czwartek, 30 marca 2017

"Dziewczyna z Summit Lake" - Charlie Donlea

Wydawnictwo: Filia
Rok wyd:2016
Stron:416
Kraj: Stany Zjednoczone
"Dziewczyna z Summit Lake" to książka, która wzbudziła we mnie sprzeczne uczucia. Teoretycznie kryminał, który jednak z kryminałem nie ma za wiele wspólnego. Niby jest suspens, ale oczytany w kryminałach czytelnik poczuje lekkie rozczarowanie. Dochodzenie jest, tyle, że nie prowadzi go policja. A najlepsze jest to, że pomimo naprawdę wielu niedociągnięć, książkę czytało mi się bardzo dobrze, czyli właściwie powinnam być zadowolona. Ma w sobie to coś, co sprawiło, iż mimo prostej fabuły, niedopracowanego śledztwa i zbyt oczywistych rozwiązań, czytało mi się ją z leniwą przyjemnością. Bardzo lekki styl i swoboda przekazu oraz klimat małego miasteczka w połączeniu z dwuosiową narracją, która ma punkt styczny w chwili śmierci ofiary, sprawiają, że powieść jest bardzo fajna w odbiorze.



Becca przyjeżdża do letniego domku rodziców w Summit Lake, by zebrać siły przed egzaminami. Zrelaksowana, spokojna dziewczyna nie spodziewa się, że są to ostatnie chwile jej życia. Ktoś, komu Becca ufała, na widok kogo bardzo się ucieszyła, wtargnął do jej domu, okrutnie ją pobił, po czym zgwałcił i zostawił. Dziewczyna zmarła.
Tymczasem szef policji zostaje odsunięty od śledztwa a cała sprawa zostaje zamieciona pod dywan. W dwa tygodnie po morderstwie policja nadal nie wydaje żadnego oświadczenia, wszystkie dokumenty są utajnione i wygląda na to, iż nikt nie szuka sprawcy, co wydaje się dziwne zważywszy na pozycję ojca zabitej dziewczyny.
Kelsey początkowo nie ma ochoty przyjąć tego tematu, jednak po ostrych naleganiach szefa postanawia pojechać do miasteczka i rozeznać się w temacie. Niedawno dotknięta traumatycznymi przejściami reporterka szybko przekonuje się, że z zabitą dziewczyną wiele ją łączy i postanawia rozwikłać sprawę wbrew nawarstwiającym się przeciwnościom.

Minusem zdecydowanie jest prostota fabuły, chociaż nie przeszkadzałoby to tak, gdyby nie zbyt wiele pojawiających się ułatwień. Kelsey, jako obca osoba w dość hermetycznej społeczności, powinna być raczej przyjęta nieufnie. Tutaj jednak kobieta od razu zaprzyjaźnia się z barmanką, która jest źródłem wiedzy wszelakiej. Nie dość tego, odsunięty szef policji łamie wszelkie zakazy i udostępnia jej materiały ze śledztwa. A jakby tego było mało, to lekarz ze szpitala, w którym zmarła Becca, także postanawia złamać wszelkie zasady i pomaga Kelsey dotrzeć do utajnionych danych. Naciągane niesamowicie. Poza tym policja a właściwie jej brak. Tutaj nikt nie prowadzi śledztwa. Zabito młodą dziewczynę a nikt nawet nie kiwnie palcem, by znaleźć sprawcę. Hmmm...

I wierzcie mi lub nie, pomimo tych dość dużych wad, książkę czytało mi się naprawdę bardzo dobrze. Sprawę poznajemy w teraźniejszości poprzez śledzenie postępów Kelsey oraz zaczynając od czternastu miesięcy wstecz, poznajemy fakty z życia Becci, powody, dla których ktoś mógłby pragnąć jej śmierci. Taka narracja świetnie się tu sprawdza, napędza akcję i wzmaga napięcie. Autor nie bawi się w tworzenie wnikliwej psychoanalizy swoich bohaterów, jedynie pozwala nam patrzeć na wydarzenia z boku. Trzeba również przyznać, że jak na debiut, książka ma naprawdę dobry styl. Czyta się ją bardzo lekko, rozdziały są spójne, dialogi naturalne a opisy plastyczne. Powieść ma swój klimat, dzięki któremu lektura jest przyjemna, leniwa i wciągająca. Nie ma co liczyć na szybką akcję, wydarzenia wzmagające napięcie czy krwawe opisy. Nie. Tu wszystko toczy się swoim rytmem, jednostajnym lecz nie usypiającym.

"Dziewczyna z Summit Lake" to lekka lektura dla osób dopiero zaczynających przygodę z kryminałem. Doświadczony czytelnik tego gatunku może poczuć się mocno rozczarowany. Chociaż ja nie byłam, gdyż czytało mi się ją dobrze i postanowiłam przymknąć oko na wady. Niezobowiązująca, na góra dwa wieczory. Dobra do podróży, gdyż nie wymaga skupienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz