niedziela, 15 stycznia 2017

"Księżyc zaszedł"- John Steinbeck (05/2017)

John Steinbeck był moim wyrzutem sumienia, gdyż już od wielu lat planowałam przeczytanie jego książek,  lecz zawsze odkładałam to na później.  I wreszcie się udało. A jak wrażenia?
Wydawnictwo: Magart
    Rok wyd: 1992
    Stron:126
Kraj: Stany Zjednoczone

Autor umiejscowił akcję tej króciutkiej opowieści w małej, górniczej wiosce, na którą znienacka najeżdża wrogie wojsko. Nie wiadomo, jaki to kraj i nie jest określona nacja okupanta. Istotą jest tu ukazanie relacji pomiędzy podbitymi mieszkańcami a ich agresorami.  W tej małej społeczności, gdzie od wielu lat na czele stoi ten sam burmistrz,  ludzie żyją sobie spokojnie i całkiem wygodnie. Każdy zna każdego,  ludzie sobie pomagają i życie płynie bez większych dramatów.  Pewnego dnia na ich teren wkracza uzbrojone wojsko a zaskoczeni mieszkańcy poddają się bez walki. Zadowolonym żołnierzom wydaje się,  że spokój mieszkańców będzie trwał wiecznie a oni wypełnią w spokoju rozkazy Wodza i będą nadzorować dostawy węgla dla swojego kraju. Spokój jest jednak tylko pozorny a im dłużej trwa okupacja, tym w ludziach rośnie większa nienawiść.

Nie byłam pewna czy spodoba mi się ta historia, muszę jednak przyznać,  że  czytało mi się ją wyśmienicie.  Lektura zajęła mi półtorej godziny, w trakcie której miałam okazję obserwować powolne zmiany zachodzące po obu stronach barykady.
Mieszkańcy, początkowo zbyt zaszokowani, by reagować, powoli zaczynają się buntować.  Z kolei uśpieni ich spokojnym zachowaniem żołnierze , odkrywają,  że wioskę zamieszkują ludzie potrafiących swoją nienawiścią doprowadzić ich do szaleństwa.
Autor w bardzo fajny sposób ukazuje powolnie zachodzące zmiany w relacjach pomiędzy dwoma wrogimi obozami. Z pozoru wygrani najeźdźcy,  wkrótce czują się jak ofiary. Otacza ich ściana nienawistnego milczenia, zakradający się gdzieś w cieniu wróg , twarze bez wyrazu i ciągłe sabotaże.




Styl autora jest prosty, krótkie zdania, krótkie rozdziały. Na pierwszy plan wysuwa się kilku bohaterów z obu zwaśnionych stron, i to oni są głosem większości, która pozostaje w tle. Steinbeck obrazowo rysuje przed czytelnikiem małą wioskę pokrytą śniegiem, w której buzują nastroje i emocje. W tym z pozoru spokojnym miejscu rozgrywają się małe dramaty i wielkie akty odwagi a w pokornie pochylonej głowie rodzą się plany odzyskania wolności.
"Księżyc zaszedł" to krótka książeczka niosąca ostrzeżenie, iż w żadnej wojnie tak naprawdę nie ma wygranych, że nie da się zniszczyć ducha wolności w całym narodzie, bez względu na zastosowane metody nacisku. Podobał mi się styl autora, to, jak lekko przychodzi mu tworzenie nastroju, jak małym nakładem środków udaje mu się oddać poważne problemy. Na pewno sięgnę po inne książki tego pisarza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz