środa, 30 marca 2016

"Marsjanin" - Andy Weir


Długo się zastanawiałam nad rozpoczęciem lektury tej książki. Głównie z uwagi na to, iż nie przepadam za powieściami, których akcja umiejscowiona jest w kosmosie. Przeraża mnie ten
kosmiczny techniczny żargon, z którego ni w ząb nic nie rozumiem:)
Tytuł oryginału:The Martian.
Wydawnictwo:Akurat
Tłumaczenie:Marcin Ring
    Rok wyd:2014
Stron:384
Kraj: Stany Zjednoczone

W końcu jednak, za sprawą filmu, który czeka na obejrzenie, postanowiłam książkę przeczytać. I nie powiem, nie było łatwo. Powieść wypełniona jest matematycznymi wyliczeniami chemicznych wartości, kosmicznych szybkości, biologicznego wzrostu i innymi przeróżnymi dziwnymi przeliczeniami prowadzącymi do tego, by główny bohater mógł jak najdłużej przeżyć. I przyznaję bez bicia, że gdyby nie znakomita kreacja głównego bohatera, książka wylądowałaby z powrotem na półce. Techniczne szczegóły mnie nudzą, nużą i wprawiają w przygnębienie, gdyż czuję się przez nie niedouczona i pozbawiona wyobraźni;p

Jak łatwo się domyślić akcja książki rozgrywa się głównie na Marsie, chociaż są też rozdziały poświęcone działaniom NASA na Ziemi oraz załodze statku kosmicznego, do której należał główny bohater.

Mark Watney w wyniku wypadku przy ewakuacji z Marsa, zostaje uznany za zmarłego i zostawiony na tej nieprzyjaznej dla człowieka planecie. Przez długi czas nikt nie ma pojęcia, że mężczyzna, dzięki przypadkowi oraz swojej zaradności, przeżył i stara się przetrwać aż do następnej misji na Marsa, czyli aż cztery lata. Niestety jego plany mają marne szanse, głównie poprzez brak aż takich ilości pożywienia. Jako biolog, próbuje nawet wyhodować w swojej bazie ziemniaki, co zresztą mu się udaje. Ale co on musiał zrobić, żeby one urosły! Każdy dzień Marka to walka. Walka i główkowanie nad tym, jak sprawić, by przeżyć. Kiedy udaje się w końcu nawiązać jakąkolwiek komunikację z Ziemią, życie Marka staje się już o wiele łatwiejsze. Już sama świadomość tego, iż ktoś wie o tym, co się stało, daje mężczyźnie dużą ulgę. Nie jest sam. Jednak czy uda się go uratować?



Przede wszystkim ogromnym plusem powieści jest kreacja Marka. To człowiek, którego nie da się nie lubić. Niesamowicie pomysłowy, czasami wręcz szalony, podejmuje ciągłe ryzyko, by dopiąć swego. Cierpliwy i bardzo odporny psychicznie a przy tym ratujący się ogromnym poczuciem humoru. Zabawny, wrażliwy, samokrytyczny. Jego przemyślenia niejeden raz doprowadziły mnie do śmiechu.
Drugim plusem jest narracja. Część poświęcona Markowi napisana jest w formie dziennika, dzięki czemu wnikamy do umysłu rozbitka i przeżywamy wraz z nim zarówno niepowodzenia, jak i triumfy. W pewnym momencie narracja zmienia się na trzecioosobową i obserwujemy wysiłki pracowników naziemnych, by wymyślić sposób na ściągnięcie Marka do domu. Jest też część poświęcona obsadzie statku kosmicznego, na którym powinien się on znajdować. Przeplatanie wątków i narracji sprawia, że akcja nabiera tempa i zostają wprowadzeni nowi bohaterowie.

"Marsjanin" może mnie nie zachwycił, w pewnym momencie nawet dość znudził, jednak nie mogłam się oprzeć chęci poznania poczynań głównego bohatera. Co prawda finał całej opowieści jest łatwy do przewidzenia, lecz dzięki Watneyowi i jego pomysłom, ciągnęłam do końca powieści. Co też on jeszcze wymyśli?
Autor nie ustrzegł się od zakończenia powieści w typowo amerykańskim stylu, czego się spodziewałam od początku. Nie ma to jak braterstwo krwi, współpraca w obliczu zagrożenia i bohaterskie postawy:) Ciekawa jestem jak wypadnie film w porównaniu do książki.

Nie żałuję lektury, chociaż jak pisałam wcześniej, elementy kosmiczne zupełnie mnie nie pociągają i "Marsjanin" tego nie zmienił. Natomiast Mark Watney jest bohaterem, dla którego warto przebrnąć przez całą opowieść.


Czytam fantastykę
Gra w kolory 

14 komentarzy:

  1. Uwielbiam "Marsjanina" :) Piszesz, że nie lubisz żargonu naukowo - technicznego w książkach? Nie próbuj czasem brać się za "Ślepowidzenie" Petera Wattsa, to powieść napisana takim technobełkotem, że "Marsjanin" przy niej jest prosty niczym podręcznik fizyki dla gimnazjum :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś tak wewnętrznie czuję, że to nie jest lektura dla mnie :( Pozdrawiam Pośredniczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo, że nie czytam fantastyki ani podobnych książek, to tę chciałabym przeczytać. Ciekawa historia z tymi próbami przetrwania na Marsie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w kinie na tym filmie, bardzo mi się podobał. Dlatego planuję w końcu przeczytać książkę, choć martwią mnie nużące momenty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie książka bardzo wciągnęła. Teraz mam w planach obejrzeć film.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Marsjanin" na pierwszy rzut oka wydaje się historią, która lepiej wypada na srebrnym ekranie niż na białym papierze ;-) Z drugiej strony, czytałam już sporo pozytywnych opinii o książce i kiedyś na pewno ją przeczytam - dla odmiany i mimo to, iż nie za często sięgam po takie "kosmiczne" opowieści.

    OdpowiedzUsuń
  7. aaaaaaaaa własnie sobie przypomnałam, że zapomniałam zrecenzować, a sama juz dawnooo temu przesłuchałam audiobooka "marsjanin" i jestem oczarowana tą historią :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chodziła za mną ta książka nie tak dawno temu, ale bałam się własnie tej technicznej ("kosmicznej") strony, widzę, że trochę jej tu jest...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam, ale z pewnością chciałabym poznać tę historię bliżej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po obejrzeniu filmu ta książka pociąga mnie dużo mniej - głównie dlatego, że film strasznie mnie wynudził. I za dużo w nim było właśnie tych typowo amerykańskich sygnałów, o których piszesz. Myślę, że odpuszczę sobie tę powieść.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka była wspaniała! Film niczego sobie, chociaż zakończenie zbyt hollywoodzkie :)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam i książka bardzo mi się podobała. Filmu jeszcze nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie książka leży na kupce do czytania już od kilku tygodni. podobnie, jak Ty mam identyczne obawy, czy nie okaże się zbyt powiedzmy przesiąknięta żargonem kosmicznym, czy nie okaże się przereklamowanym (w stosunku do filmu) gniotem... Twoja recenzja rozwiała kilka moich wątpliwości, ale z lekturą i tak jeszcze poczekam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiele osób zachęcało mnie do obejrzenia filmu jednak wolałem najpierw przeczytać książkę.Jednak chyba się przełamię i oglądnę go :)

    OdpowiedzUsuń