John Steinbeck był moim wyrzutem sumienia, gdyż już od wielu lat planowałam przeczytanie jego książek, lecz zawsze odkładałam to na później. I wreszcie się udało. A jak wrażenia?
Autor umiejscowił akcję tej króciutkiej opowieści w małej, górniczej wiosce, na którą znienacka najeżdża wrogie wojsko. Nie wiadomo, jaki to kraj i nie jest określona nacja okupanta. Istotą jest tu ukazanie relacji pomiędzy podbitymi mieszkańcami a ich agresorami. W tej małej społeczności, gdzie od wielu lat na czele stoi ten sam burmistrz, ludzie żyją sobie spokojnie i całkiem wygodnie. Każdy zna każdego, ludzie sobie pomagają i życie płynie bez większych dramatów. Pewnego dnia na ich teren wkracza uzbrojone wojsko a zaskoczeni mieszkańcy poddają się bez walki. Zadowolonym żołnierzom wydaje się, że spokój mieszkańców będzie trwał wiecznie a oni wypełnią w spokoju rozkazy Wodza i będą nadzorować dostawy węgla dla swojego kraju. Spokój jest jednak tylko pozorny a im dłużej trwa okupacja, tym w ludziach rośnie większa nienawiść.
Nie byłam pewna czy spodoba mi się ta historia, muszę jednak przyznać, że czytało mi się ją wyśmienicie. Lektura zajęła mi półtorej godziny, w trakcie której miałam okazję obserwować powolne zmiany zachodzące po obu stronach barykady.
Mieszkańcy, początkowo zbyt zaszokowani, by reagować, powoli zaczynają się buntować. Z kolei uśpieni ich spokojnym zachowaniem żołnierze , odkrywają, że wioskę zamieszkują ludzie potrafiących swoją nienawiścią doprowadzić ich do szaleństwa.
Autor w bardzo fajny sposób ukazuje powolnie zachodzące zmiany w relacjach pomiędzy dwoma wrogimi obozami. Z pozoru wygrani najeźdźcy, wkrótce czują się jak ofiary. Otacza ich ściana nienawistnego milczenia, zakradający się gdzieś w cieniu wróg , twarze bez wyrazu i ciągłe sabotaże.
![]() |
Wydawnictwo: Magart
Rok wyd: 1992
Stron:126
Kraj: Stany Zjednoczone
|
Autor umiejscowił akcję tej króciutkiej opowieści w małej, górniczej wiosce, na którą znienacka najeżdża wrogie wojsko. Nie wiadomo, jaki to kraj i nie jest określona nacja okupanta. Istotą jest tu ukazanie relacji pomiędzy podbitymi mieszkańcami a ich agresorami. W tej małej społeczności, gdzie od wielu lat na czele stoi ten sam burmistrz, ludzie żyją sobie spokojnie i całkiem wygodnie. Każdy zna każdego, ludzie sobie pomagają i życie płynie bez większych dramatów. Pewnego dnia na ich teren wkracza uzbrojone wojsko a zaskoczeni mieszkańcy poddają się bez walki. Zadowolonym żołnierzom wydaje się, że spokój mieszkańców będzie trwał wiecznie a oni wypełnią w spokoju rozkazy Wodza i będą nadzorować dostawy węgla dla swojego kraju. Spokój jest jednak tylko pozorny a im dłużej trwa okupacja, tym w ludziach rośnie większa nienawiść.
Nie byłam pewna czy spodoba mi się ta historia, muszę jednak przyznać, że czytało mi się ją wyśmienicie. Lektura zajęła mi półtorej godziny, w trakcie której miałam okazję obserwować powolne zmiany zachodzące po obu stronach barykady.
Mieszkańcy, początkowo zbyt zaszokowani, by reagować, powoli zaczynają się buntować. Z kolei uśpieni ich spokojnym zachowaniem żołnierze , odkrywają, że wioskę zamieszkują ludzie potrafiących swoją nienawiścią doprowadzić ich do szaleństwa.
Autor w bardzo fajny sposób ukazuje powolnie zachodzące zmiany w relacjach pomiędzy dwoma wrogimi obozami. Z pozoru wygrani najeźdźcy, wkrótce czują się jak ofiary. Otacza ich ściana nienawistnego milczenia, zakradający się gdzieś w cieniu wróg , twarze bez wyrazu i ciągłe sabotaże.
