"Jestem już blisko.
Bardzo blisko.
Rudowłosa krzyczy na całe gardło. Rozśmiesza mnie to, przecież nikt jej tu nie może usłyszeć. Najbliższe domostwa znajdują się za lasem. Jesteśmy sami."
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wyd:2014
Stron:605
Kraj:Polska
Weronika rozpoczyna nowe życie. Właśnie się rozwiodła i wbrew zdrowemu rozsądkowi postanowiła wyprowadzić się z Warszawy. Zakupiła stary dworek do remontu, położony we wsi Lipowo na Mazurach, , porzuciła pracę psychologa i wraz z psem postanowiła spróbować w nowym miejscu.
Rodzina Kojarskich mieszka w posiadłości sąsiadującej z jej dworkiem. Senior, junior i ich żony. Najbogatsza, najbardziej wpływowa rodzina w okolicy. Jednak tylko na zewnątrz wygląda to różowo.
Paweł, Daniel, Marek i Rosół. Czterej pancerni, bez psa, za to z mamą Daniela na czele. Paweł maltretuje swoją żonę, Rosół ma wielkie problemy z nastoletnimi dziećmi. Wszyscy pracują jako policjanci na wiejskim posterunku, gdzie przewodzi Daniel.
Pewnego zimowego dnia, w tej spokojnej miejscowości, gdzie praktycznie nie ma większych przestępstw, na skraju drogi zostaje znalezione ciało martwej zakonnicy. Z pozoru wygląda na to, że ktoś ją potrącił samochodem i zbiegł z miejsca wypadku. W miarę badania sprawy okazuje się jednak, że było to morderstwo. Dlaczego ktoś zabił zakonnicę, skąd właściwie się ona tutaj wzięła? Nikt nie wie, kim ona jest ani po co przybyła. Kiedy w niedługim czasie zostaje popełnione drugie morderstwo, sprawa staje się poważna, a do pomocy tutejszym policjantom zostaje przydzielona komisarz Klementyna.
Fabuła książki wydaje się dość banalna, jednak muszę przyznać, że rozwiązanie mnie zaskoczyło. I to duży plus tej książki. Drugim plusem jest stworzenie dobrego opisu małego miasteczka, w którym ludzie żyją plotkami a za każdymi drzwiami chowają się sekrety. Nie doświadczyłam zbyt wielu wrażeń typu gęsia skórka, czy ciekawość wymagająca natychmiastowego zaspokojenia. Książkę czyta się całkiem dobrze, pomimo dość grubej zawartości czas przy lekturze się nie dłuży. Mamy trochę wątku romantycznego, trochę obyczajowego, no i oczywiście sprawę kryminalną, która sięga swymi mackami w przeszłość.
Co mnie w książce denerwowało, to nadmierne korzystanie z nazwisk i tytułów. Zamiast Weroniki, mamy Weronikę Nowakowską, i to za każdym razem. Zamiast Daniela - młodszy aspirant Daniel Podgórski. Po którymś z kolei razie staje się to denerwujące. Wprowadzona postać komisarz kryminalnej Klementyny Knopp tak działała mi na nerwy, że w pewnym momencie miałam ochotę zakończyć lekturę.
Ogólnie jest to dość sprawnie napisany kryminał, z obszernym wątkiem obyczajowym, sporą ilością bohaterów i ciekawą zagadką kryminalną. Może nie powala, ale jak na debiut, zdecydowanie warta uwagi.