poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Laura" - J.K. Johansson

"Coś gdzieś trzasnęło. Jakby ktoś nastąpił na gałąź i złamał ją. Miia przeczesywała wzrokiem gęstwinę drzew. Widziała tylko ciemność, która spowijała las grubą zasłoną. Musi znaleźć stąd wyjście. Nowy trzask. Miia wytężyła słuch i zmrużyła oczy. Na pewno rozległ się po jej lewej stronie."
Tytuł oryginału: Laura
Wydawnictwo:Literackie
 Cykl: Miasteczko Palokaski (tom 1)
  Rok wyd:2014
Stron:250
Kraj: Finlandia




Główną bohaterką książki jest trzydziestosiedmioletnia Miia, która powraca do rodzinnego miasteczka, by podjąć pracę szkolnego pedagoga. Wcześniej Miia pracowała w policji pomagając w poszukiwaniu przestępców internetowych. Internet stał się jej nałogiem. Wszelkie portale społecznościowe i fora przyciągają ją jak magnes. Kobieta postanawia więc wraz ze zmianą pracy pozbyć się swojego nałogu. Jednak nie bardzo jej się to udaje, gdyż już na samym początku swojej pracy ma do czynienia z zaginięciem nastolatki. Laura, która wprost rozpłynęła się w powietrzu, przypomina Mii o siostrze, która również zaginęła w tajemniczych okolicznościach będąc nastolatką. Jej siostry nigdy nie odnaleziono.
Wraz z Miią w szkole pracuje jej brat, Niklas, który jest psychologiem. Uwielbiany przez dzieciaki Psyche, w niedługim czasie staje się głównym podejrzanym w sprawie zniknięcia Laury. Okazuje się, że Niklas spędzał z dziewczyną wiele czasu podczas okresu letnich wakacji. Miia nie ma wyjścia, musi znaleźć dowody, które uniewinnią jej brata.

Co się stało z Laurą? W trakcie śledztwa wychodzą na jaw tajemnice dziewczyny, które szokują dorosłych.

A teraz o książce. Nie podobała mi się. Dlaczego? Po pierwsze trudno ją nazwać kryminałem. Niewiele tu typowego śledztwa, cała sprawę praktycznie rozwiązuje Miia z pomocą dawnych znajomych. Co do samej Mii, to jej życie wydało mi się strasznie puste. Kobieta żyje po to, by w wolnych chwilach siedzieć w internecie i uprawiać seks bez zobowiązań. Wolałabym poczytać o pracy policji, która tutaj wydaje się zupełnie nieudolna, niż o jej podbojach seksualnych. Chociaż muszę przyznać, że mimo to Miia wzbudziła moją sympatię. Po drugie wstęp jest lekko przydługi. Książka ma raptem 250 stron, a zaczyna się dziać coś ciekawszego dopiero po około setnej stronie:( Po trzecie kilka wątków jest niedokończonych. Wiem, że to jest pierwsza część trylogii i zapewne w dalszych częściach zostaną one wyjaśnione, ale jakoś mi to przeszkadzało. Poza tym tempo akcji....o przepraszam, tu praktycznie nie ma akcji. I nie ma klimatu, niestety.

Jedynym plusem, jaki znalazłam jest przekaz do nas wszystkich, o fatalnym wpływie portali społecznościowych na nasze życie. Żyjemy, by robić wpisy na Facebooku i zbierać lajki. Młodzi ludzie wolą siedzieć przed komputerem i stamtąd czerpać życiowe porady, niż porozmawiać z rodzicami. Zanikają więzi. I to jest prawda, ja też to widzę. Kilka wpisów może zniszczyć komuś życie! W książce jest to bardzo dobrze ukazane.
Niestety cała reszta jest mało wciągająca, nie trzyma w napięciu i bardziej przypomina powieść obyczajową, z tym, że bez rozbudowanych rysów psychologicznych postaci. Fanom książek kryminalnych raczej odradzam. Książkę czyta się szybko, ma krótkie rozdziały, jest lekka. Nadaje się dla odmóżdżenia, ale tylko pod warunkiem, że masz ochotę się trochę ponudzić. Na szczęście jest krótka, dlatego też nie zmarnowałam zbyt wiele czasu. Po drugą część raczej nie sięgnę.

Europa da się lubić
Czytam opasłe tomiska
W 200 książek dookoła świata
Kapitan Żbik & Skandynawowie
Czytam kryminały
Z literą w tle

8 komentarzy:

  1. Szkoda, że wątek kryminalny trochę leży, ale przesłanie bardzo na czasie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że mamy naprawdę podobne odczucia do tej książki. Niestety, nie okazała się najlepszą lekturą :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak tak, czytałam, że nic szczególnego...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jest to pierwsza negatywna recenzja tej książki, z jaką się spotykam. Cieszę się, że nie skusiłam się na ią na początku, bo mój entuzjazm zdecydowanie od tego czasu opadł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się. Książka jest tak marna, że aż boli. Już dawno tak mocno nie skrytykowałam żadnej książki jak właśnie "Laury". :/ Kilka zdań na jej temat pojawi się u mnie na blogu już niebawem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozbawił mnie ostatni akapit. Grunt to trzeźwe patrzenie ;) ;) Szczęśliwego Nowego Roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) I wzajemnie, baw się dobrze:)

      Usuń