piątek, 6 lutego 2015

"To tylko dziecko" - Malin Persson Giolito

"Przyszli do nas do domu ot tak. Zadzwonili do drzwi i powiedzieli, że Alex nie wróci, bo gdzieś go zabrali. Decyzja już zapadła, pokazali ją na papierze. Jakiś formularz z małymi kwadratowymi polami. W jednym z nich napisany był adres. Tam miał mieszkać. Powiedzieli, że będę mogła go odwiedzać, ale nie teraz i nie bez ich zgody i nadzoru."
Tytuł oryginalny:Bara ett barn.
Wydawnictwo: Czarna Owca
    Rok wyd:2014
Stron:400
Kraj:Szwecja
Główną bohaterką książki jest Sophia Weber, wspólniczka w biurze adwokackim, która zostaje kuratorką małoletniego Alexa.  Alex ma siedem lat i właśnie został zabrany rodzicom przez opiekę społeczną. Nieprzystosowany, agresywny chłopiec, na prośbę wychowawczyni zostaje poddany badaniom, z których jasno wynika, że dziecko jest maltretowane. Wszczęte dochodzenie, które zostaje przydzielone inspektorowi Adamowi nie przynosi żadnych rezultatów, gdyż Alex odmawia współpracy. Ojciec, podejrzany o bicie syna, nagle się ulatnia, a matka deklaruje, że zrobi wszystko, by odzyskać syna. Sophia nie może się przekonać do Lindy, matki Alexa. Coś jej w tej kobiecie nie pasuje. Jednak pracownicy opieki społecznej po jakiś czasie dochodzą do wniosku, że matka z wielką determinacją i miłością walczy o powrót syna do domu. Sophia, pomimo wątpliwości, niewiele może zrobić. Decyzja o powrocie Alexa do matki będzie spędzała sen z powiek zarówno Sophii, Adamowi, jak i Lisie, pracownicy opieki, która się na to zgodziła. Sprawy przybiorą katastrofalny obrót.

Temat maltretowanego dziecka jest tematem, który zawsze wzbudza wiele emocji Niestety tutaj autorce nie udało się stworzyć odpowiedniej atmosfery i opowiadana historia, która powinna wywoływać emocjonalną huśtawkę, pozostaje dość płaska. Oczywiście odczuwałam jakieś emocje, bo niemożliwością jest czytanie o przypalaniu dziecka papierosami i nie odczuwanie wściekłości. Jednak to nie styl pisarski a sam fakt budzi te emocje. Czego tu zabrakło?
Moim zdaniem autorka za bardzo rozwlekła fabułę. Skupiła się na szczegółowych opisach życia Sophii, które zupełnie nie miały związku z tematem. Nie bardzo interesowało mnie jej menu czy umiejętności żeglarskie. Chciałam poczytać o walce a nie tylko o jej rozterkach sercowych. Najlepszymi momentami w książce były dla mnie wstawki, w których poznawałam myśli Lindy, matki, która nigdy nie powinna mieć dzieci.

Plusem natomiast jest to, że książka ukazuje, jak niesprawne są systemy prawne dotyczące dzieci. Tak naprawdę w wielu wypadkach zarówno opieka społeczna, jak i policja czy kurator, mają związane ręce i pomimo wątpliwości muszą oddać dziecko rodzinie. Poza tym autorka ukazuje też, jak niechętnie ludzie ingerują w sprawy rodzinne innych ludzi. Przez kilka lat Alex wołał o pomoc zachowując się agresywnie zarówno w przedszkolu, jak i w szkole, i dopiero Karin, choć też po dłuższym czasie, zdecydowała się na działanie.


"Zawiedliśmy Alexa, wszyscy go zawiedliśmy. Nie możemy zapobiec kolejnym takim wypadkom. Bo niby jak?Czy lepiej byłoby odebrać dziecko rodzicom? Nie sądzę. Przesadna reakcja może być gorsza niż brak odpowiedniej reakcji. Musimy nauczyć się z tym żyć, że nie jesteśmy w stanie uratować lub ukarać wszystkich. Nawet jeśli w grę wchodzi dziecko."

Fabuła książki jest ciekawa, chociaż bardzo szybko dowiadujemy się, kto jest winny, nie znamy pobudek agresora, odkrywamy je po kawałku. Wykonanie jednak pozostawia wiele do życzenia. "To tylko dziecko" mało ma w sobie z kryminału, nie ma tu praktycznie żadnego napięcia a historia, która powinna wzburzać, wywołuje zaledwie letnie uczucia. Bywały momenty, w których się nudziłam i jedynie chęć poznania dalszych losów Alexa sprawiała, że wracałam do lektury. Za dużo niepotrzebnych wątków pobocznych, za dużo szczegółów i dłużyzn. Jako powieść obyczajowa - średnia, jako kryminał - nędzna.

Klucznik - wydana w 2014 r.
Kapitan Żbik & Skandynawowie
Wyzwanie biblioteczne
W 200 książek dookoła świata
Czytam opasłe tomiska
Czytam literaturę skandynawską i islandzką

13 komentarzy:

  1. Raczej nie czytuje takich ksiązek, więc wątpię, abym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam okazji poznać autorki, ale książka w jakimś sensie mnie zainteresowała. Ostatnio dużo emocji wzbudziła sprawa polskiej rodziny, której odebrano czwórkę dzieci, bo w domu było biednie. Systemy dotyczące opieki społecznej są kulawe. Mamy to na rodzimym rynku. Temat ważny, wzbudzający emocje. Szkoda, że ksiązka nie do końca spełniła oczekiwania czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boję się czytać takie książki. Jestem zbyt słaba emocjonalnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że książka nie jest wciągająca, bo sam pomysł na fabułę mnie zainteresował. No, ale skoro mam stracić czas to sobie daruję ;) Jest tyle dobrych kryminałów, że jest w czym wybierać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Często sięgam po książki poruszające tematykę krzywdzenia dzieci, co wynika z mojego kierunku studiów. a także zainteresowań (co pewnie dziwnie brzmi - oczywiście modlę się, aby takich sytuacji było jak najmniej, bo dzieci są cudownymi i bezbronnymi istotami, które należy chronić i szanować). Mam tę książkę na uwadze od dłuższego czasu... Jednak sięgając po nią, nastawię się bardziej na powieść obyczajową niżeli na kryminał.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem w trakcie czytania, a raczej byłam, bo utknęłam gdzieś około połowy, na jednej z owych dłużyzn i już od jakiegoś czasu nie mogę się zmusić by znów po nią sięgnąć. Kompletnie pozbawiona emocji, a przecież poruszając taki temat właśnie o emocje chodzi....

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie też sama fabułą wydala się ok, ale wykonaniu tzn. sposobie jej opisania sporo brakuje do dobrej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że brakuje napięcia. Wielka szkoda!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam tę książkę. Nie zachwyciła mnie. Dość przeciętna. A szkoda, bo miała potencjał.

    OdpowiedzUsuń
  10. szkoda, bo temat jest pełen możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  11. taka letniość przy tej tematyce nie powala niestety, a szkoda ...

    OdpowiedzUsuń
  12. Tematyka mnie interesuje. Szkoda, że wykonanie gorsze.

    Wiesz, reagowanie w podobnych sytuacjach jak sprawa Aleksa jest bardzo trudne, zwłaszcza, gdy nie mamy pewności w to co widzimy/przeczuwamy. Pracując w szkole trudno takich zdarzeń uniknąć. Ja mam duże problemy z oceną podobnych sytuacji. Kilkukrotnie przyczyniłam się do umieszczenia dziecka w domu dziecka, ale za każdym razem serce boli, a niepewność czy na pewno dobrze robimy spędza sen z powiek. Z dzieckiem trudno się rozmawia o sytuacji w domu i nigdy tak do końca nie wiemy czy w domu dzieje się coś więcej, czy dziecko czegoś nie ukrywa, a może swoją ingerencją w czyjąś rodzinę niszczymy życie i dzieciom i ich rodzicom...

    OdpowiedzUsuń