poniedziałek, 3 lutego 2014

"Jezioro krwi i łez"- James Thompson

"- Fillipov została wielokrotnie uderzona tępym narzędziem. Ma roztrzaskane czoło. Lewe ramię złamane zaraz powyżej łokcia. Przez skórę wystaje kość. Klatka piersiowa spłaszczona z prawej strony, co sugeruje wgniecenie licznych żeber. Nic w tym pomieszczeniu nic nie wydaje się wystarczająco ciężkie albo twarde, żeby zadać takie obrażenia."

W części drugiej inspektor Vaara trochę lepiej się spisał. Nie jest już wielkim, sympatycznym niedźwiedziem, lecz pokazał trochę pazura. Pracując nad rozwiązaniem morderstwa żony rosyjskiego biznesmena trafia na poletko sado-maso-erotycznych zabaw, odbywających się na dość wysokim politycznym szczeblu. Jednocześnie prowadzi też sprawę dotyczącą drugiej wojny światowej i roli fińskiego bohatera, jaką odegrał w mordowaniu rosyjskich jeńców. Kari Vaara próbuje jednocześnie prowadzić te dwie sprawy, opiekować się ciężarną żoną, gościć jej rodzeństwo i opanowywać potworne bóle migrenowe. W między czasie wraz ze swoim młodym partnerem zostają okrzyknięci bohaterami, za uratowanie dziecka przed szaleńcem terroryzującym szkołę specjalną.
Akcja książki dzieje się tym razem w Helsinkach, gdzie na prośbę żony przenieśli się rok temu.Vaara nie jest zachwycony swoją pracą w wydziale zabójstw. Czuje się odsunięty i nielubiany. Kiedy więc trafia się okazja do prowadzenia sprawy zabójstwa, przyjmuje je z wielką chęcią. Sprawa na pozór prosta, komplikuje się a chociaż Kari jest przekonany, że wie, kim jest morderca, to od tego daleko jeszcze do udowodnienia winy.
Sprawa Arvida Lahtinena - dziewięćdziesięcioletniego bohatera narodowego oskarżonego o zbrodnie wojenne, staje się dla Vaary sprawą osobistą, gdy przekonuje się, że jego dziadek pracował razem z Arvidem. Co ciekawe obie sprawy w końcu się połączą. I za ten zabieg duży plus, bo było to dla mnie wielkim zaskoczeniem.
Podobnie jak w części pierwszej, ta część również funduje nam sporo wiedzy na temat Finlandii.  Dość dokładnie poznajemy rolę Finlandii podczas II wojny światowej a nawet wcześniejsze jej dzieje. 

Na minus zapisuję znowu błędy w wydaniu, gdyż znalazłam tutaj takie same literówki. Styl autora się nie zmienił. Zdania nadal są krótkie i bardziej przypominają relację. Tym razem jednak książka ma większy dynamizm, lepszy klimat i zaskakujące rozwiązanie. Zdecydowanie lepsza od "Aniołów śniegu", jednak jak dla mnie jest to nadal średniawka. Aż się boję, bo mam jeszcze część trzecią, która ma chyba najgorsze recenzje z całej trójki:) Pożyjemy, poczytamy, zobaczymy:D


10 komentarzy:

  1. Podziwiam za systematyczność w czytaniu "średniawek", ale Bogiem a prawdą mam podobnie, jakoś nie umiem zakończyć po pierwszym tomie, no chyba że jest totalną porażką. Teoretycznie cykl ten wydaje się ciekawy, ale nie wiem czy mam zdrowie na czytanie przeciętnych historii.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja zaczęłam I część kupioną na wyprzedaży i szczerze odłożyłam po ok. 100 stronach, nie dałam rady. Może kiedyś wrócę do książki, ale nie szybko. Podziwiam za wytrwałość:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo różnych opinii, nadal ciekawi mnie ten autor. Fajnie, że spróbowałaś z jego drugą pozycją, mimo że wcześniejsza wypadła średnio. Wiele osób po pierwszym rozczarowaniu skreśla autorów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię słowo średniawka, naprawdę wiele wyjaśnia. A do książki aż tak bardzo mnie nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Amber wręcz słynie z kiepskiej korekty... Thompson nie powalił mnie jakoś szczególnie swoimi powieściami, ale nie są one tragiczne, więc dla świętego spokoju przeczytam ostatnią część trylogii, czyli "Biel Helsinek" :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam, że czasem jest potrzebna taka średniawka. Przeczytałabym ze względu na samą okładkę: i niebiesko, i zimno ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. mimo lepszej recenzji niż poprzednia część nie sięgnę po tę książkę, ale czekam co napiszesz o tej "najgorszej" części;P

    OdpowiedzUsuń
  8. To wydawnictwo "cieszy się" renomą, która udowadnia, że mają błędy w tłumaczeniu i korekcie, więc szkoda, że i w tych nowych książkach tego nie dopilnowują. Pewnie wszystko jest robione najmniejszym kosztem, a biedni tłumacze i tak dostają za to grosze. Brutalna prawda.

    P.S. Recenzja dodana do wyzwania.
    P.S.2. Czy mogłabyś zagłosować na mnie w konkursie na Blog Roku? :) Więcej informacji u mnie na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  9. widzę, że książka szału nie robi, więc nie będę się rozglądać za pierwszą częścią :)

    OdpowiedzUsuń