poniedziałek, 3 marca 2014

"Walkirie" - Paulo Coelho

"- Wcześniej, kiedy wpatrywałam się w dal, miałam wrażenie, że wszystko jest rzeczywiście odległe. Wszystko to, co widziałam, wydawało się nie być częścią mojego świata. Od dzieciństwa uczono mnie patrzeć przed siebie, ale widzieć rzeczy znajdujące się blisko mnie. Dwa dni temu nauczyłam się patrzeć w dal. Odkryłam, że poza stołami, krzesłami i innymi przedmiotami, które widzę na codzień, do mojego świata należą też góry, obłoki i niebo. Wtedy urosła we mnie dusza. Dusza, która własnym wzrokiem dotyka tych oddalonych rzeczy!"

Paulo to mężczyzna wiecznie czegoś poszukujący. Nie zadowala go żadna praca, którą zmienia średnio co dwa lata. Żona mu spowszedniała. Pobiera nauki sztuk magicznych, lecz ciągle mu mało doświadczeń. Kiedy więc jego mistrz mówi mu, by spróbował zobaczyć swojego anioła, Paulo bez wahania namawia żonę na czterdziestodniowy wyjazd na pustynię Mojave. Chris nie interesują te metafizyczne poszukiwania, jednak ma nadzieję, że ta wyprawa przybliży ją do męża. A Paulo pragnie spełnić swoje marzenie. Przybywają więc na pustynię, poszukują Walkirii, które mają mu pomóc osiągnąć cel. Ale to Chris szybciej nawiązuje kontakt ze swoim aniołem. I dzięki tej wyprawie poznaje największe sekrety swojego męża. Czy Paulowi uda się zobaczyć anioła? 

" -Kiedy Jesteśmy młodzi, niczego nie traktujemy poważnie. Stopniowo jednak kształtują się nasze codzienne obrzędy, rutyna, która w końcu przejmuje nad nami kontrolę. Życie płynie swoim tokiem, otrzymujemy od niego to, czego oczekiwaliśmy. Boimy się cokolwiek zmienić w codzienności, żeby nie zapeszyć i nie narazić się na ryzyko. Lubimy narzekać, ale tak naprawdę cieszy nas fakt, że każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Przynajmniej nic nas nie zaskakuje. A to powoduje zahamowanie naszego rozwoju duchowego. Rozwija się tylko to, co jest wkalkulowane w nasz rytuał: dzieci, kariera, konto bankowe. Kiedy umocni się nasz codzienny rytuał, powoli stajemy się jego niewolnikami."

Książka jest króciutka, bo ma 186 stron, duży druk i krótkie rozdziały. Czyta się więc błyskawicznie. Czy mi się podobała? Raczej średnio. Nie przepadam za takimi metafizycznymi klimatami. Pełno w książce przemyśleń, metafor, poszukiwań samego siebie. Kilka ciekawych cytatów, sporo głupoty. Ogólnie wygląda to tak, jakby autor skutecznie się czegoś nawąchał, po czym usiadł do pisania:) Dla jednych to bełkot, dla innych powód do przemyśleń. Dla mnie było pół na pół.