czwartek, 10 listopada 2016

"Pasażer 23" - Sebastian Fitzek

Sebastian Fitzek to jeden z moich ulubionych autorów. Jego książki charakteryzują się sporym napięciem, dobrymi portretami psychologicznymi i nietypową fabułą. Jak było tym razem?

Wydawnictwo: Amber
    Rok wyd:2016
  Stron:350
Kraj:Niemcy
"Sułtan Mórz" - elegancki, ekskluzywny statek pasażerski, którym można przepłynąć dookoła świata. To właśnie pokład tego statku staje się miejscem akcji "Pasażera 23". To właśnie z pokładu tego statku pięć lat wcześniej zniknęła żona i syn głównego bohatera. Martin Schwarz był świetnym psychologiem policyjnym, biorącym udział w najbardziej niebezpiecznych akcjach. Moment, w którym dowiedział się, że jego żona zabiła najpierw synka a później sama wyskoczyła z pokładu statku, stał się momentem jego powolnego staczania się na dno. Teraz pracuje wprawdzie w policji, jednak bierze udział tylko w akcjach, w których nikt inny, ze względu na niebezpieczeństwo, nie chce brać udziału. Pewnego dnia do Martina dzwoni ekscentryczna pasażerka, która na Sułtanie spędza prawie cały swój czas. Wstrząśnięty uzyskanymi od niej informacjami policjant, porzuca wykonywane właśnie zadanie i przy najbliższej okazji wsiada na statek. Podobno kilka miesięcy wcześniej zaginęła matka z małą dziewczynką. Dziewczynką, która pojawiła się niespodziewanie na pokładzie ściskając w ręku misia należącego do synka Martina. 

Prolog książki jest mocny i nieźle czytelnika zwodzi. Spodziewałam się zupełnie innego toku wydarzeń, co nie znaczy, że byłam zawiedziona. Fitzek wprowadza wiele wątków pobocznych, które mocno mieszają, odwracają uwagę i sprawiają, że w rezultacie czytelnik jest zupełnie zaskoczony rozwiązaniem. A trzeba powiedzieć, że poruszony tu problem jest dość szokujący a fakty, jakie odkryje Martin będą dla niego bardzo przykre.

Zawsze bardzo mi odpowiadał sposób narracji i kreacja bohaterów w powieściach autora. Nie inaczej jest tym razem, chociaż nie byłam aż tak zachwycona, jak przy okazji innych jego książek. Dlaczego? Otóż niektóre rozwiązania i wydarzenia były dla mnie zbyt wydumane i mało prawdopodobne. Wprawdzie fabuła nie ma dziur i wszystko do siebie pasuje, jednak autor mnie w niektórych miejscach nie przekonał. Co nie zmienia faktu, że czytałam z dużym zaangażowaniem. Zabrakło mi również trochę bardziej mrocznego klimatu. W końcu statek znajdujący się gdzieś na środku oceanu, z którego nie można się wydostać, jest idealnym miejscem do stworzenia klimatu ciągłego zagrożenia. Tutaj go niestety nie znalazłam. Mimo to były fajne momenty, w których czułam mocne napięcie i nie opuszczała mnie ciekawość. 
"Pasażer 23" to dobry, mocny thriller, z ciekawymi bohaterami i zagmatwaną fabułą.  Tajemnicze zniknięcia, zbiorowe samobójstwa, ćwiartowanie zwłok to tylko kilka ciekawostek, z jakimi mamy tutaj styczność. Jest szybko. Jest interesująco. Jest dobrze ale nie zachwycająco.


Gra w kolory
Pod hasłem
Grunt to okładka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz