014

"Sierżant" - Miroslav Žamboch

"No, rzeczywiście nas nie bagatelizowała. Dziewięćset pięćdziesiąt na nas dwóch, to nie jest niewielka przewaga. Pomyślałem, że wieczorem moje miecze będą kompletnie stępione. Parsknąłem śmiechem i żołądek wrócił na swoje miejsce."






Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wyd:2005
Stron:361
Kraj:Czechy
Opisałam również: "Łowcy"






 Prawie rok temu przeczytałam po raz pierwszy książkę tego autora i bardzo mi się spodobała. Postanowiłam więc, że od czasu do czasu sięgnę po jakąś jego książkę, no i trafił się "Sierżant". Muszę przyznać, że "Łowcy" byli bardziej w moim guście, książki wojenne jakoś mnie szczególnie nie pociągają. Byłam jednak ciekawa, jak może wyglądać batalistyczna fantastyka. No i wiem:)

Akcja książki toczy się praktycznie w jednym miejscu, to znaczy w okolicach pięciotysięcznego Joudzou, położonego na północno-wschodniej części wspólnoty czterech krajów. Świat wykreowany przez autora to świat, w którym panuje Królowa, władająca czterema zjednoczonymi państwami. Cały teren położony poza tymi krajami, to Ziemia Niczyja, na której panuje Chaos. Nie wiadomo jakie stwory tam zamieszkują, nie wiadomo, czego się można tam spodziewać. Wiadomo tylko, że wejście na te tereny jest bardzo niebezpieczne. Czas, w jakim toczy się opisana historia nie jest dokładnie podany, można jednak wywnioskować, że ponad sto lat wcześniej wydarzyła się jakaś katastrofa, w wyniku której świat się zmienił. Mamy tu do czynienia z bronią, jaką można spotkać także u nas, karabiny, pistolety, miecze. Mamy też czołgi, które są napędzane parą. Większość broni jest ulepszona przez magię, każdy żołnierz posiada magiczną osłonę. Większość rannych i umierających można bardzo szybko uzdrowić, czy wręcz cofnąć zza grobu.
Głównym bohaterem powieści jest sierżant Lancelot, który służy w karnej kompanii. Kompania karna składa się z mężczyzn, którzy zostali wcieleni do wojska za ciężkie przestępstwa, siłą rzeczy więc służą tu największe zabijaki. W skład drużyny Lancelota oprócz towarzyszy broni wchodzi też zwiadowca odznaczający się telepatią, lekarz posiadający magiczne uprawnienia oraz czarodziej, który czuwa nad bezpieczeństwem misji i żołnierzy. Lancelot to zwykły facet, bez większych aspiracji, posiadający jednak cechę, która daje mu ogromną przewagę w walce, mianowicie nigdy się nie poddaje. Poza tym jest świetnie wyszkolonym zabójcą, silnym, szybkim, wytrzymałym. Co ciekawe, jest również człowiekiem uczciwym, szanującym zasady, lubiącym, by wszystko odbywało się z zachowaniem przyzwoitości. Walczy, bo chce przeżyć.
W zesłaniu na tą misję coś się Lancelotowi nie podoba, i słusznie, bo okazuje się, że zagrożony jest cały pięciomilionowy świat, który chce zgładzić Ciemna Dama. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy, martwi powstają, magia osiąga zbyt wysoki próg, oddawane są ofiary z ludzi. Na Lancelota zaczynają polować jego właśni żołnierze. Sierżant ma do pomocy jedynie kobietę, którą pokochał i czarownika, którego uratował.

Już na samym początku książki mamy przyjemność znaleźć się na polu walki, a z czasem akcja tylko przyspiesza. Pełno tu scen walki, trupów, rozlanej krwi i skutków magii. Znalazło się także miejsce na miłość, co mnie trochę zaskoczyło, lecz sprawiło, że Lancelot stał się bardziej ludzki. Połączenie scen batalistycznych ze scenami używania magii dało całkiem fajny efekt, nie jest to jakoś przekombinowane. Do tego wszystkiego dochodzi wątek kryminalny, gdyż Lancelot próbuje odnaleźć mordercę małej dziewczynki oraz znaleźć zdrajców - czarodziei, chcących zniszczyć teraźniejszość. O świecie, w którym dzieje się akcja szczerze mówiąc niewiele się można dowiedzieć. Mamy tutaj wyrywek tego świata i tylko on jest opisany dokładniej.

Całościowo książka mi się podobała, choć nie jest to mój ulubiony gatunek literacki. Historia Lancelota wciągnęła i chociaż nie zawsze podobało mi się jego zachowanie, to kibicowałam mu do końca. Dodatkowo niektóre rozdziały zilustrowane są fajną, trochę przerażającą grafiką, co pozwala się bardziej wczuć w klimat toczącej się walki. Czy książka jest dobra? Nie wiem, nie czytuję zbyt często tego typu książek. Mi się podobała, chociaż podeszłam do niej z dużą dozą niepewności. Jak dla mnie całkiem niezła historia, okraszona krwawymi scenami walki, urozmaicona o wszechobecną magię, może nie wnosząca nic do mojego życia, ale jako rozrywka całkiem fajna lektura.
W 200 książek dookoła świata -Czechy
Wyzwanie biblioteczne
Gra w kolory - wrzesień (brązowy)
Czytam fantastykę

5 komentarzy:

  1. Raczej nie dla mnie, chociaż ilustracje w książce bardzo ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że to istny tygiel gatunkowy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Batalistyczna fantastyka? O takim połączeniu gatunkowym jeszcze nie słyszałam, ale muszę przyznać, że brzmi całkiem ciekawie. Podobają mi się tez przedstawione przez ciebie ilustracje. Robią niepokojące wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany! Nie dość, że historyczna to jeszcze fantastyka.
    Nie wiem jak bardzo musiałabym coś przeskrobać, żeby aż tak mnie karano :p

    Cieszę się, że wynajdujesz do wyzwania także starsze książki. Super!

    OdpowiedzUsuń