Pokazywanie postów oznaczonych etykietą groza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą groza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

"Inkub" - Artur Urbanowicz

"Dlaczego tak lubisz się bać? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?"


 Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2019
Ilość stron:728
Kraj:Polska

"Trzeba pomóc w ewakuacji Jodozior. Albo Jodozioran. Nie wiem, jak jest poprawnie. Najprawdopodobniej jestem pierwszym człowiekiem na świecie, który wypowiedział nazwę tej wiochy w dopełniaczu. To okolice Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Jedna z tych miejscowości, w których kaczki z okolicznych jeziorek rzucają ludziom chleb, a nie odwrotnie."

W takiej właśnie wiosce zostają znalezione zwłoki dwóch osób. A że stan zwłok, pokrytych szarym nalotem, obudził we władzach spore poruszenie, postanowiono ewakuować mieszkańców i przeprowadzić badania radioaktywne. Tymczasem zawala się chałupa ze zwłokami, młody policjant strzela sobie w głowę a prowadzący śledztwo Vytautas Česnauski, zwany Vitkiem, zaczyna nabierać podejrzeń, iż w tej wiosce coś zdecydowanie jest nie tak.

"Czasami mijał ciała.
Niektóre leżały pod drzewami, ich szyje otaczały wisielcze pętle. Spopielałe gałęzie najwyraźniej nie wytrzymywały ich ciężarów i truchła lądowały na ziemi niczym przejrzałe jabłka."

czwartek, 21 grudnia 2017

"Strach" - Jozef Karika

"Małe Tatry to osiedle przylegające do stromego podnóża Czebrata - masywu wznoszącego się nad miastem. Stoi tu czternaście wielo - i kilka jednorodzinnych budynków kaskadowo ułożonych w trzech rzędach, które oddziela od siebie stromy uskok i popękany asfalt ze szpalerem lip. Miejsce to skrywa się w gęstym lesie porastającym cały Czebrat ( najbardziej wysunięty na zachód szczyt Gór Hoczańskich), ciągnącym się przez Orawę aż do polskiej granicy."


Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wyd: 2017
Tłumaczenie: Joanna Betlej
Stron: 298
Kraj: Słowacja
"Każdy z nas czegoś się bał, strach to drugie imię niezabliźnionej rany."

Całkowite zaskoczenie i jedna z lepszych książek grozy, jakie czytałam ostatnimi laty.

Jożo Karsky wiele lat temu uciekł z rodzinnej miejscowości i miał nadzieję nigdy do niej nie wracać. Kiepskie stosunki z rodzicami oraz dramat z dzieciństwa skutecznie trzymały go z dala od domu. Niestety, strata pracy i rozstanie z żoną, zmuszają go do powrotu. Rużomberk wita go siarczystym mrozem, zaniedbanym mieszkaniem i powracającymi wspomnieniami. Jednak przykre wspomnienia to nie wszystko, co powraca. Jożo zaczyna odczuwać paranoiczny strach, który już kiedyś nim zawładnął. Nim i czwórką jego przyjaciół, kiedy to jako dzieci byli świadkami czegoś, co na zawsze ich wszystkich zmieniło. Gdzieś w lasach okalających górski masyw Czebrat, czai się zło, które aktywuje się zawsze przy bardzo niskich temperaturach. Kiedy znika pierwsze dziecko a poszukiwania nie przynoszą rezultatu, czwórka przyjaciół z dzieciństwa musi zmierzyć się z potwornym strachem, coraz dziwniejszymi wydarzeniami oraz dopuścić do świadomości fakt, iż to, co ich spotkało wiele lat temu było rzeczywiste.

poniedziałek, 24 lipca 2017

"Grzesznik" - Artur Urbanowicz

„Wierz mi, nie ma lepszego sposobu na uświadomienie sobie, czym jest zło, niż doświadczenie go na własnej skórze. Całe zło, które wyrządziłeś w swoim życiu, w końcu zostanie ci zwrócone. Z nawiązką. Bo zło zawsze wraca ze zdwojoną siłą.”























Wydawnictwo: Gmork
    Rok wyd:2017
Stron:473
Kraj: Polska

No i cóż mogę powiedzieć. Zaczęłam, skończyłam i nie znajduję żadnego powodu, byś i Ty, drogi czytelniku, nie zgrzeszył czytając tę powieść. Wiedziałam, byłam pewna, że druga książka autora spodoba mi się równie mocno jak pierwsza, w której Pan Urbanowicz uwiódł mnie swym plastycznym językiem. I mnie, w przeciwieństwie do niektórych, zupełnie nie przeszkadzały obszerne opisy. Jeśli takowe przeszkadzały Ci w „Gałęzistym” to tutaj możesz być spokojny. „Grzesznik” nie grzeszy opisami, jedynymi dłuższymi , zwartymi tekstami są rozważania o podłożu teologicznym, podane w formie dialogu tytułowego Grzesznika z głównym bohaterem powieści. I nie martw się, nie zostaniesz zalany falą religijnych rozważań, a co najwyżej zmuszony do zastanowienia nad swoim postępowaniem.

Przede wszystkim musisz wiedzieć, że „Grzesznik” to powieść nieprzewidywalna, zaskakująca i zmieniająca swoje oblicze w miarę przewracania stron. Początkowo masz do czynienia z typowo gangsterskimi klimatami, gdzie główny bohater, Suchy, jawi się jako bezwzględny przywódca mafii działającej w Suwałkach i okolicy. Szczyci się on dużym posłuchem wśród swoich podwładnych, między innymi dzięki swojej brutalności i bezwzględności. Suchy nie waha się używać przemocy, nie zna litości i jest zdolny do wszystkiego, by osiągnąć swoje cele. Swoich ludzi traktuje jednak dobrze, z niektórymi łączą go stosunki bliskie przyjaźni. Jak mówi, rodzina, czyli żona i dwójka dzieci, jest dla niego najważniejsza, nie przeszkadza mu to jednak zdradzać żony i zaniedbywać dzieci. Jego życie upływa spokojnie, półświatek gra tak, jak on im zagra, do czasu, gdy zaczynają się wokół niego dziać coraz dziwniejsze rzeczy a jego uszu dobiega wiadomość, iż poprzedni boss wyszedł z więzienia i planuje odzyskać swoje terytorium. I tutaj zaczyna się powoli zmieniać profil powieści, z typowo sensacyjnej na początkowo lekką, z czasem coraz bardziej przerażającą powieść grozy. I nie myśl sobie, że to zabawna opowiastka o duchach, nawiedzeniu czy obłędzie. Nie, nie, Ty, kochany czytelniku, dostajesz jajko – niespodziankę, dwa w jednym. Twój mózg rejestruje dość przerażające obrazy, wraz z bohaterem zanurzasz się szaleństwie a jednocześnie zostajesz zmuszony do głębokiego zastanowienia, refleksjami nad swoim życiem. Początkowo wydarzenia spotykające Marka wydają się być zwykłymi porachunkami gangów i walką o władzę. Gdzieś w podświadomości jednak dostajesz sygnał, że to nie jest takie proste, że tutaj zdarzy się znacznie więcej. I dzieje się, oj, dzieje. Jest straszno, czasami wręcz zabawnie, do czasu, gdy zaczynasz główkować o co tu naprawdę chodzi. Przez większość lektury próbowałam wymyślić możliwe scenariusze dalszej akcji i w pewnym momencie zdaje się, że wszystko jest już jasne. Ja nawet zaczęłam się przez chwilę czuć zawiedziona. Co, to już koniec? Taki koniec? Niee...jęczało moje zapotrzebowanie na zupełnie inne rozwiązanie. I na szczęście się nie zawiodło.