niedziela, 6 listopada 2016

"Norweskie noce" - Derek B. Miller


"Norweskie noce" to powieść bardzo specyficzna. Na pewno nie jest to kryminał, chociaż jest tu i zbrodnia i działania policyjne. Trudno też nazwać ją thrillerem, nie ma bowiem odpowiedniego napięcia. Można chyba powiedzieć, że jest to powieść obyczajowo - psychologiczna z wątkami kryminalnymi.
Wydawnictwo: Feeria
    Rok wyd:2014
  Stron:392
Kraj:Stany Zjednoczone
Główny bohater to człowiek stary., co już samo w sobie jest ciekawe i inne. Sheldon ma 82 lata i jak na swój wiek jest całkiem sprawny fizycznie. Co do umysłu natomiast bywa różnie.
Sheldon Horowitz na prośbę wnuczki przeprowadza się z Nowego Jorku do Oslo. Niedawno owdowiały mężczyzna według wnuczki cierpi na demencję i wymaga stałej opieki. On sam oczywiście tak nie uważa, jednak ulega jej namowom i jego radość jest ogromna, gdy dowiaduje się, że zostanie pradziadkiem. Charakter mężczyzny pozostawia wiele do życzenia, gdyż jest to człowiek zgryźliwy, złośliwy i ogólnie trudny w obejściu. Pomimo tego, co ciekawe, nie da się go nie polubić. Ten starszy człowiek żyje coraz częściej przeszłością, powracają do niego duchy kolegów, z którymi służył w Korei. Prześladuje go także duch syna, za którego śmierć Sheldon wciąż się obwinia.
Tak więc mamy starego Żyda, snajpera z marines, zagubionego w obcym mieście, samotnego i borykającego się z oznakami starzenia, który pewnego dnia zostaje świadkiem morderstwa a pod jego opiekę trafia siedmioletni chłopiec, którego musi uratować. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka Horowitza, by utrzymać chłopca przy życiu. Ścigani przez ojca dziecka oraz poszukiwani przez policję, starają się ominąć pułapki i bezpiecznie zaszyć się z głębinach lasu.  Czy misja utrzymania chłopca przy życiu będzie dla Sheldona wykonalna?

"Norweskie noce" to powieść nietuzinkowa i bardzo oryginalna. Wątek kryminalny jest tu tylko tłem dla ukazania problemu różnic narodowościowych, walk pomiędzy nacjami, wpływu historii na teraźniejszość. Prawie cała akcja rozgrywa się w głowie głównego bohatera. Czasami wpływa to na odbiór, gdyż bez ostrzeżenia przenosimy się w przeszłość, to dalszą, to bliższą, jednak zawsze dotyczącą tylko i wyłącznie Horowitza. Taki zabieg pomaga jednak lepiej poznać bohatera i wczuć się w fabułę. Sheldon nie jest oczywiście jedynym bohaterem tej książki. Poznajemy również panią komisarz, która próbuje odnaleźć zaginionego staruszka, jego wnuczkę wraz z mężem, ojca chłopca i jego ludzi, oraz osoby z przeszłości głównego bohatera. Na pewno nie jest to książka dla osób, które lubią rasowe kryminały czy powieści z wartką akcją. Tutaj przez większość czasu akcja prawie stoi w miejscu a jednak posuwa się do przodu. Nie nudziłam się ani przez chwilę i naprawdę mocno się wciągnęłam. Umysł człowieka starszego, z dużym doświadczeniem życiowym, poharatanego przez los i własną dumę, zagubionego w labiryntach własnego umysłu  a jednocześnie błyskotliwego, zaradnego, pragnącego wypełnić ostatnie zadanie, był dla mnie fascynujący. Dodatkowego smaczku tej historii dodawała duża dawka czarnego humoru, który uwielbiam w książkach.

Co jest prawdą a co fikcją? Przebywając przez kilka godzin w głowie Sheldona nadal nie jestem niczego do końca pewna:) Jedyne czego jestem pewna to fakt, że "Norweskie noce" były dla mnie bardzo dobrą lekturą. Niebanalną, dającą do myślenia, taką, o której się szybko nie zapomina. Taką, przy której robiłam się smutna, by za chwilę wybuchnąć śmiechem.

Gra w kolory
Cztery pory roku
Pod hasłem
Grunt to okładka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz