piątek, 15 listopada 2013

"Ceremonia"- Janusz Koryl

"Nikt nie protestował. Żadna ze stojących dookoła osób nie kiwnęła palcem, żeby oszczędzić mężczyźnie straszliwych męczarni. Jakby to była scena z filmu, a krzyż z przybitym do niego człowiekiem stanowił fragment mrocznej dekoracji. 
Jednak to nie był film. Mięśnie rwały niemiłosiernie. Cierpienie było prawdziwe. Z dłoni i stóp przebitych gwoździami sączyły się strużki krwi.
- Boże...Boże...-szeptał żałośnie ukrzyżowany."

Ten cytat pochodzi z prologu i muszę przyznać, że nieźle mnie zaintrygował. Taki początek, myślę sobie, to ciekawe co będzie w środku.
Akcja książki rozgrywa się w małej wsi Polana położonej w bieszczadzkich lasach. Wieś liczy sobie stu mieszkańców, posiada kościół, sklepik i nic więcej. Ludzie żyją tutaj biednie ale bogobojnie. Tutejszy proboszcz zawładnął cała społecznością, która z pełnym fanatyzmem poddaje się jego woli, pozwalając co roku w Wielki Piątek, ukrzyżować jednego z mieszkańców wioski. Jednak ktoś się wyłamał. Ktoś z nich ujrzał zło, jakie się tutaj dzieje i wysłał list do redakcji rzeszowskiej gazety. Tym sposobem główny bohater książki, Rafał, dziennikarz tejże gazety, zostaje wysłany do Polany w celu zbadania sprawy. Na początku jest pełen sceptycyzmu. Nie wierzy, by w tych czasach, gdziekolwiek, bez żadnych konsekwencji, można było ukrzyżować człowieka. I to w dodatku na oczach całej wsi, za jej przyzwoleniem. Nie mieści mu się to w głowie. Do czasu, aż znajduje groby trzech mężczyzn, z datami śmierci pokrywającymi się z datami trzech ostatnich Wielkich Piątków. Na pobliskim wzgórzu znajduje trzy drewniane krzyże. Wdowa po jednym z zamordowanych pokazuje mu zdjęcie męża na krzyżu. Atmosfera się zagęszcza, zwłaszcza, że do najbliższej ceremonii pozostało tylko kilka dni. Kto będzie ofiarą? Jak odbywa się dobór kandydatów do ukrzyżowania? I czy to naprawdę możliwe, żeby nikt z tym nic nie zrobił? W efekcie swojego śledztwa Rafał sam staje się kandydatem. 

Książka jest króciutka, niecałe dwieście stron, które można połknąć za jednym podejściem. Zwłaszcza, że historia wciąga. Autor pokazuje jak łatwo można zawładnąć tłumem, jak zaciemnić obraz i sprawić, by ludzie widzieli to, co chcesz, by zobaczyli. Jak zmanipulować dowody, by uniknąć kary. Jak ze zwykłego człowieka łatwo zrobić wariata. 
Podobała mi się ta historia i podobał mi się sposób jej przekazu. Duszna atmosfera nawiedzonej wioski, która z pozoru wygląda tak zwyczajnie. Bać się nie bałam, natomiast bardzo byłam ciekawa zakończenia.
Nie jest to typowy kryminał, gdyż policji prawie tutaj nie widzimy. Całe śledztwo jest typowo reporterskie, na wariackich papierach i zakończone....przeczytajcie sami:)