niedziela, 28 września 2014

"Kwietniowa czarownica" - Majgull Axelsson

"Na wspomnienie bólu czuje pieczenie w oczach. Palce to był zawsze finałowy numer Astrid. Ze łzami euforii, z pianą na ustach przewracała Christinę na podłogę i przyciskając jej piersi kolanem, siłą prostowała jeden z palców zaciśniętej kurczowo dłoni. Na sekundę w mieszkaniu zalegała cisza, Asrid unosiła głowę i węszyła, a Christina wstrzymywała oddech, próbując zawczasu stłumić krzyk..."





Tytuł oryginału: Aprilhäxan
Wydawnictwo: WAB
Rok wyd:2002
Stron:492
Kraj:Szwecja







Na wstępie muszę powiedzieć, że książka jest literaturą dość trudną, poruszającą ciężkie tematy, lecz naprawdę świetną.
Podczas lektury poznałam kilka kobiet, bo jest to książka głównie o kobietach, których losy są smutne a niekiedy tragiczne. Głównymi bohaterkami opowieści są trzy kobiety, przybrane siostry, które los połączył  w dzieciństwie. Wszystkie trafiły do domu zastępczego, który prowadziła ciocia Ellen.Tak więc poznajemy Christinę, Margaretę i Birgittę. Każda z nich jest inna, ma inny temperament, inne przeżycia za sobą, inne wymagania wobec życia.
Christina trafiła do domu Ellen, gdyż jej matka lubowała się w poniżaniu i niszczeniu córki. Gdy Christina miała pięć lat, matka podpaliła jej łóżeczko i dźgnęła nożem sąsiadkę, która próbowała ją ratować. Od tej pory Christina przestała mówić, uważała się za kogoś gorszego, była zastraszona i nienormalnie grzeczna. To w domu Ellen, przy rozgadanej Margarecie i troskliwej opiekunce udało jej się wyjść ze skorupy na tyle, by żyć normalnie. Skończyła szkołę, została lekarzem, wyszła za mąż, wychowała dzieci. Czy coś z przeszłości zostało w jej psychice?
Margareta znalazła się u Ellen już jako małe dziecko. Nie zna swoich rodziców, została porzucona i znaleziona tuż po urodzeniu, w pralni. Dopóki była z ciocią Ellen, nie czuła się niechciana, nie odczuwała potrzeby, by poznać prawdę. Margareta również ułożyła sobie życie. Została fizykiem, ma stałego partnera, chociaż ma trudności z utrzymaniem dłuższych związków. Jest najbardziej optymistyczna z całej trójki.
Birgitta została odebrana matce, gdyż ta notorycznie piła i zaniedbywała dziewczynkę. Pomimo tego Birgitta bardzo kochała matkę i chciała się nią opiekować. Gdy trafia do Ellen jest zła, rozgniewana, pełna nienawiści. Potajemnie chodzi do starego mieszkania, chociaż matki w nim nie ma. Tylko ona nie potrafiła sobie ułożyć życia. Pije, ćpa, chodzi spać z każdym. Jest włóczęgą pomieszkującym byle gdzie i byle jak.
Na życie dziewczynek, pomijając ich rodziców, ogromny wpływ ma wypadek opiekunki, która pewnego ranka dostaje wylewu. Christina trafia z powrotem do niezrównoważonej matki, Margareta ląduje w domu pewnego zamożnego małżeństwa a Birgitta ląduje w domu dziecka, z którego i tak zaraz ucieka.
A kim jest Ellen, ta cudowna kobieta, która postanowiła dać dom obcym dzieciom? Ellen to ofiara szwedzkiego prawa obowiązującego w czasach jej młodości. Urodziła chore dziecko, ciężko dotknięte porażeniem, które w ramach prawa zostało jej odebrane. Jako matka nie miała prawa się nim zajmować a nawet odwiedzać go w szpitalu. Takie dzieci uważane były wówczas za niedorozwinięte psychicznie i całkowicie bezużyteczne.
Desiree poznajemy już na samym początku opowieści, bo to ona jest katalizatorem wszystkich zdarzeń. Jej życie to koszmar. Czuje, myśli, jak normalny człowiek, jednak jest uwięziona w swoim ciele. Porozumiewa się z otoczeniem tylko dzięki komputerowi i zamocowanemu do niego ustnikowi. Dmuchając w ustnik może rozmawiać z ludźmi. Ma jeszcze jedną niezwykłą cechę. Potrafi wnikać w ciała zwierząt i ludzi, dzięki czemu zaznaje przeżyć dla niej niedostępnych. Dzięki tej umiejętności zakłóca życie "sióstr", zmusza je do retrospekcji, sprawia, że kobiety wreszcie zaczynają ze sobą rozmawiać.

Jak pisałam na początku, książka nie jest lekka. Porusza wiele trudnych tematów począwszy od znęcania się nad dziećmi, poprzez rozpacz, miłość, nadzieję, upadek, bezdomność, poczucie winy, alkoholizm, na chorobach psychicznych skończywszy. Wpleciony wątek magiczny nadaje całej historii smaczku. Przy lekturze jest się nad czym zastanawiać. Sprawa podejścia do osób upośledzonych fizycznie budzi ogromny sprzeciw. Portrety psychologiczne bohaterek są nakreślone niesamowicie spójnie i szczegółowo, poznajemy ich losy, ich myśli, ich nadzieje. Przy tak trudnych tematach książkę się czyta niesamowicie szybko, co zawdzięczamy kunsztowi pisarskiemu autorki, świetnie operującej słowami.

Cała książka należy raczej do tych smutnych. Niewiele tu miejsca na śmiech czy radość. Losy bohaterek są smutne, przygnębiające i budzące żal. Książka ogromnie mi się podobała, jedna z lepszych i wartościowszych książek, jakie ostatnio czytałam. Polecam.






4 komentarze:

  1. lubię trudne i smutne książki, chociaż dawno takich nie czytałam... czuję, że ta mogłaby mi sie spodobać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od jakiegoś czasu planuję zabrać się za poznawanie twórczości tej autorki. Mam inną jej powieść na półce i liczę na to, że się na niej nie zawiodę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, jaka okładka. Ale niestety jej fabuła tak średnio mnie zainteresowała, więc zastanowię się jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudna lektura to w mych oczach idealna.

    OdpowiedzUsuń