wtorek, 19 listopada 2013

"Złodziej dłoni"- J. T. Ellison

"-Proszę tego nie robić- szeptała, jakby się modliła. -Proszę tego nie robić.
Znowu. Na ustach dziewczyny pojawiły się bańki powietrza, wydawało się, że słowa ześlizgują się jej z języka."
Taylor Jackson i John Baldwin to para, która razem może wszystko. Ona jest najmłodszą kobietą porucznikiem w Nashville. On jest jednym z najlepszych analityków FBI. Poznali się kilka miesięcy wcześniej przy prowadzeniu innej sprawy, w której Taylor odniosła poważne rany. Łączy ich miłość i pasja do pracy. Tym razem mają nie lada orzech do zgryzienia. Na terenie różnych stanów znajdowane są kolejne zamordowane kobiety, pozbawione dłoni. Przy ich zwłokach policja natrafia na dłoń poprzedniej ofiary. Jedna znaleziona, jedna zaginiona. Pozornie nic ich nie łączy. Policja nie jest w stanie namierzyć Dusiciela z Południa, jak nazwała go prasa, a panika zatacza coraz szersze kręgi. W między czasie trwa śledztwo w sprawie gwałtów popełnianych przez Słotnika, który co jakiś czas, zawsze w czwartek, zawsze w czasie deszczu, napada na kobietę w jej własnym domu, gwałci i wychodzi. Ostatnią ofiarą gwałtu staje się policjantka prowadząca dochodzenie w jego sprawie. Taylor przejmuje jej dochodzenie pragnąc wspomóc przyjaciółkę.

"Obejrzał się przez ramię na kanapę samochodu. Lśniące, brązowe oczy spoglądały na niego z wrogością. Nie dała się zastraszyć, o nie. Ciekawe jak się poczuje jego nowa dziewczyna, kiedy przykryje ją swoim ciałem, kiedy zabraknie jej tchu w piersiach. Poczuł, jak po jego lędźwiach rozpływa się przyjemne ciepło, językiem zwilżył wargi.
Pół godziny później gniewne oczy już nie wypalały dziury w jego mózgu."

Książkę pochłania się błyskawicznie. Napisana lekkim językiem, zaopatrzona w wartką akcję, w której trup ściele się naprawdę gęsto, przy tym posiada całkiem sympatycznych bohaterów. Nie jest to jednak mocny kryminał trzymający cały czas w napięciu. Jest to raczej lekkie czytadło dla osób, które lubią kryminały ale boją się zbyt drastycznych scen. Jak dla mnie zbyt przewidywalna, za mało rozbudowany opis psychiki mordercy. Zakończenie nie było dla mnie żadną niespodzianką a ujęcie mordercy za mało spektakularne.  Nie powiem, żebym się nudziła, ale spodziewałam się mocniejszych wrażeń.
Styl autorki bardzo przypomina pisarstwo Spindler, więc zachęcam osoby, które lubują się w jej książkach:)