niedziela, 22 listopada 2015

"Postrzępienie" - Paweł Kasprowicz

Wydawnictwo: Miniatura
    Rok wyd:2013
Stron:94
Kraj:Polska

Kiedy po raz pierwszy wzięłam do ręki książkę "Postrzępienie", naszła mnie obawa, że zrobiłam błąd i nie jest to książka dla mnie. Szara okładka oprawiona w introligatorni. Kiedy ja miałam taką książkę w ręku?  Ale to nie okładka mnie odstraszyła lecz krótkie przekartkowanie. Okazało się bowiem, że w książce praktycznie nie ma dialogów. Rany, pomyślałam, jak ja przez nią przebrnę? Wprawdzie książka jest bardzo króciutka, niecałe 100 stron, jednak w wypadku, gdy książka się nie podoba, może się wlec, jakby miała 1000:) Teraz, gdy lekturę mam już za sobą, mogę śmiało powiedzieć, że pierwsze wrażenie może być mylne.

Paweł Kasprowicz bohaterem swojej książki uczynił trzydziestodziewięcioletniego mężczyznę, pracującego w jakiejś redakcji. Nie znamy jego imienia, nie jest określone miasto, w jakim dzieje się akcja. Pierwszoosobowa narracja składająca się ze strzępów wspomnień i luźnych myśli mężczyzny, pozwala nam poznać jego historię.
Główny bohater jest osobą nieszczęśliwą, zagubioną i samotną. Totalnie wyobcowaną, izolującą się od społeczeństwa. Niby pracuje, powinien mieć znajomych, jednak on nie umie się zintegrować a sprawy absorbujące społeczeństwo wydają mu się błahe i bez znaczenia. Nadużywa alkoholu, pali znacznie za dużo, wolny czas spędza na rozmyślaniu o roli miłości w życiu i nieuchronnie nadchodzącej śmierci. Śmierć jest jego obsesją, którą próbuje oswoić przy pomocy pani psycholog. Tak, nasz bohater trafia pewnego dnia do szpitala psychiatrycznego a po wyjściu kontynuuje sesje z lekarką, która go fascynuje. Terapia niewiele mu daje, chodzi na nią jedynie po to, by rozkoszować się towarzystwem ślicznej pani doktor. Poznając lepiej bohatera zaczęłam się zastanawiać nad kilkoma aspektami jego życia. Nie na wszystkie pytania dostałam jednak odpowiedź, co nie zmienia faktu, że książkę bardzo dobrze się czytało. Bohater tej książki mógłby być każdym z nas. Umie się kamuflować, dobrze funkcjonuje w społeczeństwie, sprawia wrażenie zwykłego faceta, trochę wyobcowanego, ale takich ludzi jest przecież wielu. Pije dopiero po wyjściu z pracy, bardzo rzadko w towarzystwie. Nie jest zwykłym pijaczyną, lecz człowiekiem, który ma swoje zasady, potrafi współczuć i chciałby żyć normalnie. Lecz nie potrafi. Kiedyś miał szansę na szczęśliwe życie, zaprzepaścił ją jednak swoim zachowaniem.  Teraz tylko egzystuje, przeczekuje w oczekiwaniu na koniec.

Podczas lektury zadawałam sobie mnóstwo pytań. Jak już pisałam, nie na każde otrzymałam odpowiedź. Autorowi udało się sprawić, że jeszcze długo po skończeniu książki rozmyślałam o jego bohaterze. Uważam to za ogromny plus. Poza tym zakończenie książki mnie ogromnie zaskoczyło. Czytając początek epilogu powiedziałam sobie:stop i zaczęłam jeszcze raz. Nic się nie zmieniło, nadal był to dla mnie szok. Świetne zakończenie, które zmienia spojrzenie na całość utworu.

"Postrzępienie" nie jest książką łatwą i na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Główny bohater może drażnić swoją życiową filozofią, we mnie jednak wzbudził sporą sympatię. Sposób narracji składający się głównie z przemyśleń bohatera, podanych jako ciąg myślowy w zdaniach długich, złożonych, często przeplatanych nie związanymi ze sobą epizodami. Wydawałoby się, że ciężko czytać coś takiego. Ku mojemu zdziwieniu czytało mi się to bardzo lekko, nie miałam żadnych problemów z nadążaniem za słowotokiem narratora, wręcz przeciwnie. Im dalej czytałam, tym bardziej rozbudzała się moja ciekawość. Kim jest ten mężczyzna? Dlaczego jest taki a nie inny? Dlaczego rozpadł się jego związek, skoro tak kochał Weronikę?

Ta krótka książeczka niesie ze sobą ogromny ładunek emocji. Zmusza do refleksji. Styl Pawła Kasprowicza mnie zadziwił. Stworzenie takiej narracji nie może być proste, a stworzenie jej tak, by wciągała czytelnika, sprawiała, że nie można przestać, póki nie otrzyma się odpowiedzi, jak dla mnie jest genialne. Przyznaję, początkowo nie szło mi lekko. Z reguły czytuję prozę pisaną standardowo, z dialogami i jakimś konkretnym wątkiem. Tutaj tego nie ma, ciężko dopatrzeć się konkretnego wątku, że już o akcji nie wspomnę. Mimo to, po kilku krótkich rozdziałach wsiąkłam na całego a sposób narracji wydał mi się odpowiedni. Autor umie operować słowem, umie zaciekawić i zmusić do przemyśleń.
Książka opatrzona jest w grafiki Ryszarda Szilera utrzymane w tonacji czarno - białej, pasującej do wymowy utworu. Wbrew pozorom książka nie jest pesymistyczna. Nie przytłacza beznadzieją. Chociaż tematem jest samotność, pustka i bezsens istnienia, to nie poczułam się w żadnym momencie przygnieciona ciężkością tematu. Utwór sprawił, że na chwilę zatrzymałam się nad niektórymi aspektami życia. Kazał rozejrzeć się wokół siebie w poszukiwaniu osób podobnych do bohatera.

Spotkanie z prozą autora uważam za bardzo udane i polecam osobom. które lubią prozę inną, skłaniającą do refleksji, naładowaną filozoficznymi przemyśleniami nad sensem życia. Zapewne nie każdemu przypadnie do gustu, wielu jednak może pozytywnie zaskoczyć, podobnie jak to było ze mną.

Pod hasłem
Klucznik

2 komentarze:

  1. To całkiem ciekawie się zapowiada. Ja lubię książki bez dialogów, pozbawione akcji, ale za to pobudzające do refleksji.
    Dałabym szansę więc i tej......

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie taka oprawa wręcz zachęciłaby do lektury. :)

    OdpowiedzUsuń