sobota, 22 kwietnia 2017

"Zaginięcie" - Remigiusz Mróz

Z książkami Pana Mroza różnie to u mnie bywa. Jedne mnie wciągają mocniej, inne mniej, jednak nigdy nie było tak, bym była całkiem niezadowolona. To przede wszystkim dobra, lekka rozrywka. Serię z Chyłką i Zordanem traktuję typowo rozrywkowo, gdyż czytam ją przede wszystkim dla zgryźliwych dialogów.
Wydawnictwo: Czwarta Strona
    Rok wyd:2015
Cykl: Joanna Chyłka (tom 2 )
    Stron:512
Kraj: Polska
W środku nocy Joanna Chyłka dostaje telefon od znajomej sprzed lat. Z letniskowego domku zniknęła jej ponad trzyletnia córeczka. Z braku śladów i podejrzanych głównymi sprawcami według prokuratury stają się rodzice dziecka. Chyłka wyrusza więc do wsi Sajenko, po drodze zgarniając swojego aplikanta Kordiana Oryńskiego. Przekonana o winie swoich klientów Chyłka dołoży wszelkich starań, by uniknęli kary. Prosta z pozoru sprawa znacznie się jednak komplikuje, gdy na jaw wychodzą pewne fakty.



Chyba każdy, komu podobał się tom pierwszy serii z Chyłką i Zordanem, kibicował tej parze i miał nadzieję na jakąś romantyczną historię pomiędzy nimi. Czy na oddalonej od znanego im świata prowincji, zdani tylko na siebie i walczący z przeciwnościami adwokaci wreszcie dadzą czytelnikowi to, czego wyczekuje?

Jak większość powieści autora, tak i "Zaginięcie" składa się głównie z dialogów i akcji. Sprawia to, iż pomimo sporych gabarytów, przez książkę się przemyka w zastraszającym tempie. Cięte riposty urozmaicają lekturę i poprawiają humor. Szczerze mówiąc, choć na papierze ją uwielbiam, w realu Chyłka byłaby osobą, którą omijałabym z daleka. Byłam nawet zdziwiona, gdyż tutaj ukazała swą ludzką twarz. Chyba przeciwności losu jej posłużyły.

Co do samej fabuły, autor próbuje mącić i kręcić, jednak udało mi się mniej więcej odgadnąć przebieg zdarzenia, choć oczywiście nie do końca. Sporo tu zamieszania i mylących tropów. Pojawia się dodatkowy trup, mamy przemytników tytoniu z Białorusi, wypadek samochodowy, no i oczywiście rozprawy.  W tej sprawie nic nie idzie tak, jak chciałaby Chyłka. Sama zagadka kryminalna nie porwała mnie tak, jak w "Kasacji", pomimo to czytałam z przyjemnością.
Denerwowało mnie natomiast to, że tak naprawdę nikt nie szukał dziecka. Ja rozumiem, że uznano rodziców za winnych, chociaż nie było właściwie żadnych dowodów ich winy, ale czy tam nikt nie wziął pod uwagę, iż mogą się mylić? Że jednak ktoś to dziecko porwał? Jeśli tak pracują organy ścigania, to mam nadzieję nigdy nie mieć potrzeby się z nimi stykać.

Podsumowując, "Zaginięcie" spełniło moje oczekiwania. Chciałam lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej, i to właśnie dostałam. Plus niezły ubaw.

Mini czelendż

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz