środa, 15 czerwca 2016

"Koniec warty" - Stephen King

Trzecia część Pana Mercedesa nie była może książką Kinga, na którą czekałam z wielką niecierpliwością, natomiast pewne było, że ją przeczytam.  Patrząc na zapowiedzi zastanawiałam się nad okładką. Czyżby King zaczął pisać o rybach? Cóż...poniekąd tak:) Po zapoznaniu się z treścią muszę przyznać, że okładka świetnie ją odzwierciedla .
Tytuł oryginału:End of Watch.
Wydawnictwo:Albatros
 Cykl: Bill Hodges (tom 3)
    Rok wyd:2016
Stron:480
Kraj: Stany Zjednoczone
Koniec warty, czyli przejście policjanta na emeryturę, dla Billa Hodgesa, który już od dawna jest na emeryturze, oznacza tutaj zupełnie coś innego. Zanim jednak Bill będzie mógł zakończyć swoją wartę, stanie przed ostateczną rozgrywką ze swoim wrogiem, złem w czystej postaci, Brady'm Hartsfieldem. Brady, zamieniony w poprzedniej części w "warzywko", dzięki nielegalnej terapii zastosowanej przez jednego z lekarzy, zaczyna powracać do zdrowia. Jego ciało nadal jest niesprawne, natomiast psychika ma się coraz lepiej, co Brady skutecznie ukrywa. Nie dość tego, zaczyna  u siebie odkrywać nowe zdolności parapsychiczne, nad którymi bezustannie pracuje. W jego głowie rodzi się plan zemsty, który może kosztować życie wiele niewinnych istnień.

"Koniec waty" to dobre zwieńczenie trylogii, w której autor do wątku kryminalnego dodał wątki parapsychiczne. Telekineza, zawładnięcie umysłem innego człowieka, oddziaływanie na dużą grupę ludzi przy pomocy przekazów podprogowych, zaszczepianie złych myśli, użycie techniki przeciwko człowiekowi. King ukazuje również, jak bardzo ludzie samotni oraz nastolatki są podatni na sugestie dotyczące samobójstwa. Przerażająco ukazane jest zaszczepianie myśli samobójczych i efekt, do jakiego to prowadzi. Fragmenty opisujące Brady'ego, jego przebudzenie i dochodzenie powoli do celu, bardzo mi się podobały, chociaż siłą rzeczy są mało wiarygodne, zwłaszcza te dotyczące użycia techniki. Jednak nie będę się czepiała. To jest King, to jest fantastyka i to mi się podobało.
Inna sprawa to warstwa kryminalna, która tutaj akurat jest średnio zadowalająca. Zaangażowanie policji jest praktycznie zerowe, cała sprawa spada na Billa i Holly, pod koniec dołącza do nich także Jerome. Zakończenie jest przewidywalne i nie tak widowiskowe, jak mogłoby być. Całość jednak czyta się naprawdę szybko i z dużym zaangażowaniem, gdyż w tym tomie akcja jest naprawdę szybka. Są także momenty smutne, momenty wzruszeń oraz chwile grozy. Bohaterowie są ciekawie wykreowani, nie ma wprawdzie głębszej analizy psychologicznej, z któej King jest znany, jednak jego postaci na pewno nie są papierowe. Kreacja Brady'ego, zła wcielonego, moim zdaniem jest świetna a elementy parapsychiczne dodają tutaj smaczku. 

Chociaż można by tu znaleźć parę mankamentów, ja osobiście jestem zadowolona z lektury. Było zabawnie, było smutno i powiało grozą. Czego chcieć więcej?

Czytam fantastykę
Czytam opasłe tomiska

piątek, 10 czerwca 2016

"W niebie na agrafce" - Iwona Grodzka-Górnik

Wydawnictwo:Świat Książki
    Rok wyd:2012
Stron:448
Kraj:Polska
Kiedy poznajemy Zuzannę, ma ona 28 lat i czteroletniego synka, którego wychowuje sama. Jej życie legło w gruzach cztery lata wcześniej, kiedy to ojciec jej dziecka i ukochany mężczyzna, zginął w wypadku samochodowym. Przy życiu trzymała ją tylko ciąża i wielkie wsparcie psychiczne, jakie dawała jej ukochana przyjaciółka a zarazem ciotka - Basia. Zuza jest zwykłą kobietą, starającą sobie jakoś radzić z życiem. Wychowuje synka, pracuje w banku, w wolnych chwilach oddaje się swojej pasji jaką jest malowanie. Nie szuka mężczyzny dla siebie ani ojca dla syna. Nie jest gotowa na nowy związek, gdyż wspomnienie straconej miłości wciąż głęboko w niej siedzi. Jej życie można nazwać poukładanym do czasu, gdy wstępuje w nie nieznajomy mężczyzna przynoszący szokującą informację. Nie dość, że Zuza musi przeboleć śmierć Basi, to dowiaduje się także, iż jej kochany tata nie jest jej prawdziwym ojcem. Wydawałoby się, że dojrzała osoba może zrozumieć pewne niedomówienia ze strony rodziców i próbę chronienia córki, lecz dla Zuzanny ta informacja jest prawdziwym szokiem i przewraca jej życie do góry nogami. Nie dość tego, w jej życiu pojawiają się dwaj mężczyźni. Jeden elegancki, szarmancki, zdawałoby się idealny. Drugi wkurzający, narzucający się i załażący za skórę. I chociaż Zuzanna nie ma czasu na amory, gdyż usilnie stara się odnaleźć prawdziwego ojca, to oboje panowie zagnieżdżają się w jej życiu. Poszukiwania wiodą kobietę aż do Włoch i w między czasie wplątują ją w grubszą aferę kryminalną.

"W niebie na agrafce" to typowo kobieca pozycja obyczajowa z rozwiniętym wątkiem kryminalnym. Jest zabawnie, co bardzo lubię w rodzimych powieściach. Zuzanna nie jeden raz wywołała uśmiech swoim zachowaniem, mam wrażenie, że mogłabym ją naprawdę polubić.Autorce udało się stworzyć zabawną opowieść o poszukiwaniu własnych korzeni, powolnym żegnaniu się z żałobą i otwarciem się na nową miłość. Dialogi są naturalne, kreacja bohaterów może nie dogłębna, jednak wystarczająco wiarygodna. Styl pisarka ma lekki, swobodny, bez udziwnień. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. choć nie jest to literatura głęboka. Doskonale sprawdziła się jako powieść typowo rozrywkowa, relaksująca i poprawiająca nastrój.

Czytam opasłe tomiska
Czytamy powieści obyczajowe
Pod hasłem

środa, 8 czerwca 2016

"Wioska morderców" - Elisabeth Herrmann ; "Burza piaskowa" - James Rollins

Tytuł oryginału:Das Dorf der Mörder.
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Tłumaczenie:Wojciech Łygaś
 Cykl: Sanela Beara (tom 1)
    Rok wyd:2016
Stron:548
Kraj:Niemcy
"Wioska morderców" to powieść, która wygrywa klimatem. Nie ma tu zbyt wyszukanej zagadki kryminalnej, choć mamy już na początku dość makabrycznego trupa. Powodzenie książki zawiera się właśnie w wytworzonej przez autorkę atmosferze tajemnicy, zagrożenia i niedopowiedzeń. Teoretycznie akcja jest dość minimalistyczna, w praktyce jednak zupełnie się tego nie odczuwa. Wykreowana przez pisarkę bohaterka jest postacią pierwszorzędnie stworzoną, pełnokrwistą i bardzo realistyczną. Poszukiwanie odpowiedzi na pytania dotyczące jej przeszłości wiodą czytelnika do tajemniczej, przejmującej gęsią skórką wioski, którą zamieszkują same stare kobiety.Akcję urozmaica wprowadzenie siostry kobiety, która została oskarżona o morderstwo w berlińskim zoo. Do akcji wkraczają także psycholodzy zajmujący się sylwetką Rubin oraz młoda policjantka, która nie jest przekonana o jej winie.

Początkowo nie byłam tą książką zachwycona i nawet się zastanawiałam o co tyle krzyku. Gdzieś tak w połowie, nie mogłam się już od powieści oderwać i bardzo ciekawiła mnie odpowiedź na pytanie: gdzie ci mężczyźni? Autorce udało się także mnie na jakiś czas zwieść co do osoby sprawcy. Trzeba przyznać, że pani Herrmann ma prawdziwy talent. Powieść jest spójna, fabuła bardzo ciekawa, no i ten klimat. Nie przeżyłam wprawdzie chwil grozy, na jakie w głębi duszy liczyłam, jednak jestem bardzo zadowolona z lektury.

Czytam opasłe tomiska

 "Burza piaskowa" - James Rollins

Rollins jak zwykle świetny w swoim gatunku. Mieszanka sensacji, historii i przygody daje efekt, który przykuwa do powieści na kilka ładnych godzin.
Główną bohaterką powieści jest  Safia al-Maaz, kustoszka w British Museum, zajmująca się artefaktami z Omanu. Pewne wydarzenie z jej przeszłości sprawiło, że Safia wycofała się z poszukiwań archeologicznych, zamknęła się w sobie i przy okazji straciła również narzeczonego. Za sprawą przyjaciółki z dzieciństwa, bardzo bogatej Kary, która jest owładnięta myślą o odkryciu przyczyny śmierci swego ojca, Safia poświęca się pracy w muzeum i zgłębianiu tajemnicy zaginionego miasta Ubar. Pewnego dnia w muzeum, za sprawą ognistego pioruna, następuje wybuch jednego z eksponatów Safii. Tym sposobem kobieta odkrywa wskazówki dotyczące zaginionego miasta a sprawą zaczynają się interesować agencje rządowe, gdyż wykryte po wybuchu promieniowanie  ujawnia istnienie antymaterii. Tym sposobem do Omanu wyrusza ekspedycja poszukiwawcza, w skład której wchodzą obie kobiety, magistrant Safii, dwóch braci Dunn - ciekawa para archeologów oraz agent amerykańskiej agencji DARPA wraz z partnerką.

Rozpoczyna się walka z czasem, siłami natury oraz wysłanniczką tajnej organizacji pragnącej przejąć odkryte przez Safię skarby. Do akcji wkroczą także tajemnicze, znikające kobiety. Czytelnik będzie miał okazję do niezłej zabawy podczas karkołomnych wyczynów Paintera oraz Omahy, przy okazji obserwując ich walkę o uczucie do pięknej i mądrej kobiety. Jak to u Rollinsa bywa, w książce nie brakuje spektakularnych pościgów, niebywałych walk, zasadzek, zwrotów akcji, sieci podejrzeń, lecz również burzy uczuć. Tym razem także prawdziwej burzy, burzy piaskowej, która będzie kosztowała życie wiele osób. Bohaterowie są dobrze wykreowani, charakterystyczni, zróżnicowani, budzący konkretne uczucia. Akcja gna na łeb, na szyję, nie pozwalając na nudę. Autor przemycił sporo ciekawostek na temat historii starożytnego Omanu, życiu tamtejszych ludów i ich wierzeń, lecz także na temat powstawania antymaterii i ładunkach wybuchowych. 

"Burza piaskowa" to fajna pozycja dla osób lubiących książki przygodowe z historią w tle, dla pragnących rozrywki, chwili relaksu, oderwania się od rzeczywistości. Ja bawiłam się doskonale.
Tytuł oryginału:Sandstorm.
Wydawnictwo:Albatros
Tłumaczenie:Grzegorz Sitek
 Cykl: Sigma (tom 1)
    Rok wyd:2008
Stron:512
Kraj:Stany Zjednoczone

środa, 1 czerwca 2016

"Lepszy byłby martwy" - Douglas Corleone


Simon Fisk to facet około czterdziestki, wdowiec, którego żona popełniła samobójstwo po zaginięciu ich sześcioletniej córeczki. Pomimo tego, iż Simon pracował dla agencji rządowej, nie udało się znaleźć żadnego śladu po jego małej dziewczynce. To zdarzenie zmieniło jego życie. Mężczyzna zrezygnował z pracy dla rządu na rzecz rodziców poszukujących swoich porwanych dzieci. Stał się specjalistą w odzyskiwaniu dzieci porwanych przez rodzica pozbawionego praw rodzicielskich. Jego metody oscylują niejednokrotnie na granicy prawa a podejmowane ryzyko wielokrotnie doprowadziło na granice śmierci. Fisk to bohater ze wszech miar pozytywny, wzbudzający sympatię swoją wrażliwością i zaangażowaniem w pracę.
Tytuł oryginału:Good as Gone.
Wydawnictwo:Feeria
Tłumaczenie:Urszula Ruzik-Kulińska
    Rok wyd:2013
Stron:300
Kraj:Stany Zjednoczone
"Lepszy byłby martwy" to opowieść o poszukiwaniu sześcioletniej amerykańskiej dziewczynki, która została uprowadzona z pokoju hotelowego we Francji. Fisk, przymuszony niejako przez francuską policję do zaangażowania się w sprawę, zostaje rzucony na głęboką wodę. Jego pogoń za porywaczami zacznie się w Paryżu a zakończy w Rosji. W międzyczasie namiesza w Berlinie, w Warszawie dołączy do niego pewna pani adwokat, by wraz z nim pojechać na Ukrainę i Białoruś.

Jak można się domyślić, fabuła jest dość przewidywalna. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się bardzo dobrze a to głównie za sprawą bohaterów i szybkiej, wartkiej akcji. Pierwsza część powieści, moim zdaniem, jest lepsza. W drugiej akcja wprawdzie nadal się toczy dość szybko, brakuje jej jednak rozmachu i elementów zaskoczenia. Co mnie drażniło, to fakt, że Simon praktycznie pozbawiony jakichkolwiek wskazówek, bardzo łatwo wpada na kolejne tropy. Mało wiarygodne. Niemniej był to chyba jedyny zarzut, jaki miałam względem tej powieści. Nastawiłam się na dobrą, męską rozrywkę w iście hollywoodzkim stylu i ją dostałam. Bonusem było także umieszczenie części akcji w Polsce, wmieszanie w nią pruszkowskiej mafii a partnerką Fiska uczynienie polskiej adwokatki.
Książka napisana jest fajnym stylem, wciąga od samego początku i gna aż do końca. Simon jest sympatyczny, stroniący od przemocy, choć jednocześnie nie może bez niej brnąć do przodu, dlatego też nie obyło się bez kilku trupów. Mamy też skorumpowaną policję, bezwzględną mafię, bogatych sponsorów, polityczne matactwa.
"Lepszy byłby martwy" to połączenie thrillera, kryminału i sensacji, co daje bardzo dobry efekt, jeśli tylko czytelnik nastawi się na lekturę typowo rozrywkową, nie wymagającą wysiłku intelektualnego.  W moim wypadku książka spełniła swe zadanie, czyli pozwoliła mi się dobrze bawić, wciągnęła mnie w swój świat i odprężyła.

ABC czytania

czwartek, 26 maja 2016

"Nieznajomy" - Harlan Coben

Tytuł oryginału:Stranger.
Wydawnictwo:Albatros
Tłumaczenie:Robert Waliś
    Rok wyd:2016
Stron:416
Kraj:Stany Zjednoczone
Szczerze mówiąc nie przemówiła do mnie ta książka. Fabuła niby ciekawa. Nieznajomy człowiek podchodzi do Ciebie i wyjawia Ci sekret skrywany przez kogoś z Twoich bliskich. Burzy Twój świat, wzbudzając najpierw niedowierzanie, później nieufność, by na koniec pogrążyć Cię w rozpaczy. Na ile znamy swoich bliskich? Czy ich sekret może mieć wpływ na nasze życie? Najważniejsze jednak pytanie, jakie nasuwa się po lekturze powieści, to: na ile jesteśmy anonimowi w sieci? Okazuje się, że większość z nas na pewno nie jest anonimowa a jakiś obcy gościu może wygrzebać o nas prawie wszystko. Oczywiście zdawałam sobie z tego sprawę, jednak za każdym razem, gdy o tym czytam, zaczynam czuć się niepewnie.

Głównym bohaterem "Nieznajomego" jest Adam Price, którego świat zostaje pewnego dnia zburzony przez nieznanego mu mężczyznę. Adam dowiaduje się, że jego żona kilka lat temu udawała ciążę. Jest wstrząśnięty, gdyż uważał swój świat za poukładany, pozbawiony tajemnic i wręcz nudny. Dlaczego matka dwóch synów i spełniona żona miałaby udawać ciążę a później poronienie? To pytanie gryzie Adama, który zaczyna grzebać się w przeszłości. Okaże się to dla niego wręcz zabójczo niebezpieczne, zwłaszcza po tym, gdy zaginie jego żona.

Jak już pisałam, fabuła jest ciekawa, natomiast rozwiązanie wydało mi się mocno naciągane. Powieść czyta się szybko, chociaż akcja rozkręca się dość powoli. Jak na Cobena książka jest dość przeciętna, wręcz odbiega stylowo od innych jego książek. Zabrakło mi trochę typowego dla autora poczucia humoru, ciętych dialogów i szybkiej akcji. "Nieznajomy" nie jest złą powieścią. Momentami trzyma w napięciu, trochę daje do myślenia, czasami nie można się od niej oderwać. Jednak nie porywa. Zwłaszcza dla fanów Cobena może okazać się rozczarowaniem.

Czytam opasłe tomiska