sobota, 17 stycznia 2015

"Przebiśniegi" - A.D. Miller

"- Podle się czuję - powiedziałem, odsuwając talerz. - Wczoraj zabalowałem z Maszą. Chyba już pójdę. Przepraszam. Musimy to kiedyś powtórzyć.
- Wszyscy tak się czujemy. - Steve zerknął na kelnera, uniósł brew i postukał palcem w kieliszek. - To ta pierdolona Rosja. Wóda. Spaliny. Gówniane jedzenie. Te ich zasrane samoloty. Syf, który spada z nieba podczas deszczu; lepiej nie myśleć, co to. Rosja jest jak polon. Od razu atakuje cały organizm."
Tytuł oryginału: Snowdrops.
Wydawnictwo: Świat Książki
    Rok wyd:2011
Stron:221
Kraj:Wielka Brytania
"Przebiśniegi" to książka, która wprawiła mnie w lekkie zakłopotanie. Zupełnie czego innego się spodziewałam, zwłaszcza, że na okładce stoi jak byk "obezwładniający, wyrafinowany thriller" a otrzymałam lekką opowieść o życiu w Moskwie po pierestrojce widzianą oczami pewnego prawnika.

Nicholas przyjechał do Rosji dwa lata wcześniej. Pracuje jako prawnik doradzający bankom w sprawach udzielania kredytów dla firm. Jego życie składa się, oprócz pracy, z wiecznego balowania i poznawania uroków życia w kraju, który zachłystuje się dostępem do zachodnich produktów i zachodniego stylu życia. Rosja ukazana przez Nicholasa to kraj, w którym nigdy nie chciałabym się znaleźć. Wszędzie korupcja, rozpusta, życie na pokaz, zausznictwo i nepotyzm. W każdym urzędzie, w każdej sprawie trzeba dać w łapę, inaczej nic nie załatwisz, nic się nie dowiesz. Największym szacunkiem cieszą się najwięksi krętacze, a gangsterzy budzący postrach swoją brutalnością są uważani za szychy. Tam lepiej nic nie widzieć i nic nie słyszeć. Im mniej wiesz tym dłużej żyjesz.
Główny bohater to zwykły facet, który zatracił się w moskiewskim klimacie a idąc za głosem serca dał się wkręcić w nielichą kabałę.
Nie bardzo polubiłam głównego bohatera, który jawi mi się jako kompletny naiwniak. Pomimo tego, że wiele razy miał szansę przejrzeć na oczy, on uparcie nie dopuszczał do siebie prawdy. Zagubił siebie i swoje sumienie. Nie będę opisywała intrygi, bo nie jest zbyt zawiła a jej koniec przewidziałam na samym początku.

Książka formą przypomina reportaż i jest spowiedzią Nicholasa przed przyszłą żoną. Jako kryminał zupełnie się nie sprawdziła, jednak jako krótki przewodnik po Moskwie jak najbardziej. Jeśli ciekawi kogoś  życie codzienne w Rosji to zapraszam do lektury.

Gra w kolory
W 200 książek dookoła świata

8 komentarzy:

  1. Miałam to kiedyś przeczytać, ale opis brzmiał nudno i recenzje też nie były oszałamiające, więc sobie odpuściłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sądzę, bym się skusiła- na taki obraz Rosji i takiego bohatera specjalnie nie mam ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  3. To mniej więcej tak jak u mnie "Śnieg przykryje śnieg". :) Kryminało-thriller miał być, a ostało się na powieści psychologicznej w zasadzie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to była chociaż powieść psychologiczna, to nie miałabym nic przeciwko:) Nie wiem właściwie jaki sens ma ta książka;p

      Usuń
  4. I co tu powiedzieć przy takiej opinii?
    Nie szukam przewodnika po Moskwie, więc nie skorzystam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Eeee, czuje się zszokowana - takiej tematyki się nie spodziewałam zupełnie. Ale lubi rosyjskie klimaty, więc chętnie bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie zdecydowanie nie moja bajka, a z blurbami to tak czasem jest co innego na zewnątrz co innego w środku;)

    OdpowiedzUsuń