czwartek, 28 kwietnia 2016

"Gwiezdny motyl" - Bernard Werber

Tytuł oryginału:Le papillon des etoiles.
Wydawnictwo:Sonia Draga
Tłumaczenie:Joanna Kluza
    Rok wyd:2009
Stron:272
Kraj: Francja
"Gwiezdny motyl" to nazwa statku kosmicznego gigantycznej wielkości, mogącego pomieścić ponad sto tysięcy osób. Wizję stworzenia takiego pojazdu przekazał Yvesowi ojciec, który podobnie jak on, kochał kosmos. Niestety Agencja Kosmiczna odrzuciła projekt Motyla, uważając, iż zbudowanie takiego statku nie leży w ich możliwościach. Na szczęście dla naukowca, jego wizją zainteresował się znany, lecz umierający milioner, który postanowił sfinansować to ogromne przedsięwzięcie. I tak po kilku latach Gwiezdny motyl jest gotowy do drogi. Wyselekcjonowani kandydaci z całego świata zaludniają statek, by w ciągu 1200 lat przemierzać kosmos w poszukiwaniu planety nadającej się do zamieszkania. Planeta namierzona przez Yvesa podobno ma zbliżone parametry do Ziemi. Oczywistym jest, że do celu dobrnie piąte lub szóste pokolenie podróżników. Nadzieją wynalazcy jest zmiana ludzkiego postrzegania świata. Myśli, iż wybrańcy skorzystają z szansy, by na nowej planecie wieść życie pozbawione egoizmu, strachu i przemocy.

Dlaczego Yves postanowił uciec z Ziemi? Przerażało go każde włączenie wiadomości. Wszędzie widzi tylko terror, głód, klęski żywiołowe. Ludzie niszczą siebie i całą planetę. Dochodzi jeszcze do tego poczucie winy, z jakiego nie może się otrząsnąć po tym, gdy w w wyniku wypadku zniszczył życie znanej i utalentowanej żeglarce. Ta młoda kobieta, wiodąca do tej pory życie w ciągłym biegu, nie potrafiąca usiedzieć w miejscu, wciąż szukająca nowej dawki adrenaliny, w jednej sekundzie staje się poruszającą na wózku, pozbawioną wszelkiej nadziei osobą. Pełna wigoru kobieta zamienia się w użalające się nad sobą, obżerające się, pijące, nadużywające środków nasennych i uspakajających stworzenie. Jej nienawiść do Yvesa jest tak wielka, że początkowo odrzuca propozycję nawigowania statkiem kosmicznym.



"Gwiezdny motyl" to powieść niewielka, napisana krótkimi rozdziałami, stylem przypominająca pamiętnik lub relację z poczynionych przygotowań. Język przekazu jest prosty i pozbawiony technicznych terminów. Historia jest fantastyczna od początku do końca,  chociaż daje sporo do myślenia o społeczności zamieszkującej Ziemię a także o jej genezie. Pomysł statku w kształcie motyla, żeglującego w kosmosie przy pomocy żagli o rozpiętości 10km, mającego 32 km. długości i posiadającego ogromne kopuły, w których ludzie mogą imitować życie na ziemi jest oczywiście absurdalny, czasami zakrawa wręcz na śmieszność.Jednak w książce nie chodzi o techniczną wiarygodność lecz o to, czy jest możliwe, by ludzie się zmienili, by uczyli się na własnych błędach, by potrafili stworzyć od podstaw życie na innej planecie. Przez te 1250 lat żeglugi kosmicznej autor krótko przedstawia nam kolejne pokolenia i to, co się dzieje na statku. Wnioski wyciągamy sami i nie są one pomyślne dla ludzkości.

Początkowo byłam rozbawiona, później się wciągnęłam i byłam naprawdę ciekawa, jak skończy się ta historia. Przyznam, że powieść bardzo mi się spodobała. Lekki język, ciekawa historia i smutne refleksje.



Pod hasłem
Czytam fantastykę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz