piątek, 27 marca 2015

"Ofiary z Martebo" - Anna Jansson

" Gdyby tylko tego sobotniego wieczoru telewizja miała w ramówce jakiś ciekawy romans, Mona Jacobsson nigdy nie zostałaby oskarżona o współudział w morderstwie. Prawdopodobnie też nigdy nie zostałaby ukąszona przez żmiję."
Tytuł oryginału: Silverkronan.
Wydawnictwo: Dolnośląskie
    Rok wyd:2014
 Cykl: Maria Wern (tom 4)
Stron:308
Kraj:Szwecja
Pewnej nocy Mona Jacobsson wychodzi z domu i staje się świadkiem morderstwa. Zna sprawcę i chociaż jest w szoku, postanawia mu pomóc zatuszować zbrodnię. Ofiarą jest jej mąż Wilhelm, z którym Mona nie miała łatwego życia. Kim jest dla niej sprawca, że ryzykowała wszystko, by mu pomóc?

Gotlandia. Martebo. Czas wakacji. Czas, kiedy mała wyspa na Bałtyku staje się atrakcją turystyczną a wydarzenia kulturalne przyciągają rzesze ludzi. Czas, kiedy siły policyjne zostają wzmocnione przez funkcjonariuszy na co dzień pracujących na stałym lądzie. Jednym z takich policjantów jest Maria Wern, która przyjęła tę posadę, by zapewnić rodzinie wakacje. Kiedy znajomy Wilhelma zgłasza jego zaginięcie, to właśnie Maria dostaje tę sprawę. Początkowo zaginięcie Wilhelma nie jest traktowane zbyt poważnie. Mężczyzna mógł chcieć zniknąć. Mógł się zabić. Mógł się zdarzyć wypadek. Póki nie ma ciała, nie ma zbrodni. Lecz wkrótce mali chłopcy znajdują w wodzie palec. Palec Wilhelma.

Historia opowiedziana w książce potwornie mnie nudziła. Niestety, nie mogę napisać nic innego. Kompletnie nie przypadł mi do gustu styl autorki. Było monotonnie, niemrawo, żmudnie. Spora ilość bohaterów w połączeniu  z trudnymi nazwiskami sprawiała, że ciężko było się rozeznać, kto jest kim, z kim i gdzie. Ponadto trwały akurat przeróżne wydarzenia kulturalne, w których Maria koniecznie musiała uczestniczyć. Opisy tych wydarzeń zajmują przynajmniej jedną trzecią treści książki i co najśmieszniejsze, są chyba najciekawszą częścią książki. Sporo się można dowiedzieć o historii Gotlandii, tradycji, starym prawie. Śledztwo natomiast ciągnie się niemiłosiernie. Akcja jest prawie zerowa. główna bohaterka Mona jest postacią smutną, sponiewieraną przez los i brnącą prosto w szpony Marii. Powieść jest typową przedstawicielką kryminału skandynawskiego, w którym o wiele ważniejsze od zagadki kryminalnej jest tło społeczne. I tło jest tu całkiem nieźle zarysowane, natomiast ja nie poczułam klimatu wakacji spędzanych na Gotlandii. Na plus trzeba zaliczyć nieprzewidywalność, gdyż autorce udaje się skutecznie zwodzić czytelnika co do osoby mordercy.Zmęczyłam się jednak tą książką i byłam szczęśliwa, że ma dość niewielką objętość. Po następne części przygód Marii nie będę sięgała.
Żródło

Czytamy literaturę skandynawską i islandzką
Czytam opasłe tomiska
W 200 książek dookoła świata
Wyzwanie biblioteczne
Kapitan Żbik & Skandynawowie

8 komentarzy:

  1. Szkoda, że książka nie jest porywająca, bo chciałam rozpocząć przygodę z autorką. Cóż... Chyba sobie ją jednak odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja lubię tę serię, bo ostatnio rozsmakowałam się w łączeniu kryminału z dramatem. Zwykłe, suche śledztwa przestały mi już wystarczać (w większości przypadków). No i dodatkowym smaczkiem prozy Jansson jest zimny klimat i dająca się lubić główna bohaterka;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedną książkę tej autorki czytałem. I zgodzę się z Buffy - połączenie kryminału z dramatem to coś, co może się podobać :) Na pewno kiedyś sięgnę. Jeśli znów mi się spodoba, znaczy że ta formuła do mnie trafia w samą dziesiątkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że tak słabo, bo opis książki mnie zaintrygował. Jednak biorąc pod uwagę wszystko, o czym wspomniałaś, nie sądzę, by to była książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nie wiem, czy chciałabym po tę książkę sięgnąć. Wygląda na interesującą, ale te opisy trochę mnie odstraszają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że tak słabo wypada, nie czytałam nic tej pisarki i widzę, że niewiele straciłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny blog !
    obserwuję i liczę na rewanż
    www.zakladkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Te opisy mnie zaciekawiły. Jak wpadnie mi w ręce to jednak przeczytam.

    OdpowiedzUsuń