sobota, 28 listopada 2015

"Nie gaś światła" - Bernard Minier

Tytuł oryginału: N'éteins pas la lumière.
Wydawnictwo: Rebis
Cykl: Martin Servaz (tom 3) 
Tłumaczenie: Monika Szewc-Osiecka
    Rok wyd:2014
Stron:504
Kraj:Francja


Opis z LC:
Bernard Minier powraca z thrillerem o manipulacji i osaczeniu, w którym gra na najintymniejszych koszmarach, fobiach i obsesjach nie tylko swoich bohaterów, lecz także czytelników.
W wigilijny wieczór Christine Steinmayer, znana dziennikarka radiowa, wybiera się na pierwsze spotkanie z rodzicami narzeczonego. Przed wyjazdem znajduje w swojej skrzynce na listy osobliwą przesyłkę. Jest to anonim, w którym ktoś informuje ją, że zamierza popełnić samobójstwo. Pomyłka? Niewczesny żart? Wokół kobiety zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś próbuje ją zaszczuć, odizolować od otoczenia, doprowadzić do obłędu. W tym samym czasie komendant Martin Servaz, znany nam już doskonale z poprzednich powieści, który po traumatycznych przejściach przebywa w ośrodku dla policjantów w depresji, także otrzymuje niezwykłą przesyłkę: magnetyczny klucz do hotelowego pokoju i bilecik z datą i godziną spotkania. Perspektywa nowego śledztwa wyrywa policjanta z letargu. Czy coś łączy te dwa wątki? 




Moja opinia:
 Bernard Minier jest moim francuskim mistrzem. Jego styl, słownictwo, opisy czy kreacja bohaterów, w moim mniemaniu są idealne. Atmosfera, jaką tworzy w swoich książkach, sprawia, że czytelnik czuje się niemym obserwatorem wydarzeń wciągniętym do świata autora.

Trzecia część cyklu zaczyna się ostro. Samym wstępem zostałam przykuta do fotela na kilka godzin. Martin Servaz przez pierwszą część książki występuje jedynie w tle. Komendant przebywa obecnie w ośrodku zdrowotnym, gdzie próbuje dojść do siebie po tragicznym wydarzeniu, jakim była strata ukochanej. Depresja wyprała go z wszelkiej chęci do życia i braku zainteresowania pracą. Ktoś jednak postanawia go z tego marazmu wyciągnąć. Martin dostaje przesyłkę zawierającą hotelowy klucz. Dowiaduje się, że rok wcześniej, w jednym z hotelowych pokoi popełniła samobójstwo pewna artystka. Dlaczego ktoś chce zwrócić jego uwagę na tą śmierć?

Christine Steinmayer jet znaną prezenterką radiową, kobietą silną, zaradną i inteligentną. Jej życie, z którego jest bardzo zadowolona, zmienia się w koszmar w wieczór wigilijny, kiedy to otrzymuje anonimowy list od kobiety, która chce popełnić samobójstwo. Wokół niej zaczynają się dziać coraz straszniejsze rzeczy, zmieniające jej dotychczasowe życie w piekło. Efektem działania prześladowcy są kłopoty z narzeczonym, z pracą, z sąsiadami. Christine zostaje całkowicie odizolowana od otoczenia i uznana za wariatkę zdolną do wszystkiego.

Sposób, w jaki Minier opisuje kolejne etapy osaczenia, bardzo podziałał na moją wyobraźnię. Autor pokazuje, jak łatwo ze zwykłego człowieka zrobić osobę opętaną paranoicznym strachem, jak nawet niewielkie wtargnięcie na nasz teren prywatny działa na naszą psychikę. Powolne zaciskanie pętli doprowadza do tego, że człowiek sam już nie wie, co jest prawdą a co tylko efektem wybujałej wyobraźni. Dałam się ponieść strachowi Christine.

Dodatkowym smaczkiem były dla mnie opisy środowiska kosmonautów. Minier uraczył nas opisem przygotowań do lotów kosmicznym, badaniami, pobytem w Gwiezdnym Miasteczku w Rosji a nawet lotem kosmicznym. Dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy o historii lotów kobiet oraz o sposobach weryfikacji kandydatów do lotów.

Język, jakim operuje autor jest zwięzły, często bardzo dosadny, plastyczny i lekki. Opisy są jak zwykle bardzo plastyczne, znowu możemy poczuć powiew mrozu i grozy. Fabuła składa się z kilku wątków, które są ściśle ze sobą powiązane. Wszystko sprawnie się łączy, każdy wątek ma swoje zakończenie, nic, oprócz końcówki dającej nadzieję na dalsze części, nie pozostaje niewyjaśnione.

"Nie gaś światła" można śmiało czytać bez zaznajomienia się z poprzednimi częściami cyklu. Niewiele tu odniesień do wydarzeń z innych książek autora. Akcja trzyma w napięciu tworząc atmosferę zagrożenia. Momentami epatuje brutalnością, momentami pogrąża w rozpaczy. Książka ma też spokojniejsze, nostalgiczne momenty, pozwalające odetchnąć od przerażających wydarzeń. Autor wprowadza wiele fałszywych tropów sprawiając, że każdy wydaje się podejrzany i nic nie jest oczywiste.

Świetnie napisany, klimatyczny, przerażający swoją realnością thriller psychologiczny, po którym nie mam ochoty na żadną inną książkę, każda bowiem wydaje mi się teraz dość blada.

Jeżeli chcesz się dowiedzieć, jak łatwo można zniszczyć komuś życie, jeżeli masz ochotę zacząć oglądać się przez ramię i nasłuchiwać we własnym domu dziwnych dźwięków, jeżeli lubisz mroczne thrillery ukazujące w doskonały sposób psychikę ofiary, to szczerze zachęcam do lektury.
 

"Pomyślał, że większość ludzi w tym kraju cechuje zaskakująca naiwność, Jakby byli eunuchami albo aniołami: nie mają pojęcia, kim są ludzie, których mijają każdego dnia, nie wiedzą nic o cierpieniu, o torturach, o agonii, o wielkich i małych piekłach istniejących na tym świecie, o łzach niemożliwych do zatamowania jak soki płynące po korze drzew - i jego kobiece usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Nie wiedzą nic o chwili, gdy zmiażdżony cierpieniem mózg pęka i rozpada się w kawałki. O czasie, który kapie w czeluściach lochu śmierdzącego moczem, gównem i potem. O tych, którzy w koszuli uwalanej wymiocinami i krwią uświadamiają sobie nagle - zbyt późno - że piekło istnieje już tutaj, że każdego dnia ocieramy się o jego drzwi i mijamy jego sługi na ulicy czy w metrze, nie widząc ich." (str.104 )



Gra w kolory
W 200 książek dookoła świata
Czytam opasłe tomiska

9 komentarzy:

  1. Podobała mi się nie mniej niż dwie poprzednie książki Miniera. Miałam nadzieję, że "Paskudna historia" to kontynuacja serii o Servazie, ale jednak nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Paskudną historię" będę niedługo czytała. Mam nadzieję, że jest też taka dobra, chociaż żałuję, że to nie kontynuacja a osobna książka.

      Usuń
  2. "Bernard Minier jest moim francuskim mistrzem." - podpisuję się pod tym rękami i nogami! :D Minier to objawienie kryminału, każda jego powieść to dla mnie święto. Dlatego nie mogę się doczekać, aż dobiorę się do "Paskudnej historii".
    Ps nominowałam Cię do LBA :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że można czytać bez znajomości poprzednich tomów. Będę o tym pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niewątpliwie interesująca pozycja :) Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się przeczytać ;) Szykuje się smakowita lektura... :D

    Pozdrawiam :)
    http://mybooktown.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Cykl Martin Servaz stoi od dawna na mojej półce i cierpliwie czeka na swoją kolej, mam nadzieję, że już niedługo uda mi się przeczytać, narobiłaś mi ogromnej ochoty na prozę tego autora :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jeszcze nie czytałam Miniera, ale się przymierzam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Język zwięzły, dosadny i jednocześnie lekki? Wybuchowa mieszanka, aż jestem ciekawa, jak to wyszło. W sumie to ja francuskiej literatury za bardzo nie lajkuję, ale tu się chętnie skuszę!

    OdpowiedzUsuń
  8. W ogóle nie znałam autora. Dziękuję, na pewno się rozejrzę za jego książkami.

    OdpowiedzUsuń