"- Fillipov została wielokrotnie uderzona tępym narzędziem. Ma roztrzaskane czoło. Lewe ramię złamane zaraz powyżej łokcia. Przez skórę wystaje kość. Klatka piersiowa spłaszczona z prawej strony, co sugeruje wgniecenie licznych żeber. Nic w tym pomieszczeniu nic nie wydaje się wystarczająco ciężkie albo twarde, żeby zadać takie obrażenia."
W części drugiej inspektor Vaara trochę lepiej się spisał. Nie jest już wielkim, sympatycznym niedźwiedziem, lecz pokazał trochę pazura. Pracując nad rozwiązaniem morderstwa żony rosyjskiego biznesmena trafia na poletko sado-maso-erotycznych zabaw, odbywających się na dość wysokim politycznym szczeblu. Jednocześnie prowadzi też sprawę dotyczącą drugiej wojny światowej i roli fińskiego bohatera, jaką odegrał w mordowaniu rosyjskich jeńców. Kari Vaara próbuje jednocześnie prowadzić te dwie sprawy, opiekować się ciężarną żoną, gościć jej rodzeństwo i opanowywać potworne bóle migrenowe. W między czasie wraz ze swoim młodym partnerem zostają okrzyknięci bohaterami, za uratowanie dziecka przed szaleńcem terroryzującym szkołę specjalną.
Akcja książki dzieje się tym razem w Helsinkach, gdzie na prośbę żony przenieśli się rok temu.Vaara nie jest zachwycony swoją pracą w wydziale zabójstw. Czuje się odsunięty i nielubiany. Kiedy więc trafia się okazja do prowadzenia sprawy zabójstwa, przyjmuje je z wielką chęcią. Sprawa na pozór prosta, komplikuje się a chociaż Kari jest przekonany, że wie, kim jest morderca, to od tego daleko jeszcze do udowodnienia winy.
Sprawa Arvida Lahtinena - dziewięćdziesięcioletniego bohatera narodowego oskarżonego o zbrodnie wojenne, staje się dla Vaary sprawą osobistą, gdy przekonuje się, że jego dziadek pracował razem z Arvidem. Co ciekawe obie sprawy w końcu się połączą. I za ten zabieg duży plus, bo było to dla mnie wielkim zaskoczeniem.
Podobnie jak w części pierwszej, ta część również funduje nam sporo wiedzy na temat Finlandii. Dość dokładnie poznajemy rolę Finlandii podczas II wojny światowej a nawet wcześniejsze jej dzieje.
Na minus zapisuję znowu błędy w wydaniu, gdyż znalazłam tutaj takie same literówki. Styl autora się nie zmienił. Zdania nadal są krótkie i bardziej przypominają relację. Tym razem jednak książka ma większy dynamizm, lepszy klimat i zaskakujące rozwiązanie. Zdecydowanie lepsza od "Aniołów śniegu", jednak jak dla mnie jest to nadal średniawka. Aż się boję, bo mam jeszcze część trzecią, która ma chyba najgorsze recenzje z całej trójki:) Pożyjemy, poczytamy, zobaczymy:D