czwartek, 5 stycznia 2017

"Siódma dusza" - Andrzej Wardziak (02/2017)

Będąc nastolatką uwielbiałam się bać, kochałam powieści, po których pójście nocą do toalety było wielkim wyzwaniem. Przy mojej wyobraźni czasami strach sięgał zenitu. Zakrywałam się po szyję, uważałam, żeby mi nie zwisały ręce podczas snu. chodziłam po domu z latarką a każda nocna wizyta w ustronnym miejscu była walką o przetrwanie:) Czasami mi tego brakuje. Niestety współczesne horrory bardzo rzadko zaspokajają moje wymagania. Coraz trudniej mnie przestraszyć a większość książek z tego gatunku wzbudza moją wesołość.
Wydawnictwo: Videograf
    Rok wyd:2015
      Stron:240
Kraj: Polska

"Siódma dusza" opiera się na sprawdzonych schematach. Mamy wielki dom położony w lesie nad jeziorem. Mamy piątkę młodych ludzi w imprezowym nastroju. W zanadrzu czeka poprzedni właściciel domu, który popełnił samobójstwo, przypadkowo znaleziony klucz oraz tajemniczy pokój.
Pan Wardziak nie rozwodzi się nad szczegółami, całkowicie skupiając się na wytworzeniu odpowiedniego nastroju. I z przyjemnością mogę napisać, że to mu się udaje. Już pierwsza scena z elementami nadprzyrodzonymi, kiedy to główny bohater widzi zmasakrowane sylwetki swoich żyjących rodziców, przerażenie jakie go ogarnia i całkowity brak zrozumienia sytuacji,  sprawiła, że czułam, iż książka będzie należała do udanych. A później robi się tylko ciekawiej. Wkracza szaleństwo, halucynacje, gęsta mgła, makabryczne wypadki i wszechobecne zło czające się w domu.



Nie da się ukryć, że do książki przyciągnęła mnie głównie okładka. Po prostu świetna i wymowna, idealnie oddająca klimat powieści. Dałam się wciągnąć Panu Wardziakowi w niesamowity klimat, bywały chwile, kiedy byłam mocno spięta a bohaterowie przekonali mnie do siebie realistycznymi reakcjami na poszczególne wydarzenia. Pióro autor ma lekkie a styl płynny i obrazowy, przez co historię pochłania się bardzo szybko. Tło akcji ogranicza się do jednego domu i jego okolic, występuje bardzo ograniczona ilość bohaterów a atmosfera jest gęsta, mroczna i pełna obłędu.

Jak widać sprawdzone schematy mogą zostać jeszcze użyte wielokrotnie. Wszystko zależy od tego, czy autorowi uda się tchnąć w fabułę powiew świeżości i stworzyć odpowiedni, nie budzący śmieszności klimat. Andrzejowi Wardziakowi moim zdaniem się to udało. Jest lekko, duszno, strasznie i tajemniczo. Czuję się usatysfakcjonowana i na jakiś czas zaspokojona została moja strachliwa dusza. Fanom powieści grozy - polecam. Osobom rzadko sięgającym po opowieści budzące strach raczej odradzam, gdyż można tu znaleźć dość krwawe opisy i masakryczne rodzaje śmierci. Żałuję, że książkę czytałam w dzień, gdyż prawdopodobnie nocne czytanie zwiększyłoby "przyjemność" odbioru. Jeśli się nie boisz - zachęcam do lektury:)



.........................................................................................................................................................................
Niewiele się dowiedziałam o Panu Wardziaku. Jak na razie ciężko znaleźć o nim jakieś konkretne informacje. Urodzony w 1985 roku tłumacz języka angielskiego, obecnie mieszkający w Warszawie. Fan ciężkiej muzyki, serialu "The walking death" oraz nocnego tworzenia.

Dla ciekawych: Tutaj wywiad z autorem a tutaj strona autorska.




 ....................................................................................................................................................................

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz