Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Bonda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Bonda. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2015

"Pochłaniacz" - Katarzyna Bonda

Wydawnictwo: Muza
 Cykl: Cztery żywioły Saszy Załuskiej (tom 1)
    Rok wyd:2014
Stron:672
Kraj:Polska
Opis z LC:
Zima 1993. Tego samego dnia, w niejasnych okolicznościach, ginie nastoletnie rodzeństwo. Oba zgony policja kwalifikuje jako tragiczne, niezależne od siebie wypadki.
Wielkanoc 2013. Po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield na Wybrzeże powraca Sasza Załuska. Do profilerki zgłasza się Paweł „Buli” Bławicki, właściciel klubu muzycznego w Sopocie. Podejrzewa, że jego wspólnik - były piosenkarz i autor przeboju "Dziewczyna z północy" - chce go zabić. Załuska ma mu dostarczyć na to dowody. Profilerka niechętnie angażuje się w sprawę. Kiedy jednak dochodzi do strzelaniny, Załuska zmuszona jest podjąć wyzwanie. Szybko okazuje się, że zabójstwo w klubie łączy się ze zdarzeniami z 1993 roku, a zamordowany wiedział, kto jest winien śmierci rodzeństwa. Jednym z kluczy do rozwiązania zagadki może okazać się piosenka sprzed lat. 





 Moja opinia:
 
A jednak chyba mi nie po drodze z panią Bondą. "Sprawa Niny Frank" nie bardzo mnie porwała, miałam nadzieję, że z "Pochłaniaczem" będzie inaczej. Było inaczej, na pewno znacznie lepiej, nie do końca jednak dobrze.

Co mi się podobało? Przede wszystkim kreacja głównej bohaterki. Sasza jest kobietą z przeszłością, walczy z nałogiem, jednocześnie samotnie wychowuje córkę. Jest oddana swojej pracy, uparta, błyskotliwa. Chociaż dawno temu porzuciła pracę w policji, komuś bardzo zależało, by wplątać ją w prowadzone właśnie dochodzenie dotyczące śmierci pewnego piosenkarza. Wynajęta jako prywatny konsultant, wkrótce zaczyna współpracować z dawnymi kolegami z pracy. W ciągu całego śledztwa wiele razy nachodzą ją chwile słabości, w których jest bardzo bliska pogrążenia się w nałogu. Zawsze jednak udaje jej się powstrzymać, silna wola jest jej wielką zaletą. Podobnie jak miłość do córki, dla której zrobiłaby wszystko. Sasza nie jest wykreowana na superbohaterkę, do wszystkiego dochodzi dzięki swojej inteligencji i przenikliwości.
Podobał mi się również sposób przedstawienia pracy policji i techników kryminalnych. Układy i układziki panujące w policji, niekonwencjonalne sposoby rozpoznawania sprawców, zróżnicowane charaktery pracujących tam ludzi. Ciekawie także autorka przedstawiła działanie mafii, pralnie brudnych pieniędzy, ogólnie cały światek przestępczy.

Moje niezadowolenie płynie głównie z tego, że mało jest kryminału w kryminale. Wszystko co dotyczy otoczki jest dobrze przedstawione, natomiast sam wątek kryminalny ginie gdzieś w plątaninie postaci i zdarzeń. Początkowe napięcie, towarzyszące opisowi zdarzeń sprzed dziesięciu lat, ginie zaraz po tym, gdy akcja przenosi się w teraźniejszość. Często gubiłam się w nazwiskach osób zaplątanych w intrygę, zapominałam kto był kim, jedynie główne postaci były dla mnie oczywiste. Przeszkadzał mi nadmiar informacji. Fabuła się rwała, raz budziła ciekawość i nadzieję, innym razem totalnie nudziła.  Rozwiązanie nie było dla mnie zaskoczeniem, chociaż przypuszczam, że osoby rzadko sięgające po kryminały mogą być zaskoczone.

Nie można odmówić autorce przygotowania do tematu. Wszystkie procesy i procedury dochodzenia są dokładne i realistyczne. Pierwszą część książki czyta się naprawdę świetnie i z dużym zainteresowaniem. Całe tło społeczne jest wiarygodne, lecz jak dla mnie zbyt rozbudowane, przez co spada tempo akcji. Na pewno męczyłam się mniej niż przy poprzedniej książce autorki, nie porwała mnie ona jednak tak, jak niektórych czytelników.


Kapitan Żbik & Skandynawowie
Grunt to okładka
Czytam opasłe tomiska

środa, 18 listopada 2015

"Sprawa Niny Frank" - Katarzyna Bonda

Wydawnictwo: Muza
 Cykl: Hubert Meyer (tom 1)
    Rok wyd:2015
Stron:416
Kraj:Polska
 No tak. Siedzę i myślę. Myślę i ...nic chyba nie wymyślę;p To moje pierwsze spotkanie z prozą pani Bondy. Szczerze mówiąc spotkanie bardzo wyczekiwane. I muszę przyznać, że niestety jestem dość mocno zawiedziona. Seria wychwalana, podobno lepsza od serii o Saszy. Niedługo się przekonam, bo właśnie zaczęłam czytać "Pochłaniacza". I aż się boję, bo skoro ta lepsza mnie zawiodła, to co będzie z tą gorszą? Przejdę jednak do rzeczy.

Hubert Meyer. Bardzo się ucieszyłam na myśl, że w polskim kryminale znajdzie się psycholog. Nie można powiedzieć, bo jego postać jest dobrze wykreowana. Hubert to facet, którego lubią kobiety i który tę sympatię odwzajemnia. Wnioskuję z tego, że jest przystojny i ma w sobie to coś. Meyer ma żonę i dwoje dzieci. Niestety jego małżeństwo właśnie się sypie. Profiler cały swój czas poświęca pracy, stawiając ją zawsze na pierwszym miejscu. Nie należy także do tych najwierniejszych, nic więc dziwnego, że żona ma dosyć takiego życia. Hubert jest dobry w tym co robi, nie ma zresztą konkurencji, bo jest jedynym profilerem w Polsce. Sprawę Niny Frank Hubert dostaje za karę. Przełożony wysyła go na dwutygodniowy "urlop" na wieś, do pozornie prostej sprawy. Sprawa okazuje się nie tak prosta jak myślał. I wszystko byłoby pięknie i ładnie, tylko po przeczytaniu całej książki zaczęłam się zastanawiać, po co tak właściwie Hubert był w tej sprawie potrzebny. Nie chcę spoilerować, więc nie napiszę dlaczego nasunęło mi się takie pytanie.

Nina Frank. Jej życie poznajemy z internetowego pamiętnika i jest to dobra strona książki. Na przykładzie Niny pokazane jest życie serialowych aktorów od kuchni. Jeżeli faktycznie tak wygląda, to dzięki Bogu, że nie mam talentu i ambicji. Po kolei poznajemy losy młodej dziewczyny, która pragnąc stać się sławna, po trochu stacza się na dno. Jej życie to koszmar, który kończy się tragiczną śmiercią. Nina zostaje pewnego dnia znaleziona we własnym łóżku. Ma zmasakrowaną twarz, pocięte ciało i butelkę między nogami. Ktoś musiał bardzo jej nienawidzić. Kandydatów do miana mordercy nie brakuje, bo przy swoim trybie życia Nina narobiła sobie sporo wrogów. Hubert musi zgłębić jej życie, by zawęzić krąg podejrzanych.

Postać, którą polubiłam najbardziej i która wydaje mi się najbardziej prawdziwa, to wiejski szef posterunku, Eugeniusz Kula. Facet początkowo sprawia wrażenie prostaka i gbura, jednak szybko okazuje się, że jest to dobry człowiek, który nie miał do tej pory okazji się wykazać. Ma sporo drobnych wad, dzięki którym jest bardzo ludzki. Świetnie zna swoje terytorium i ludzi tam zamieszkujących. Praca z Hubertem jest dla niego szansą, by nauczyć się czegoś nowego, z czego skwapliwie korzysta. Morderstwo mocno nim wstrząsnęło. Choć Nina nie wiodła sielskiego życia,  mieszkańcy wsi byli dumni z tego, że mieszka obok nich taka sława.

Powieść opiera się na jednym zabójstwie i poszukiwaniu mordercy w otoczeniu ofiary. Akcja jest równomierna, dość powolna. Rozbieramy na czynniki pierwsze życie Niny, typujemy kandydata na sprawcę przestępstwa i poznajemy sporo pobocznych bohaterów. Miejscem zdarzenia jest Mielnik, mała miejscowość położona nad Bugiem. Wieś jakich wiele, jeden kościół, sklep, biblioteka, posterunek policji, ludzie podatni na sugestie, żyjący życiem sąsiadów i łatwo wydający sądy.

Co mi nie zagrało? Ciężko to wyjaśnić bez wnikania w szczegóły, czego wolałabym uniknąć. Po pierwsze zasadność profilu tworzonego przez Huberta. Po drugie zupełnie nie rozumiem, po co autorka wprowadziła postaci wróżbitów. Po trzecie postać mordercy (nie mogę napisać nic więcej). Po czwarte zakończenie. Po co takie? Po piąte i ostatnie, trochę za dużo, jak dla mnie, było filozofowania, które do niczego nie prowadziło.
Co zabawne, wbrew pozorom, czytało mi się tę książkę całkiem dobrze:) Jako, że jest to debiut autorki, postanowiłam dać szansę innej jej książce i mam nadzieję się dobrze bawić. Styl pani Bondy jest lekki i przyjemny, podział na krótkie rozdziały sprawia,że książkę czyta się szybko. Wstawki z pamiętnika Niny są ciekawym przerywnikiem w prowadzonym śledztwie. Historia Niny mnie wciągnęła, jednak postać sprawcy sprawiła, że dla mnie książka straciła sens.
Pewnie się nieźle naraziłam fanom autorki:) Trudno. Ja właśnie tak odebrałam tę książkę.

Polacy nie gęsi...
Pod hasłem
Kapitan Żbik & Skandynawowie
Czytam opasłe tomiska
Videograf II;2011r