wtorek, 3 listopada 2015

A może by tak konkurs?!

Dzisiaj nieco nostalgicznie. Ostatnio mój ośmioletni synek strasznie mnie męczy o jakieś zwierzątko w domu. Niestety, zarówno on, jak i jego starsza  córka, mają uczulenie na sierść;p Tak więc nie jestem w stanie spełnić tego marzenia, nad czym ubolewam straszliwie. Nie ma chyba dziecka, które w pewnym wieku nie prosiłoby rodziców o jakieś zwierzątko. Sama przez większość czasu posiadałam w domu jakieś zwierzę, począwszy od chomika, poprzez rybki, papugi, świnkę morską, królika, kota, skończywszy na psie. Nie ukrywam, że pies zawsze wydawał mi się najsensowniejszym wyborem:) Z posiadaniem zwierzaka wiąże się jednak nieodmiennie także ból, gdyż nie żyją one tyle, ile byśmy sobie życzyli. Do tej pory pamiętam, jaki szok przeżyłam, kiedy zdechła moja suczka. Miałam jedenaście lat i była moim najlepszym przyjacielem. Przygarnięta ze schroniska, po trzech latach zdechła na padaczkę. Weterynarz stwierdził, że musiała być kopana po głowie będąc szczeniakiem:( Później przez długi czas nie miałam żadnego zwierzaka, rodzice się nie zgadzali. Ledwo jednak wyprowadziłam się z domu, od razu nabyłam psa moich marzeń - wilczura. Co prawda nie był to rasowy wilczur, był o wiele wyższy i miał większe uszy, ale kochałam go nieprzytomnie. To znaczy ją. Dorę.Ile ona mi zniszczyła rzeczy będąc szczeniakiem! Tragedia. A jakim była świetnym kompanem na spacerach, gdy dorosła! Marzenie. Niestety żyła tylko dwa lata. Rak żołądka. Po niej płakałam jeszcze bardziej. I postanowiłam, że już nigdy nie będę miała psa;p Oczywiście postanowienia nie dotrzymałam, chociaż teraz mam  psa na podwórku. Siła wyższa.

Przeżyłam w życiu dość sporo dramatów. Bez porównania gorszych niż strata domowego ulubieńca. Jednak często z czułością myślę o swoich zwierzakach, które gdzieś tam biegają za niebiańskimi kośćmi:) Na pewno wielu z Was ma miłe wspomnienia o zwierzęciu, które było dla Was najważniejsze. I z tym wiąże się mój konkurs.

Opisz swoje najmilsze wspomnienie związane z pupilem, którego nie ma już w Twoim życiu.


Organizatorem konkursu jestem ja - właścicielka bloga Cząstka mnie.
Właścicielem nagród jestem ja. Książki są raz czytane i w bardzo dobrym stanie.
Na Wasze odpowiedzi czekam do końca listopada. Wyniki podam w terminie pięciu dni od zakończenia konkursu. I to tyle. Aha. Odpowiedzi ocenią moje dzieci i wybiorą te, które najbardziej podziałają na ich dusze. Nie wiem ile wybiorą, więc nie wiem, ile będzie wygranych:)

Książki przeznaczone na nagrody nie są związane ze zwierzętami:)


Recenzja

Recenzja

Recenzja

Recenzja

recenzja

Recenzja


Recenzja

Recanzja


Recenzja


Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto będzie się chciał podzielić swoimi wspomnieniami i przy okazji zgarnąć książkę:)

Będzie mi miło, jeśli udostępnicie konkurs dalej. W zgłoszeniu proszę podać swój adres mailowy, odpowiedź na pytanie oraz podać tytuł książki, jaką chcielibyście wygrać.

10 komentarzy:

  1. Nostalgiczny konkurs - na pewno pomyślę nad odpowiedzią :) Zapraszam również do siebie, tam konkurs urodzinowy i kryminalna nagroda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku, w sumie to zadanie trochę takie smutne. I trudne. Pomyślę nad nim, choć nie ukrywam, że wspominanie moich zwierzaków, które odeszły, nie jest łatwe :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie mam i nie miałam zwierzaka, więc życzę powodzenia innym uczestnikom.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja miałam 16 lat moją Perełkę. Dostałam ją jak miałam 7 lat. Była moją najlepszą psią przyjaciółką. Wiele było wspaniałych chwil, a najsmutniejsze była wtedy gdy Perełkę trzeba było uśpić. Chorowala ponad rok i sama już nie chodziła. Jak odeszła miałam 23 lata i za pół roku wychodziłam za mąż. Bardzo żałowałam, że mojej psinki nie dało się uratować i nie mogła być pupilkiem moich dzieci. Na zawsze w moim sercu😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy byłam w podstawówce, czyli dawno dawno temu, miałam świnkę morską. Biało-rudy zwierzaczek miał na imię Miki. Na rowerze jeździłam na sąsiednie osiedle do stolarza, po wiórka do akwarium. Głodna świnka wydawała ciekawe piski stojąc na dwóch łapkach. A kiedy już się do mnie przywiązała to chodziła za mną jak piesek po podwórku :) nawet uciekać nie chciała. Nawet po schodach do domu nauczyła się wchodzić, mimo że ona malutka a schody wysokie. Zabawna była też przyjaźń świnki z naszym jamniko-wilczurem Ariką (czarna śliczna jamniczka ale na nieco wyższych nogach niż normalne jamniki) - wystarczyło nalać mleka do miseczki i Arika merdając ogonem asystowała jak Miki piła, dopiero kiedy świnka odeszła, suczka podchodziła do miski.

    ejotek1980@gmail.com Najbardziej mnie kusi Statek śmierci, bo nie wiem czy Zarażeni albo Wariant są bardzo fantasy, bo nie przepadam

    OdpowiedzUsuń
  6. Kusisz, ale też bardzo trudne zadanie dałaś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Swojego Rudolfa znalazłam przypadkiem, a może to on znalazł mnie. Jak zobaczyłam go na poboczu drogi w taki srogi mróz, moje serce się krajało. Był malutki, rudy w małe białe cętki. Zabrałam go do swego domu, a że nigdy wcześniej rodzice nie pozwalali mi trzymać żadnego zwierzaka, to zdziwiłam się, że pozwolili mi go zatrzymać, ale się domyślałam, że im również serce się krajało na jego widok. Jak już doszedł do siebie i się zadomowił to zjadał kwiatki, drapał meble i wszystkie przedmioty, które zawierały jakąkolwiek skórę. Nie miałam mu tego za złe bo wiedziałam, że przeżywał bunt, ale właśnie dzięki temu buntowi zakochałam się w nim do szaleństwa. Choć zniszczył mi moją pracę magisterską, a dokładniej ją zjadł, ale za to pomógł mi odstraszać nieodpowiednich partnerów, jakby miał szósty zmysł do złych ludzi bo bardzo często rzucał się na ludzi, z pazurami i drapał, gryzł, wtedy wiedziałam, że ten chłopak jest dla mnie nie odpowiedni. Rudolf wniósł w nasz dom miłość, którą obdarzał każdego z domowników po równo. Zawsze jak miałam zły dzień, to przytulał się do mnie ciepłym futerkiem i mruczał przy uchu, ale co najważniejsze, że nauczył mnie spokoju i akceptowania życia takim jakie jest, bo tyle razy miałam go ochotę wyrzucić (najbardziej za pracę magisterską), ale tego nie zrobiłam bo wystarczyło spojrzeć w jego miodowe oczy. I teraz codziennie mi go brakuje i choć minął już rok, czasami jak zasypiam wydaje mi się, że słyszę ciche pomroki, jakie kiedyś z siebie wydawał, gdy koło mnie zasypiał.

    e-mail: sylwka.sk91@wp.pl
    Wybieram: "Wnuczka Raguela"
    Pozdrawiam
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  8. Super pomysł na konkurs. Życzę startującym powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy byłam dzieckiem moi rodzice przez długi czas stronili od przygarnięcia psa. Dlatego otaczała mnie cała masa chomików - jedne przytulaśne inne wręcz przeciwnie, żądne krwi. Kiedy wreszcie w naszym domu pojawił się pies, ja i mój brat byliśmy zachwyceni. Mała brązowa kulka, Mika, była psem wiernym i przyjacielskim, aż do samego końca. Jednak najmilsze wspomnienie wiąże się z czasem zabaw, kiedy Mika była szczeniakiem. Razem z bratem ścigaliśmy się pod domu, a żeby pies mógł nam bardziej towarzyszyć, biegliśmy na czworakach. Wtedy Mika goniła nas i jednocześnie podgryzała lekko nasze ręce, jakby próbowała nas spowolnić. Wszystko oczywiście kończyło się tarmoszeniem psa, który rozradowany ślizgał się na plecach po całym dywanie (ku wściekłości mojej mamy). Dużo wtedy było śmiechu, dużo ciepłych uczuć, które może dać tylko radosna zabawa ze swoim pupilem.

    Pozdrawiam ciepło w ten wietrzny dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nazwałam ją Gracenta. W sumie to nawet nie była moją kotką tylko moich kuzynek i babci, jednak kochałam ją jak własną. Wcześniej miała na imię Śnieżynka, ale doszłam do wniosku, że tak wyjątkowa istota zasługuje na bardziej wyjątkowe imię.
    Gdy tylko widziałam ją na dworze czy w stodole – zawsze przystanęłam, aby ją podrapać za uchem, za co ona odwdzięczała się głośnym mruczeniem i ocieraniem. Czasami spędzałyśmy wiele godzin na wspólnej zabawie. Robiła mi psikusy, miauczała głośno do ucha, czasami służyłam za obiekt do ostrzenia jej pazurków. Pozwalała mi być w pobliżu swoich kociaków, byłam nawet przy jednym jej „koceniu się” i odbierałam małe. Kochałam jej dumną postawę, wdzięki z jakim się poruszała, te mądre oczy i brązową plamkę na pyszczku.
    Zniknęła podczas mojej nieobecności. Nikt nie wie, co się z nią stało – jednego dnia była, drugiego już nie. Nie miałam czasu się z nią pożegnać. Długo nie mogłam przeboleć jej odejścia i zastanawiałam się, gdzie jest, czy jeszcze żyje. Zdarzało mi się, że przystanęłam na ulicy, bo wydawało mi się, że widziałam ją, jednak przebiegający akurat kot nie był tym, którego tak bardzo chciałam zobaczyć. Żaden kot nie mógłby zastąpić mojej Gracenty. Była jedyna w swoim rodzaju.
    Wybieram: Wariant
    email: gracja313@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń