niedziela, 11 listopada 2012

Gorąca prośba o szczery komentarz:)

Dzisiaj nie będzie żadnych opisów,natomiast bardzo bym prosiła o wyrażenie szczerego zdania na temat niżej zamieszczonego tekstu. Moja córka jest w trakcie pisania książki.Chciałaby poznać opinię obcych ludzi,gdyż jak wiadomo rodzina i znajomi zawsze pochwalą:) Prosi więc o obiektywną ocenę.Ma 13 lat,czyta chyba więcej ode mnie i ciągle coś tam skrobie:)


Przepowiednia


„Przepowiednia mówi, że w dniu, kiedy wszystkie planety utworzą równy rząd, na świat przyjdzie czwórka dzieci, które ocalą krainę Verilionu przed upadkiem.”

 Rozdział 1

Wizyta


    Corrie szła właśnie w stronę swojej przyczepy, kiedy usłyszała znajomy głos. To Colin ją wołał. Westchnęła cicho i ruszyła z powrotem do namiotu. Czego on znów chce?- pomyślała. Zastanawiała się, czy dzisiaj każe jej trenować dodatkowo z końmi czy nauczyć gołębie nowej sztuczki. A może będzie miała szczęście i zleci jej jedynie wyprowadzić psy?
    Minęła klatki gołębi i skręciła w prawo. Przeskoczyła niskie siatkowe ogrodzenie i prześlizgnęła się przez otwór w wielkim cyrkowym namiocie. Colin, szef cyrku, siedział na jednym z miękkich krzeseł w loży.
    - Już miałem cię znowu wołać.
    - Ja też się cieszę, że cię widzę – powiedziała dziewczyna z nutką ironii w głosie.
    - Bardzo śmieszne, Corrie! – odparł mężczyzna. – Ktoś do ciebie.
    Na oblicze Corrie wstąpiło zdziwienie, ale za chwilę jego miejsce zastąpił strach.
    - Ktoś? – zapytała cicho.
    - Szkoda, że nie widzisz swojej miny! Wyglądasz jak… – zażartował Colin, ale widząc jej miażdżące spojrzenie szybko dodał – To nikt taki. Jakieś dwie babki. Czekają przed wejściem.
    - Okej.
    Dziewczyna wyszła tą samą szczeliną i obeszła namiot dookoła. Chociaż jej niepokój zelżał, to jednak nie ustępował. Czego mogą chcieć od niej te dwie kobiety?
    Kiedy zauważyła swoich gości, odetchnęła z ulgą. Dwie panie, jedna przed trzydziestką, druga na oko dwudziestoparoletnia rozmawiały przyciszonymi głosami. Jedna z nich wyraźnie się nad czymś zastanawiała. Nie wyglądały groźnie.
    Ale nigdy nic nie wiadomo…
    Corrie podeszła do nich szybkim krokiem.
    - Witaj! To ty jesteś Corrie? – zapytała ta o parę lat młodsza.
    - Tak… To ja.
    Zanim dziewczyna zdążyła zapytać, o co chodzi starsza kobieta oznajmiła:
    - Przyszłyśmy z tobą porozmawiać. Jeśli nie masz nic przeciwko, oczywiście.
    Owszem, mam - pomyślała. - Jestem zmęczona, chce mi się spać. Ale na głos powiedziała:
    - Oczywiście, zapraszam do mnie.
    Słońce już prawie zaszło, kiedy Corrie parzyła herbatę dla swoich gości, siedzących na jej łóżku.



    Corrie siedziała na składanym krześle w swojej przyczepie i z narastającą irytacją i zniecierpliwieniem przysłuchiwała się temu, co miały jej jeszcze do powiedzenia te dwie kobiety.
    Jak na razie dowiedziała się, że magia naprawdę istnieje, tak samo jak czarodziejki, jednorożce i smoki… Zastanawiała się, co jeszcze spróbują wmówić jej rozmówczynie.
    Teraz chyba kolej na Zębową Wróżkę - pomyślała i uśmiechnęła się leciutko do swoich przypuszczeń.
    Ale nie, teraz była kolej na jakąś przepowiednię.
    - Przepowiednia mówi, że w dniu, kiedy wszystkie planety utworzą równy rząd, na świat przyjdzie czworo dzieci, które ocalą krainę Verilionu przed upadkiem. Takie zdarzenie miało miejsce szesnaście lat temu, dwudziestego szóstego maja…
    - Czyli wtedy, kiedy się urodziłaś. Przyszłaś na świat dokładnie w tej sekundzie, kiedy dokonała się koniunkcja planet – dokończyła wypowiedź młodsza z kobiet.
    Nie takie bajki już słyszałam - pomyślała, ale zamiast tego powiedziała:
    - Aha. I co w związku z tym? – Zaczęła bardzo powoli przesuwać rękę w stronę telefonu leżącego na stoliku obok niej. Miała nadzieję, że kobiety tego nie zauważą.
    - W związku z tym musisz iść z nami – odparła starsza takim tonem, jakby to było oczywiste.
    Corrie nabierała coraz większego przekonanie, że jej decyzja, żeby złapać telefon, wybiec na zewnątrz i zamknąć drzwi a następnie zadzwonić do Colina jest słuszna. Mogłaby po prostu wybiec na dwór w nadziei, że te wariatki jej nie dogonią, ale nie zamierzała ryzykować. Mogłaby też wybiec, zamknąć drzwi i pognać do dyrektora cyrku, ale nie chciała zostawiać kobiet samych w przyczepie. Jeszcze coś zepsują, albo stłuką szybę.
    Smukłe palce dziewczyny znajdowały się w odległości kilku centymetrów od komórki kiedy jakaś siła zmusiła ją do położenia ręki z powrotem na kolano.
    - Zostaw ten telefon. – To zabrzmiało raczej jak uprzejma prośba niż groźba.
    - C… C… Co to było? – Corrie pobladła nieco.
    - Magia. – Stwierdziła po prostu starsza z kobiet.
    Przez chwilkę pomyślała, że może nieznajome mówią prawdę, ale szybko odrzuciła tę opcję.
    - Możemy ci udowodnić, że magia istnieje. – Zabrała głos ta młodsza.
    Jakby czytała jej w myślach… Nie, to przecież nie jest możliwe.
    - Niby jak?
    - Weź nożyk.
    - Po co? – zapytała dziewczyna podejrzliwie.
    - Po prostu go weź.
    Corrie podeszła do szuflady i wyjęła z niej mały nożyk.
    - I co teraz? – zapytała.
    - Rzuć nim we mnie.
    - Że co?!
    - No dalej, rzucaj!
    Dobra, proszę bardzo. Dziewczyna stanęła naprzeciwko swojej rozmówczyni, zważyła nożyk w ręku i bardzo leciutko rzuciła.
    Sztuciec wzbił się w powietrze i wylądował tuż przed stopami kobiety.
    - Mocniej.
    Nie ma sprawy.
    Nóż znów szybował przez krótką chwilę, a potem… zawisł w powietrzu!
    Corrie opamiętała się i zamknęła lekko rozchylone usta.
    Nożyk z brzękiem opadł na podłogę.



 Będziemy wdzięczne za wszystkie komentarze.
 

9 komentarzy:

  1. Zapowiada się ciekawie. Trudno ocenić taki krótki fragment, ale wydaje mi się, że czego jak czego, ale wyobraźni Oli nie brakuje. Ciekawa jestem ciągu dalszego. :)

    Na temat składni itp. się nie wypowiem, bo są mądrzejsi ode mnie. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to najwyżej powtórzeń. Np.:

    "(...)oczywiście.
    Owszem, mam - pomyślała. - Jestem zmęczona, chce mi się spać. Ale na głos powiedziała:
    - Oczywiście"

    "Słońce już prawie zaszło, kiedy Corrie parzyła herbatę dla swoich gości, siedzących na jej łóżku.
    Corrie siedziała (...)"

    "(...)wybiec na zewnątrz i zamknąć drzwi a następnie zadzwonić do Colina jest słuszna. Mogłaby po prostu wybiec na dwór w nadziei, że te wariatki jej nie dogonią, ale nie zamierzała ryzykować. Mogłaby też wybiec(...)"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Aniu,ja zupełnie nie zwróciłam na to uwagi:) Dziękuję za poświęcony czas:D

      Usuń
  2. Całkiem nieźle jak na 13-latkę :) Pomysł może nie wydaje się zbyt odkrywczy (za krótki fragment by rzetelnie ocenić), ale jeśli chodzi o stronę językową to moim zdaniem nie odbiega bardzo od publikowanych czasem powieści dla młodzieży. Myślę, że córka nie powinna się zniechęcać i pisać, pisać i jeszcze raz pisać.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agatko w imieniu córki:)Ona ciągle coś tam sobie skrobie:)

      Usuń
  3. 13 lat... wyrazy uznania. Niech córka nie przestaje pisać. Kiedyś może na blogach książkowych ukaże się recenzja jej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie wierzę, że Twoja córka ma 13 lat. Moim zdaniem jak na jej wiek bardzo dobry tekst - ja w jej wieku pisałam o wieeele gorzej. Niech pisze dalej, a Ty mamuśka publikuj dla nas:)
    Gratuluję córki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czasami w to nie wierzę:) Napisała na razie 50 stron tej książki. Jak przeczytałam to byłam w szoku,bo ja tak nie umiem:D
      Dziękuję serdecznie za dobre słowa i również pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Zachęcałabym córkę do pisania, ma wyobraźnię i chęci - niech z nich korzysta bo jej to ładnie wychodzi :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń