piątek, 5 września 2014

"Wyspa nagich kobiet" - Inger Frimansson

"Śrubokręt w jego dłoni, krótka, żółta rękojeść,
śrubokręt w jego 
uniesionej do ciosu dłoni.

Jak wszedł niczym w masło, jak rozległ się charkot,
jak urwał się
i ucichł."





Tytuł oryginalny: De nakna kvinnormas õ
Wydawnictwo: Bachmann 
Rok wyd:2012
Stron:383
Kraj: Szwecja







Skończyłam. Siedzę i myślę, i jedyne co mi przychodzi do głowy to niezbyt inteligentne...Hmmm.... niewiele.
Zastanawiam się cały czas czy ta książka mi się podobała.

Głównym bohaterem książki jest Tobias, mężczyzna koło czterdziestki, od dwóch lat związany z pewną bibliotekarką, która ma nadzieję na stały związek. Tobias niedawno odniósł sukces, bowiem wydał powieść kryminalną, dzięki której stał się rozpoznawalny. Teraz jest w trakcie wymyślania fabuły do nowej książki, lecz okoliczności zmuszają go do powrotu w rodzinne strony. Jego ojciec miał wypadek, zbliża się pora oporządzania owiec, których hodowlą się zajmuje. Tobias jest potrzebny do pomocy. Wraz z macochą Sabiną, jej niedorozwiniętym synem Adamem oraz wynajętym pracownikiem Hardym udają się na Wyspę Nagich Kobiet, by spędzić stado na tratwę i przeprawić na drugi brzeg. Na wyspie dochodzi do incydentu, który powoduje ogromną niechęć Tobiasa do Hardy'ego, jednak prawdziwy horror rozegra się dopiero wtedy, kiedy Sabinę i Tobiasa poniosą emocje.

Akcja w książce toczy się powoli i ospale. Powoli poznajemy bohaterów, ich codzienność, obawy i nadzieje. Nie można tutaj mówić o jakimś napięciu, jednak powieść ma w sobie trochę mrocznego klimatu, który narasta, zwłaszcza wtedy, gdy rzecz tyczy uczuć Tobiasa.
Co mi się podobało? Przede wszystkim obraz powoli narastającego szaleństwa, jakie ogarnia Tobiasa. Poczucie winy, strach, panika, niemożność normalnego życia po uczynku, jakiego się dopuścił. Powolna degradacja. Podobał mi się również sposób przedstawienia historii, poznajemy zarówno myśli Tobiasa, jak i Sabiny, Marity, ojca Tobiasa a nawet Adama.
Całościowo książka jednak wypada dość kiepsko. Wiadomo kto, wiadomo jak, wiadomo dlaczego. Jedyne czego nie wiadomo, to czy sprawa się wyda. I o to się rozchodzi w całej fabule. Dość monotonnie, przewidywalnie, motyw znany jak świat.
Jeśli jednak lubisz obserwować jaki wpływ na normalnego człowieka może wywrzeć nienormalny czyn, to zapraszam do lektury, bo akurat to jest bardzo dobrze opisane. Lektura nie przyprawiła mnie o żywsze bicie serca, nie pochłonęła mojej uwagi całkowicie, jednak zainteresowała mnie na tyle, by bez bólu ją skończyć.

Kapitan Żbik & Skandynawowie
Grunt to okładka
Wyzwanie biblioteczne
Europa da się lubić


2 komentarze:

  1. Tytuł bardziej niż intrygujący...

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpuszczę sobie tę lekturę w takim razie. Nie lubię monotonności i przewidywalności

    OdpowiedzUsuń