wtorek, 2 stycznia 2018

"Dom służących" - Kathleen Grissom

"Nic dla mnie nie znaczy kolor skóry, ani to, kto jest ojcem, ani kto jest matką. Jesteśmy rodziną i dbamy o siebie nawzajem. Rodzina czyni nas silnymi, gdy nadchodzą kłopoty. Trzymamy się ze sobą i pomagamy sobie, kiedy trzeba. To jest prawdziwe znaczenie rodziny."

Autor: Kathleen Grissom
Tłumaczenie: Agnieszka Kalus
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Cykl: Dom służących ( tom I )
Rok wydania: 2013 
Ilość stron: 440
Kraj: Stany Zjednoczone

Kim bylibyśmy bez rodziny? To rodzina określa kim jesteśmy, skąd pochodzimy i kim możemy się stać. To na nią liczymy, gdy dzieje nam się źle i to do niej biegniemy, by zwierzyć się ze swojego szczęścia. Lavinia nie miała szans, by dorosnąć przy swojej rodzinie. Jej rodzice umarli na statku, którym płynęli z Irlandii do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu pracy. Osierocona dziewczynka, w totalnym szoku i rozsypce, w wieku siedmiu lat trafia na plantację tytoniu, której właścicielem jest Kapitan. Umieszczona w Domu Służących, który zamieszkują niewolnicy obsługujący dom w Wysokich Dębach, powoli staje się członkiem czarnej rodziny. Młoda Belle zostaje jej zastępczą matką, Beatricie i Fanny siostrami, a Mama Mae i Papa George osobami, do których można przybiec z każdym problemem. Życie na plantacji nie jest lekkie, lecz otoczona miłością i wsparciem, Lavinia powoli wyrasta na piękną, skromną i dobrą dziewczynę, której los zmieni się całkowicie wraz ze śmiercią Kapitana.


Dawno nie czytałam powieści traktującej o niewolnictwie. Zapomniałam już, jak takie książki potrafią wzburzyć i złapać za gardło. Debiut Pani Grissom zaskakuje świetnym stylem i plastycznym językiem. Autorka zastosowała sprawdzony chwyt, w prologu umieszczając wydarzenie, które znajdzie swój finał w końcówce powieści, przez co czytelnik prze do przodu, by poznać okoliczności tegoż zdarzenia. Co mi się bardzo podobało, to ukazanie dwóch światów równolegle, pokazanie zależności pomiędzy Panami a niewolnikami. Pozytywem jest również nie skupianie się tylko i wyłącznie na życiu niewolników, lecz ukazanie także życia ich właścicieli, a zwłaszcza zależności żon od mężów w tamtych czasach.
Kathleen Grissom pisze prosto, bez ubarwień, bez zbędnego rozczulania się nad bohaterami. Z jednej strony sprawia to, że wydarzenia stają się jeszcze bardziej okrutne, z drugiej strony czytelnik nie do końca wczuwa się w przeżycia głównych postaci. Nie mniej jednak jest to historia wzbudzająca wiele emocji, śledziłam wydarzenia z ogromnym zaciekawieniem i obawą.
Narratorkami są dwie bohaterki, Lavinia oraz Belle. Akcja rozpoczyna się 1791 roku, kiedy to mała irlandzka dziewczynka ląduje na plantacji tytoniu w Virginii a jej rodziną stają się niewolnicy. Wydarzenia podane są w pierwszej osobie. Narracja Lavinii pozwala nam na śledzenie losów najpierw dziewczynki próbującej się przystosować do ciężkiego życia niewolników, później młodej dziewczyny rozdartej pomiędzy światem białych i czarnych, by na koniec pozwolić nam spojrzeć na życie białej kobiety. Z kolei Belle w prostych słowach pokazuje "uroki" niewolnictwa, ich radości i smutki a przede wszystkim niemoc, jaka im towarzyszy każdego dnia.

"Dom służących" to piękna opowieść o więzach rodzinnych, przyjaźni, lojalności i nadziei, lecz także o rozpaczy, samotności i okrucieństwie. Zakazana miłość, wykorzystywanie seksualne, rozdzierające serce sceny bezlitosnego traktowania ludzi innej rasy. Miłość bezgraniczna, miłość beznadziejna, choroba, śmierć, narodziny. Fabuła obfituje w wydarzenia, na każdej stronie coś się dzieje, nie ma czasu na nudę. A przy tym nie odczuwałam przesycenia , wszystko toczy się naturalnie a autorka zadbała o oprawę otoczenia, bez wdawania się w zbędne szczegóły. 

Oprócz dwóch głównych bohaterek, w powieści występuje plejada barwnych, różnorodnych postaci, zarówno tych dobrych, jak i złych. Mamy tu niezastąpioną Mamę Mae, która jest spoiwem w murzyńskiej części społeczności, osobą posiadającą mądrość i pokorę. Jej dwie córki, Fanny i Beatricie, dwa przeciwieństwa. Jedna rezolutna, wygadana i buntująca się. Druga spokojna i posłuszna. Nieszczęśliwa Miss Martha, uzależniona od laudanum żona Kapitana, której udręką jest ciągłe tracenie dzieci. Marshall, jej syn. Postać początkowo wzbudzająca współczucie, jednak z czasem budząca nienawiść. Bezwzględny zarządca Rankin, pokazujący do czego jest zdolny człowiek. Jami, biały chłopiec z czarnej matki, osoba rozdarta pomiędzy światami. Postaci jest mnóstwo a każda wnosi coś do powieści.

"Dom służących" to wielowątkowa, wielowymiarowa powieść, która ukazuje zarówno ludzką słabość, jak i siłę. Niewiele w niej radosnych momentów, choć w ostateczności nie jest to lektura smutna. Od historii tu opisywanej ciężko było się oderwać, ze ściśniętym sercem oczekiwałam na dalsze wydarzenia. Jestem bardzo zadowolona z przeczytania tej książki i szczerze ją polecam każdemu, kto lubi czytać pozycje osadzone w dawnych czasach, opowieści o niewolnictwie czy zwyczajnie powieści o ludzkich losach.

Na koniec muszę wspomnieć o jedynym minusie, który nie jest uzależniony od autorki, lecz od wydawnictwa. Mianowicie w książce występuje dość spora ilość literówek. Mnie to akurat szczególnie nie przeszkadzało lecz wiem, że są osoby, które bardzo zwracają na to uwagę.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.