poniedziałek, 17 lutego 2014

"Poza czasem"- Alexandra Monir

Michele Windsor ma siedemnaście lat, mieszka z mamą w Los Angeles, posiada dwie najlepsze przyjaciółki i właśnie leczy się ze związku z Jasonem, który zostawił ją dla innej. Jej relacje z mamą są bardzo dobre. Pomimo tego, że Michele nigdy nie poznała ojca, że od zawsze są tylko we dwie, mama jest jej przyjaciółką, powierniczką, pocieszycielką. Dlatego też nagła śmierć matki jest dla Michele wielkim wstrząsem. Tym większa jest jej rozpacz, kiedy okazuje się, że musi się przeprowadzić do Nowego Jorku i zamieszkać z rodzicami matki. Z dziadkami, których nigdy nie widziała, z którymi jej mama zerwała kontakt, gdy nie zaaprobowali jej związku z ojcem Michele. Tak więc dziewczyna musi zostawić przyjaciółki, szkołę i zacząć wszystko od nowa. W zamku. Bo chyba nie da się inaczej nazwać posiadłości Windsorów. Zaskoczona dziewczyna ma trudności z odnalezieniem się w miejscu, w którym jest pełno służby, a do szkoły wozi ją szofer.
Michele ma jeszcze inny problem. Nawiedzają ją sny, w których widzi siebie wraz z nieznanym jej chłopakiem. Czuje, że jest to ktoś dla niej wyjątkowy, jednak wie również, że jest to tylko wytwór jej snów. We śnie Michele ma na szyi zawieszony kluczyk w kształcie krzyża. Jakież jest jej zdziwienie, kiedy taki sam klucz otrzymuje po śmierci matki wraz z listem i medalionem.  Pewnego wieczoru, kiedy dziewczyna rozgląda się po swoim nowym domu, znajduje szafkę. A czym może otworzyć szafkę? Oczywiście swoim nowym kluczykiem:) Znajduje tam pamiętnik swojej praprababci. I nagle kartki pamiętnika zaczynają ją wciągać, świat wiruje, zmienia się, a zdziwiona Michele  znajduje się w 1910 roku. Co będzie dalej?

Świat wykreowany przez autorkę jest bardzo spójny i dokładny. Epoki przez jakie przewija się Michele są dokładnie odzwierciedlone i oddają ich klimat. Natomiast sama historia jest bardzo przewidywalna. Nie było w książce nic, co by mnie w jakiś sposób zaskoczyło. Zdarzenia przewidywałam ze sporym wyprzedzeniem, dlatego też książka mnie zbytnio nie wciągnęła. Oczywiście powieść ma swój urok, jest napisana fajnym językiem, opowiada bardzo ładną historię miłosną. Jako że jest przeznaczona dla młodszego czytelnika, nie mam absolutnie żadnych "ale", bo podejrzewam, że gdybym czytała książkę mając naście lat, to byłabym zachwycona.
"Poza czasem" to  paranormal romance, lektura typowo młodzieżowa, jednak starszy czytelnik mający ochotę na oderwanie się od rzeczywistości, lekko przymykając oko, może się również w książce odnaleźć.

Ja niestety po tej lekturze doszłam do wniosku, że jestem już naprawdę stara:(

Book-Trotter
Czytam fantastykę
Czytam literaturę amerykańską
Wyzwanie biblioteczne

10 komentarzy:

  1. A mnie ta książka zauroczyła mimo, iż dawno skończyłam ,,naście'' lat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,wiem, czytałam Twoją recenzję:) Wiedziałam, że to napiszesz:D

      Usuń
  2. Fabuła zapowiada się bardzo ciekawie :) z chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam straszną ochotę poznać książkę :) okładka bardzo magiczna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Historię miłosna? No nie!
    Fuj... xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie oczekuję tej pozycji <3
    Zamówiłam sobie <3
    Świetna recenzja! :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :* :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, z rok temu przeczytałabym ją z chęcią, ale takie lektury ostatnio mi się przejadły. Może kiedyś do nich wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Paranormal romance? Podziękuję;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba powoli wyrastam z takich klimatów... Ale recenzja fajna :)

    OdpowiedzUsuń