środa, 18 listopada 2015

"Sprawa Niny Frank" - Katarzyna Bonda

Wydawnictwo: Muza
 Cykl: Hubert Meyer (tom 1)
    Rok wyd:2015
Stron:416
Kraj:Polska
 No tak. Siedzę i myślę. Myślę i ...nic chyba nie wymyślę;p To moje pierwsze spotkanie z prozą pani Bondy. Szczerze mówiąc spotkanie bardzo wyczekiwane. I muszę przyznać, że niestety jestem dość mocno zawiedziona. Seria wychwalana, podobno lepsza od serii o Saszy. Niedługo się przekonam, bo właśnie zaczęłam czytać "Pochłaniacza". I aż się boję, bo skoro ta lepsza mnie zawiodła, to co będzie z tą gorszą? Przejdę jednak do rzeczy.

Hubert Meyer. Bardzo się ucieszyłam na myśl, że w polskim kryminale znajdzie się psycholog. Nie można powiedzieć, bo jego postać jest dobrze wykreowana. Hubert to facet, którego lubią kobiety i który tę sympatię odwzajemnia. Wnioskuję z tego, że jest przystojny i ma w sobie to coś. Meyer ma żonę i dwoje dzieci. Niestety jego małżeństwo właśnie się sypie. Profiler cały swój czas poświęca pracy, stawiając ją zawsze na pierwszym miejscu. Nie należy także do tych najwierniejszych, nic więc dziwnego, że żona ma dosyć takiego życia. Hubert jest dobry w tym co robi, nie ma zresztą konkurencji, bo jest jedynym profilerem w Polsce. Sprawę Niny Frank Hubert dostaje za karę. Przełożony wysyła go na dwutygodniowy "urlop" na wieś, do pozornie prostej sprawy. Sprawa okazuje się nie tak prosta jak myślał. I wszystko byłoby pięknie i ładnie, tylko po przeczytaniu całej książki zaczęłam się zastanawiać, po co tak właściwie Hubert był w tej sprawie potrzebny. Nie chcę spoilerować, więc nie napiszę dlaczego nasunęło mi się takie pytanie.

Nina Frank. Jej życie poznajemy z internetowego pamiętnika i jest to dobra strona książki. Na przykładzie Niny pokazane jest życie serialowych aktorów od kuchni. Jeżeli faktycznie tak wygląda, to dzięki Bogu, że nie mam talentu i ambicji. Po kolei poznajemy losy młodej dziewczyny, która pragnąc stać się sławna, po trochu stacza się na dno. Jej życie to koszmar, który kończy się tragiczną śmiercią. Nina zostaje pewnego dnia znaleziona we własnym łóżku. Ma zmasakrowaną twarz, pocięte ciało i butelkę między nogami. Ktoś musiał bardzo jej nienawidzić. Kandydatów do miana mordercy nie brakuje, bo przy swoim trybie życia Nina narobiła sobie sporo wrogów. Hubert musi zgłębić jej życie, by zawęzić krąg podejrzanych.

Postać, którą polubiłam najbardziej i która wydaje mi się najbardziej prawdziwa, to wiejski szef posterunku, Eugeniusz Kula. Facet początkowo sprawia wrażenie prostaka i gbura, jednak szybko okazuje się, że jest to dobry człowiek, który nie miał do tej pory okazji się wykazać. Ma sporo drobnych wad, dzięki którym jest bardzo ludzki. Świetnie zna swoje terytorium i ludzi tam zamieszkujących. Praca z Hubertem jest dla niego szansą, by nauczyć się czegoś nowego, z czego skwapliwie korzysta. Morderstwo mocno nim wstrząsnęło. Choć Nina nie wiodła sielskiego życia,  mieszkańcy wsi byli dumni z tego, że mieszka obok nich taka sława.

Powieść opiera się na jednym zabójstwie i poszukiwaniu mordercy w otoczeniu ofiary. Akcja jest równomierna, dość powolna. Rozbieramy na czynniki pierwsze życie Niny, typujemy kandydata na sprawcę przestępstwa i poznajemy sporo pobocznych bohaterów. Miejscem zdarzenia jest Mielnik, mała miejscowość położona nad Bugiem. Wieś jakich wiele, jeden kościół, sklep, biblioteka, posterunek policji, ludzie podatni na sugestie, żyjący życiem sąsiadów i łatwo wydający sądy.

Co mi nie zagrało? Ciężko to wyjaśnić bez wnikania w szczegóły, czego wolałabym uniknąć. Po pierwsze zasadność profilu tworzonego przez Huberta. Po drugie zupełnie nie rozumiem, po co autorka wprowadziła postaci wróżbitów. Po trzecie postać mordercy (nie mogę napisać nic więcej). Po czwarte zakończenie. Po co takie? Po piąte i ostatnie, trochę za dużo, jak dla mnie, było filozofowania, które do niczego nie prowadziło.
Co zabawne, wbrew pozorom, czytało mi się tę książkę całkiem dobrze:) Jako, że jest to debiut autorki, postanowiłam dać szansę innej jej książce i mam nadzieję się dobrze bawić. Styl pani Bondy jest lekki i przyjemny, podział na krótkie rozdziały sprawia,że książkę czyta się szybko. Wstawki z pamiętnika Niny są ciekawym przerywnikiem w prowadzonym śledztwie. Historia Niny mnie wciągnęła, jednak postać sprawcy sprawiła, że dla mnie książka straciła sens.
Pewnie się nieźle naraziłam fanom autorki:) Trudno. Ja właśnie tak odebrałam tę książkę.

Polacy nie gęsi...
Pod hasłem
Kapitan Żbik & Skandynawowie
Czytam opasłe tomiska
Videograf II;2011r

13 komentarzy:

  1. Mnie "Pochałaniacz" nie oczarował, choć czytało się dobrze. Jak do tej pory to jedyna książka pani Bondy jaką czytałam. Do "Sprawy Niny Frank" jakoś mnie nie zachęciłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w mniejszości, więc się za bardzo nie sugeruj moją opinią:)

      Usuń
  2. No muszę w końcu przeczytać coś Bondy!

    OdpowiedzUsuń
  3. W przypadku Bondy myślę, że zależy co kto lubi. Ja "Pochłaniacza" mam za sobą już dawno i mocno nad nim psioczyłam - książka owszem, dopracowana, ale mnogość wątków i postaci po prostu mnie przytłoczyła i zanudziła. W obliczu takiej reakcji "Sprawa Niny Frank" była miłą odmianą - ot, zwykły, sztampowy kryminał, niby nic niezwykłego, ale przyjemnie się czyta. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja przygodę z Bondą zaczęłam od środka, bo od " Tylko martwi nie kłamią" ( dla mnie świetna). Sprawę Niny Frank przeczytałam jako ostatnią z cyklu o Meyerze i dla mnie była najsłabszą.
    A "Cztery żywioły Saszy Załuskiej" jeszcze nie zaczęłam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Autorkę cenię coraz bardziej, muszę poznać i tę jej książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam jeszcze książek Bondy, ale na pewno niedługo to zmienię. zacznę jednak od innego tytułu, skoro jej debiut pozostawia tak wiele do życzenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam książek autorki, ale strasznie mnie ciekawią, ponieważ głośno o niej ostatnio.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam twórczości Bondy, więc nie będę polemizować na temat powyższej pozycji. Ale szkoda, że nie jesteś w pełni usatysfakcjonowana.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też jeszcze Bondę mam dopiero w planach.

    A ja poza tematem zapraszam do udziału w konkursie: http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2015/11/dzis-premiera-dziedzica-r.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, ejotku! Ja nie mam za grosz inwencji twórczej, więc konkurs jak dla mnie odpada;p Ale dzięki za zaproszenie i pamięć:)

      Usuń
  10. Tej nie czytałam, ale późniejsze z Meyerem tak- i tamte mi się b. podobały.

    OdpowiedzUsuń